sobota, 23 listopada 2013

Tęsknię do Ciebie przez stół, przy którym siedzimy...

...tęsknię z fotela na fotel obok, w teatrze czy w kinie (...),
na szerokość kołdry, która okrywa nas oboje,
tez potrafię tęsknić do Ciebie - przez drzwi łazienki, w której się kąpiesz,
i przez schody, po których idziesz do mnie,
i przez naskórek mój, szczelnie przywarty do Twego.

Felix Henriksen
Czterdziestotrzyletni wykładowca literatury współczesnej na uniwersytecie kopenhaskim.

Wielbiciel taniego wina i grubych powieści. Zasypia w wannie, czasem gubi okulary, unika garniturów, ma zmarszczki i prosty nos. Kiedyś golił się codziennie, teraz nie ma na to czasu. Od zawsze jest bezpłodny, od prawie trzydziestu dwóch lat zafascynowany literaturą, a od osiemnastu żonaty. Paznokcie obcina krótko, pocztę sprawdza tylko we wtorki, a telefon komórkowy służy mu jako zegarek. Chętnie gotuje skomplikowane dania, oglądając jednocześnie programy kulinarne i udaje, że sam jest mistrzem w swojej własnej kuchni. Gra na pianinie, nie posiada samochodu i ogląda w telewizji obchody chińskiego Nowego Roku. Większość czasu spędza z chorą na schizofrenię żoną. Siedzi w szpitalnym pokoju, trzyma jej kościste dłonie i opowiada o tym, jak bardzo chciałby wziąć ją z powrotem do domu. Wsiada w autobus, mieszkanie jest puste i sięga po wino, żeby następnego dnia na uczelnię wkroczyć z szerokim uśmiechem. Nosi w pudełku makaron i podgrzewa go w akademickiej mikrofalówce. Żuje, nucąc pod nosem Mozarta. Tak mu przecież dobrze.

Poplamiłem całą pościel zmartwieniami uprzednich dwudziestu lat. Brudna jest, wymięta od smutku. Ty wycierałaś w nią łzy, a ja palce od sosu bolognese. Starałem się ograniczyć te pierwsze i scałowywałem je z Twojej twarzy, szepcąc o pięknych oczach, dzikich plażach, walecznych sercach. Czy możesz odnaleźć mnie pomiędzy głosami w głowie? Czy Ty mnie w ogóle słyszysz? Obejmuję Cię ściśle, wytaczam wojny wszystkim szaleństwom, które atakują Twoją głowę.
Kiedy się poznaliśmy, mówiłaś że jestem silnym mężczyzną i tylko taki udźwignie wszystkie demony, które w sobie nosisz. Pozwoliłaś mi uwierzyć, że poradzę sobie z każdą słabością, która Nas dopadnie. Przestałem je traktować jako Twoje kiepskie dni, od dawna są już Naszymi. Zawiodłem się na własnych skrzydłach, które miały Cię unosić ponad każdy problem. Wybacz mi, że nie chcę dać Ci odejść. Siedzisz mi na kolanach i prosisz, żebym Cię puścił, ale kochanie, jesteś moim wszystkim. Nie jestem w stanie.

Osiecka w tytule.
I mam pozwolenie na publikację.