sobota, 9 listopada 2013

Krwawisz. Wszyscy krwawimy


Finn Wincler
dwadzieścia siedem lat, w Danii od zawsze, wolny
wraz z przyrodnim rodzeństwem prowadzi  pizzerię 

Niektórzy chwalą się, że są wobec innych szczery, ale to kłamstwo, wszyscy oszukują i w głębi serca robią wszystko dla siebie. Finn ty też jesteś egoistą. Od małego zabierałeś dzieciakom zabawki. A teraz? Myślisz, że twoje siostry nie zauważają znikających z kasy pieniędzy? Pewnie, że widzą i wiedzą, że to ty. Jesteś szczęśliwy? Pewnie, że nie. Niektórzy twierdzą, że możesz im ufać, ale ty tego nie robisz, dobrze wiesz, że nie wolno ufać, bo ufność jest rzeczą zgubną, wszyscy kłamią. I ty nie jesteś wyjątkiem Finn, choćbyś zaprzeczał. Tobie też już nikt nie ufa. Niektórzy są szczęśliwi. To kłamstwo, kłamstwo które wszyscy sobie wmawiają, by się nie załamać. A ty Finn nawet tego nie potrafisz zrobić, wmówić sobie i żyć normalnie, ty musisz zawsze wszystko komplikować. Niektórzy podają sie za twoich przyjaciół, ale czy to prawda? Masz przyjaciół? Zwierzasz się komuś? Nie. Ty słuchasz, ty doradzasz, ty uśmiechasz się współczująco, ty pocieszasz, ty uspokajasz. A twoi przyjaciele tego jakby nie zauważają. W końcu takich jak ty mają od groma. Niektórzy pozakładali rodziny, a ty? Jesteś sam, niby z wyboru. Tak mówią wszyscy ci co nie chcą przeżywać rozczarowania i zdrady. Bo się boisz Finn. Boisz się, że zostaniesz w końcu sam. Ale nie jesteś na tym świecie jedyny. Możesz wierzyć, lub nie, ale wszyscy w głębi duszy są prawie tacy sami jak ty.

powiązania, on, inne
Rupert Friend na zdjęciu
cytat bodajże z Assassiantion Of a High School President 
karte poprawie niedługo

16 komentarzy:

  1. [Podoba mi się ta postać i zdjęcie ślicznie pasuje. Witam.]

    Joakim

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mimo tych uśmiechów, nawet jeśli współczujących, to Finn wydaje się niezwykle smutną postacią. Nawet zdjęcie na to wskazuje. Witam. :)]

    Iris

    OdpowiedzUsuń
  3. [A ja się nadal zastanawiam co ludzie widzą w tej karcie, serio.
    A co by było gdyby Joakim nie oczekiwał wysłuchania, a tego, że będzie miał wysłuchać?
    Z Finnem mogą się znać nawet od dziecka, bo są w jednym wieku i można założyć, że chodzili przez jakiś czas do jednej szkoły.]

    Joakim

    OdpowiedzUsuń
  4. [To może pomyślimy nad wątkiem? :) Może być tak, że Iris się zgubiła wieczorem, zaczęło padać, więc schowała się pod daszkiem pizzerii. Finn mógł właśnie zamykać i się nad nią ulitował? ;>]

    Iris

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jasne, że pasuje, a już wniebowzięta będę jeśli zaczniesz...]

    Joakim

    OdpowiedzUsuń
  6. Pragnął chwili szczerej rozmowy i prawdopodobnie powodem tego było dzisiejsze zalewanie swojej siostry kolejnymi kłamstwami. Oszukiwał, że czuje się dobrze, że wcale nie ma ochoty wziąć wszystkich tabletek jakie były w ich mieszkaniu, a następnie zapić ich alkoholem. Powiedział nawet, że nie ma nic przeciwko temu, że dziewczyna zostanie również na nocny dyżur. Wmówił jej, że znajdzie sobie jakieś zajęcie, bo przecież ma do dokończenia jeszcze kilka aktów dramatu, który pisał…
    Miał dość samego siebie i tego, że łgarstwa przychodziły mu coraz szybciej, a przy tym okazywały się być wystarczająco wiarygodne, aby nabrać swoją bliźniaczkę.
    Prawdopodobnie wybrał najgorszą z możliwych osób, które mogłyby go przypilnować, żeby przypadkiem nie poderżnął sobie gardła nożem kuchennym, ale nie był to chyba do końca świadomy wybór. Gdyby w ogóle pomyślał, że może Finn nie nadaje się do wytrzymania z nim w tej chwili prawdopodobnie w ogóle nie wyszedłby z domu. Jednocześnie chciał i nie chciał sobie czegoś zrobić. Był po prostu zmęczony, potrzebował się napić, ale nie chciał wylądować w jakimś barze sam. Zdecydowanie lepiej jest smęcić w dwójkę.
    Wszedł do pizzerii. Było już późno, a więc i pusto. Lokal był zamykany, o czym powiadomiła go dziewczyna, która krzątała się pomiędzy stolikami ze zmiotką i szufelką.
    Odpowiedział jej, że przyszedł do Finna, więc nie zabawi tutaj długo, bo chciał tylko zamienić z nim kilka słów. Później powtórzył, że chodzi mu o Finna, bo czuł się z sekundy na sekundę coraz bardziej sprzątany.
    Dziewczyna wydarła się, krzycząc „Finn, rusz dupę, ktoś do ciebie przyszedł”. Następnie wróciła do sprzątania, jakby nigdy nic.
    Pozostawało mu więc poczekać aż chłopak w końcu się pojawi i będzie mógł mu zaproponować wspólne wyjście. Miał szczerą nadzieję, że nie odmówi i znajdzie trochę czasu dla starego kumpla.

