Mogłaś być najsłodszą rzeczą, mogłaś pozwolić mi śpiewać
Równie dobrze mógłbym próbować schwytać wiatr

Równie dobrze mógłbym próbować schwytać wiatr

Vivi Anderssen
znak zodiaku:bliźnięta
znak zodiaku:bliźnięta
Rodzice pracowali w hurtowni butów, oboje na stanowiskach kasjerów. Z reguły nie było ich stać na to, co wciskali ludziom, więc brak pieniędzy powinni dziecku rekompensować częstszym okazywaniem uczuć, a tu nic - Vivienne mogła być, a mogła wyjść i nie wrócić, w żadnym wypadku nikt by się nie przejął. Nikt jej nie głaskał po główce za dobre sprawowanie, ponadprzeciętną średnią i najlepsze wyniki w szkole, nikt jej nie pocieszał, gdy wyskoczył jej pierwszy pryszcz. Mogli jej chociaż urządzić patologię z życia, wtedy miałaby się na co skarżyć. Mogliby ją bić i poniżać, a może znalazłaby więcej motywacji do opuszczenia Kopenhagi i znalezienia sobie dobrze płatnej pracy - po to chociażby, aby mieć środki na cotygodniowe wizyty u psychoanalityka. Rodzice byli nudni, chociaż ojciec rzucał czasem jakiś żart przy niedzielnym obiadku, ale przecież to nie było wychowywanie. Rodzice okazali się nie być rodzicami biologicznymi i nie była to wielka niespodzianka, skoro do chwili, w której ukończyła osiemnaście lat, traktowana była niczym element wyposażenia mieszkania.
Teraz ma dwadzieścia sześć lat, została skrzywdzona multum razy przez wielu ludzi, uczy się nie wybaczać i na nowo układa sobie życie, choć to nie takie proste. Początkująca aktorka, która spadła ze sceny podczas próby generalnej "Hamleta", w ten sposób tracąc ciążę. Jednak stara się myśleć o przyszłości i tym, co aktualne i żywe. Przedstawienie musi trwać.
[Mam nadzieję, że autorce Jonatana odpowiada.
Zapraszam do wątków.]
[Witaaam c: piękne zdjęcie.]
OdpowiedzUsuńMalin
[Bardzo tak <3]
OdpowiedzUsuńJonathan
[Bardzo rozbawiło mnie zdanie mówiące o jej upadku ze sceny, haha :D cudowne zdjęcie! ]
OdpowiedzUsuńLovisa
[Myślałam, że darujesz sobie dziecko, ale tak jest w porządku! :D Zakładam, że Jonathan o całej sytuacji nie ma pojęcia. Co do wątku - z moją okropną niepomysłowością nie jestem w stanie zaproponować czegokolwiek lepszego od przypadkowego spotkania, co zresztą całkiem trzymałoby się kupy. A tobie przychodzi coś do głowy? :>]
OdpowiedzUsuńJonathan
[Och jak najbardziej chociaż nie wiem czy umiem coś wymyślić o tej godzinie. Może zaczynamy od tego że gdzieś tam w jakimś autobusie, metrze, czy na ławce Vivi zostawiła by portfel albo klucze czy coś a Malin by znalazła i jej oddała. Co ty na to? Może masz jakiś inny pomysł z powiązaniem jakimkolwiek?]
OdpowiedzUsuńMalin
[O, w porządku. Chyba powinnam zacząć, ale opadam z sił, więc jeśli już, to rano :3]
OdpowiedzUsuńJonathan
Kopenhaga powoli szykowała się do snu, ale on ani myślał zasypiać. W ciszy przeklinał się za to - że jest taki sam, jak ojciec, jak Sabine. Wraca do domu w nocy, nie ma życia poza pracą, a pięć godzin snu w zupełności go satysfakcjonuje. Już zapomniał, jak wychodził ze znajomymi na bilard, jak każdy piątek spędzał w kinie i oglądał filmy rodzimych twórców, jak w każdy długi weekend wydawał oszczędności i żeglował po zatoce… Jak na studiach dla przyjemności ilustrował dziecięce książki i zasypywał podłogę kolejnymi pracami, po których teraz deptał, jak muzyka doprowadzała głośniki i sąsiadów do krzyku. Ostatni raz był w teatrze parę dobrych lat temu. Zapomniał. Zapomniał, jak to jest być sobą.
OdpowiedzUsuńNiczego tak nie nienawidził, jak komunikacji miejskiej. Odkładanie pieniędzy na samochód darował sobie dawno temu, gdy rower zajął czołowe miejsce w przedpokoju. Dziś, ubrany w garnitur, zdecydował się wyruszyć do pracy taksówką, nie chcąc zepsuć ani szczegółu, nie ubrudzić spodni, nie pognieść koszuli, nie potargać włosów. Ten dzień miał być krokiem w przód w jego karierze. Nie udało się. Powrót na tarczy był powrotem w tłumie obcych ludzi, wśród głośnej masy. Nie mógł znieść ani tego, ani własnej porażki.
