sobota, 23 listopada 2013

Gubię minusy i dodaję do nieskończoności.

Niels Lykke, geniusz i wykładowca analizy matematycznej na Uniwersytecie Kopenhaskim. Dwudziestodziewięciolatek, który edukację skończył o kilka lat wcześniej niż jego rówieśnicy. W dzieciństwie podejrzewany o autyzm. 

Na świecie żyje siedem miliardów sto osiemdziesiąt pięć milionów dziewięćset siedemdziesiąt tysięcy ludzi. Przeciętny i normalny człowiek, który się nie izoluje wypowiada średnio jedenaście tysięcy słów dziennie, ale liczba ta wydaje się być zawyżona. Ja ograniczam się do niecałego tysiąca, a później milknę. Już i tak wystarczy, że marnuje się na mnie zbyt dużo tlenu. Zużywam go trzykrotnie więcej przy każdym wdechu niż przeciętny człowiek. To jest fakt, który gnieździ się w moim umyśle i poddaje pomysł wstrzymania oddechu. W ciągu minuty pochłaniam około sześciuset mililitrów tego pierwiastka, zabieram go ludziom, którzy potrzebują jedynie dwustu pieprzonych mililitrów na sześćdziesiąt sekund. Nie jest to jednak prawda naukowa, ponieważ mój organizm nie jest nadzwyczajny, nie zmienia to jednak faktu, że odbieram innym coś, co należy się im, a nie mnie. Ze wstrzymanym w płucach powietrzem jestem w stanie wytrzymać tylko czterdzieści siedem sekund, a wpływ na tak małą wytrzymałość mają trzydzieści dwa papierosy wypalane w ciągu dnia i nocy. Prawdopodobieństwo, że rzucę palenie jest znikome, a na dodatek zwiększa ono możliwość zachorowania na raka. Dziennie pokonuję około trzystu schodów, wykonuję kilkanaście tysięcy kroków i marszczę brwi ponad dwa tysiące razy. Na wieczorną kąpiel zużywam około stu litrów wody, bo zapominam o fakcie, że w ciągu dwudziestu lat jej liczba zmniejszy się o około trzydzieści procent, spędzam w wannie dwie godziny, czyli sto dwadzieścia minut, a więc siedem tysięcy dwieście sekund z mojego życia. Wypalam w tym czasie pięć papierosów i czytam dwadzieścia stron książki, a na każdej z nich znajduje się około pięciuset wyrazów. Na sen marnuję sześć godzin i siedem minut, podczas których mógłbym zrobić coś ponad zmarnowanie kolejnych dawek tlenu. Rano czekam aż budzik zadzwoni po raz trzeci, wyłączam go i wstaję. 

6 komentarzy:

  1. [Jak my go kochamy to jest poezja]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witamy, witamy geniusza matematycznego. Świetnie napisana karta! :)]

    Freja

    OdpowiedzUsuń
  3. Sonja rzuca się na swojego opiekuna dokładnie w momencie, w którym Felix przekracza próg jej pokoju. Nie zostaje dopuszczony do żony, mimo że stara się warczeniem i krzykiem uświadomić mężczyźnie, że potrafi ją uspokoić. Może tylko patrzeć jak do pomieszczenia wpada jeszcze jeden pielęgniarz. Wszystko trwa nadzwyczaj krótko. Unieruchamiają kobietę, wykręcają jej rękę i wbijają igłę w żyłę.
    Nie potrafi się uspokoić, nie kiedy widzi brutalność z jaką podchodzą do Sonji. W jego głowie pojawia się myśl, że powinien ją stąd zabrać i jest niemal zdecydowany na takie rozwiązanie. Do zmiany zmusza go psychiatra, z którym rozmawia kilkanaście minut później. Z bezwzględną bezpośredniością uświadamia mu, że nie jest w stanie o nią zadbać i mógłby tylko zrobić jej krzywdę. Zgadza się więc na warunki szpitala, po czym idzie ponownie zobaczyć się z żoną. Leży na łóżku, przymięta pasami bezpieczeństwa, oddech ma płytki i spogląda na niego nieprzytomnym spojrzeniem.
    - Wynoś się – mówi, a Felix jej słucha. Uśmiecha się tylko blado, szepce że ją kocha, po czym wychodzi. Idzie szybko, bo nie może znieść zapachu szpitalnego korytarza. Kiedy w końcu znajduje się na zewnątrz, pozwala zimnemu powietrzu wytrącić z niego cały ten wieczór. Nie jest w stanie się odwrócić, zamiast tego kieruje się w stronę mieszkania. Trafiłby tam bez problemu, gdyby nie bar, który rzuca mu się w oczy w połowie drogi. Wchodzi do niego, starając się utrzymać na nogach. Potrzebuje alkoholu, żeby wyrzucić z głowy igłę, pasy bezpieczeństwa i wynoś się. Zamawia kolejkę za kolejką i stara się trzymać w pionie. Nie zwraca uwagi na nic ani na nikogo. Liczy się tylko wódka, którą wlewa w siebie w niepokojących ilościach.
    /Felix

    OdpowiedzUsuń
  4. [Niepotrzebnie ci spada, bo Twoja karta jest równie zgrabnie ujęta. Ma swój klimat. Witam i miłej gry życzę.]