Rozluźniając krawat, wysiadł z autobusu na ulicy nazwanej na cześć duńskiego baletmistrza, a naprzeciw niego malował się jasno oświetlony budynek teatru.
Jonathan zaśmiał się w duchu. Nie miał czasu na teatr, nie miał czasu nawet na kupienie sobie nowej pary spodni. Wepchnął więc dłonie do kieszeni, odetchnął dwukrotnie. Miał odpowiednie ubranie, dobijała dwudziesta. Nic przecież się nie stanie, jeśli wejdzie i dowie się, co grają.
Plakat wiszący na drzwiach nie mówił mu niczego, poza jednym, znajomym nazwiskiem, zapisanym przeciętnej wielkości czcionką. Vivienne Anderssen.
Jonathan wbiegł po schodach, kupił bilet i usiadł w prawdopodobnie najgorszym z możliwych miejsc, ale gdzieś wewnątrz cieszył się jak dziecko. Po prostu oglądał, zwracając uwagę tylko i wyłącznie na znajomą twarz, nasłuchując znajomego głosu. I gdyby ktoś zapytałby go, o czym jest sztuka – nie miałby pojęcia.
Jonathan
[Tyle to i ja wiem, wiem nawet, że to Dior Homme 2006, ale nazwisk nigdzie nie ma. :C
OdpowiedzUsuńDobry dzień!]
Christian
[Okej :)) a później pomyślimy co dalej, ok?]
OdpowiedzUsuńMalin
Tak naprawdę nawet się nad tym wszystkim nie zastanawiał. Patrzył na nią, nie na spektakl, patrzył z uśmiechem. Śmiał się cicho, pod nosem, słuchając głosu innych aktorów, ale nie odrywał od niej wzroku. Wydawało się, że jest dokładnie tam, gdzie być powinna – na samym środku sceny, a on to tylko para z miliona oczu, które ona skupia na sobie. Może odczytywał to błędnie, może wcale… Może nie czuła się swobodnie, jak wtedy, może coś zmieniło się i już nigdy nie wróci do dawnego stanu. Może nie powinien tu przychodzić, może tylko wszystko zepsuł. Wpadł we własną pułapkę.
OdpowiedzUsuńVivienne Anderssen schowała się za kurtyną i już nie wyszła na scenę.
Jonathan wyprostował się i rozejrzał. Nikt nie zwrócił uwagi? Brawa zaczęły wiercić dziury w jego umyśle, gdy on zmarszczył brwi i gwałtownie podniósł się z fotela i ruszył w stronę korytarza. Cholera, nie miał pojęcia, jak tam dotrzeć, jak ją znaleźć. Co powiedzieć? Przeprosić? Nigdy nie radził sobie ze słowami. Teraz nie był pewien, czy mimo wszystko tego chce. Czego od niej oczekiwał? Wybaczenia? Żeby rzuciła mu się w ramiona, jakby ostatni raz widział ją wczoraj, jakby ich historia była scenariuszem czyjejś sztuki.
Za co, tak naprawdę, miałby ją przeprosić? Być może niczym nie zawinił, całując ją pierwszy raz.
Błądził tylko przez krótką chwilę. Przed drzwiami nie było nikogo, kto mógłby go zatrzymać. Nie zapukał od razu. Dotarło do niego, że stresuje się jak dziecko, które przeskrobie coś i nie przyznało się mamie, a teraz od każdej kolejnej sekundy zależy jego być albo nie być. Oparty plecami o ścianę, odgarnął do tyłu włosy, których nie miał czasu przystrzyc, poprawił krawat i marynarkę. Własne odbicie w oknie raczej śmieszyło go, niż przerażało. Oczy miał podkrążone, policzki zapadnięte. Potrzebował snu, a nie przebaczenia od dziewczyny, którą kiedyś znał.
Energicznie zapukał do drzwi, a głos zaprosił go do środka. Jonathan zadrżał. Co się z nim działo, do cholery? Zamiast zachować się jak mężczyzna, zachować się tak, jak przystało na osobę z zimną krwią…
- Nie wyszłaś się ukłonić – odezwał się, po cichu wchodząc do środka i równie cicho zamykając za sobą drzwi, o które zaraz się oparł plecami, chcąc zachować największy możliwy dystans. – Czy aktorkom tak wypada?
Jonathan
[Nie zamierzam!
OdpowiedzUsuń(Chociaż nie mam pojęcia, czy w Kopenhadze klakierzy są jeszcze potrzebni. Bo w Polsce na pewno nie, nie z publicznością, która daje owacje na stojąco nawet wtedy, gdy aktorzy grają piach.)]
~ Aage Gjellerup
[Druga? O czymś nie wiem? O.o]
OdpowiedzUsuńIna.
[Klakierzy nie dostają kasy, za darmo wchodzą do teatru na dane przedstawienie.]
OdpowiedzUsuń[Nie, nie. To nie moja.
OdpowiedzUsuńA skoro Ci się podoba, to się cieszę. Jakieś propozycje? ;>]
Ina.