    OdpowiedzUsuń
  5. Przez moment przekonany jest, że siada obok niego ktoś zupełnie obcy i dlatego właśnie zupełnie się tym nie przejmuje. Dopiero kiedy zauważa znajomą twarz, mina mu rzednie, choć i w tym momencie nie wygląda zbyt zachęcająco. Ma dylemat: bardzo chce się zaśmiać i stwierdzić, że od czasu do czasu musi odpocząć od książek, bo te mają skłonność do przerastania go treścią, ale boi się, że jeśli tylko spróbuje unieść kąciki ust, zdradzi się swoim stanem jeszcze bardziej. Zupełnie jak gdyby, ktoś przyczepił mu haki do warg i ciągnął ku dołowi. Z tego powodu decyduje się nie udawać. Trwa w swoim stanie zawieszenia i opróżnia kieliszek z wódki jednym haustem.
    - Można tak powiedzieć – odpiera, dusząc w sobie chęć rzucenia złymi dwudziestoma laty. To mogłoby być za dużo jak na, teoretycznie pierwszą, prawdziwą rozmowę. Kiedyś może wymienił z tym mężczyzną kilka słów, ale jeżeli tak, zupełnie tego nie pamięta. Rzadko kiedy słucha plotek na jakikolwiek temat, dlatego nie wie o nim zupełnie nic, poza tym, że ma na imię Niels. Spogląda znacząco na barmana, który wygląda tak, jakby chciał mu odmówić kolejnej kolejki, ale bez słowa dolewa mu i odchodzi.
    - Nadrabiam wszystkie przesiedziane w mieszkaniu soboty tego roku – dodaje jeszcze, unosząc kieliszek do ust. Nie pije od razu, pozwala sobie powąchać alkohol, który zupełnie nie robi na nim żadnego wrażenia i dopiero wtedy przechyla go i opróżnia. Czuje na sobie skutki zbyt szybkiego spożywania trunku, ale zupełnie to ignoruje. Koniec końców i tak będzie trzeba go sprzątnąć z podłogi: czy to baru, mieszkania czy szpitala psychiatrycznego. Czy może być coś bardziej żałosnego niż dorosły mężczyzna, który w najlepszym wypadku będzie w stanie się czołgać? W tym momencie nic nie przychodzi mu do głowy i to trochę go martwi, ale woli się skupić na wódce, która jest równie gorzka jak ten dzień i wynoś się.
    /Felix

    OdpowiedzUsuń
  6. Obecność Nielsa mu nie przeszkadza, co w tym momencie wydaje się zadziwiające. Nie tylko ze względu na chorą żonę, ale i wypity alkohol: w takich chwilach ludzie chcą być sami (bądź z jakimś nieznanym sobie osobnikiem w łóżku). On natomiast, może ze względu na rzadkość z jaką przychodzi mu lądować w takich miejscach, pozwala sobie znaleźć ukojenie w znajomej, przystojnej twarzy, nawet jeśli kojarzy go tylko z imienia.
    - Do opowiedzenia o reszcie potrzebowałbym więcej alkoholu, a chyba już przekroczyłem swój limit – tłumaczy, przy ostatnich słowach odrobinę się plącząc. Wychodzi jednak na prostą, obiecując sobie, że ten kieliszek będzie ostatni. Barman napełnia, a on wypija. Zawroty głowy i delikatne mdłości mówią mu, że najlepszym pomysłem byłoby upuszczenie lokalu i to w tempie natychmiastowym. Nie jest tylko pewien czy tempo natychmiastowe jest możliwe w jego stanie.
    Niels jest dziwny. Zauważa to bez trudu, choć nie wie w czym to się kryje: w zachowaniu, wyglądzie, sposobie wypowiedzi? Cokolwiek to nie jest, jednocześnie fascynuje i denerwuje Felixa. To drugie uczucie istnieje tylko i wyłącznie ze względu na pierwsze, które nie powinno mieć miejsca. Ostatnią osobą, która kiedykolwiek go fascynowała była Sonja, co w tym momencie wydaje się doskonałym powodem, by zamówić sobie jeszcze jedną kolejkę. Powstrzymuje się, bo widzi swoją drżącą dłoń, którą ma zamiar jeszcze otworzyć drzwi od mieszkania. Może znajdzie w szafce jakieś stare wino? Upije się do nieprzytomności i nic nie będzie bolało.
    /Felix

    OdpowiedzUsuń