    [To już drugi wątek, który dziś zaczęłam, więc może nie być fantastyczny.]
    Joakim

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oczywiście, oczywiście, że jest ochota. W ogóle to świetnie dobrane zdjęcie Ruperta i udana karta, czytałam jak czekałam na publikację swojej :D
    Jest coś w tym, że oboje boją się być z kimś, ale Aina ma zupełnie inną sytuację i jest to mocno podyktowane przez zachowanie siostry. Tak czy siak na pewno mogłaby być częstą klientką pizzerii, bo Sol wiecznie się gdzieś szlaja, Bastian siedzi u dziewczyny, a ona zmęczona po pracy nie ma nawet ochoty gotować. No i można ostatecznie dołączyć, że Finn może jej się podobać, ale z oczywistych względów nawet nie wlepia w niego maślanego spojrzenia.
    A ogółem - świetne imię, o.]
    Aina

    OdpowiedzUsuń
  8. [A to już twoja decyzja czy się podoba, czy nie. I zależy jak ci wygodniej, można dać że rozmawiali ze sobą któregoś razu jak tam pizzę spalili i musiała dwa razy dłużej przez to czekać na zamówienie. Ale mogli też tak przelotnie, że tylko znają swoje imiona, no i on kojarzy już które pizze najczęściej wybiera. Mi to nie robi różnicy ;>]
    Aina

    OdpowiedzUsuń
  9. [Trochę się zeszło, zanim znalazłam, dlatego dziękuję ślicznie. Smutny ten Twój pan. Pewnie by go pocieszyła, gdyby nie była taka sama.]

    Coralie Hanssveen

    OdpowiedzUsuń
  10. [Rodzeństwo jest w porządku. Co prawda po ponownym ślubie ojca trochę jej go przybyło, ale takie nieformalne i zupełnie samozwańcze jest jak najbardziej w porządku. Przyda jej się ktoś taki.]

    Coralie

    OdpowiedzUsuń
  11. [Pewnie zacznę, ale nie obiecuję, ile mi to zajmie, bo na razie znikam oglądać, a potem to się okaże. Będzie dobrze, jak będzie banalnie, bo zapuka do niego z piwem w ręku i wprosi mu się do mieszkania?]

    Coralie

    OdpowiedzUsuń
  12. Rytuały. Coś, co powtarzała bez przerwy w każdym tygodniu, w każdym miesiącu, bez czego jakoś nie wyobrażała sobie życia, coś, co stało się jej codziennością. Miała bardzo uporządkowany dzień, bardzo schematyczny, bardzo... nudny. Żadnego szaleństwa, żadnych gwałtownych działań i nie chodziło nawet o skoki ze spadochronem czy uczestniczenie w wyścigach motocyklowych. Dla niej już samo przebiegnięcie i narażenie się na wypadek było czystym szaleństwem, czymś co się jej nie zdarzało, bo po prostu nie mogło. Musiała być żywa, zdrowa, najlepiej jakby nie zażywała żadnych leków i broń boże chorowała, bo wtedy jej krew nie będzie możliwa do pobrania, a przecież to było najważniejsze dla jej rodziców. Zamiast pytań "jak sobie radzisz w pracy? wszystko u ciebie w porządku?" za każdym razem słyszy przez telefon "nie bierzesz niczego teraz? Solaine może liczyć na ciebie? Robiłaś badania krwi?". Krew. Krew była najważniejsza, najbardziej potrzebna. Krew była nią, przynajmniej dla jej rodziców. Oni nie widzieli w niej nic oprócz banku krwi, którym była od wielu lat.
    Dlatego zaczęła żyć schematami. Zawsze o tej samej godzinie wychodziła z domu, żeby zdążyć na spokojnie do pracy, zawsze piła tą samą kawę, mniej więcej w tych samych godzinach, żeby przez cały dzień utrzymać się w pionie i nie nawalić w najważniejszych chwilach, gdy szef będzie jej potrzebował, zawsze starała się robić wszystko powoli, żeby przypadkiem nie skończył się jej bieg na szpilkach złamanym obcasem lub (co gorsza) skręconą kostką. Zawsze też przychodziła jeść w miejsca, które wcześniej sprawdziła i które pasowały jej. Szukała dotąd aż uznała, że to jest to i potem już nie zmieniała lokalu, trwale trzymała się tych samych smaków, bo tak było łatwiej. Bo schematy miały ułatwiać życie, podobno.
    Kiedyś jednak trzeba było przecież z nich rezygnować, próbować czegoś innego i.. Minimalnie zaszaleć . I chociaż wiedziała, że to, co robi nie jest prawdziwym szaleństwem, to była zadowolona, że chociaż w ten sposób może coś zmienić w swoim ograniczonym życiu. Dlatego gdy weszła i zobaczyła całkiem znajomą już postać (bo przecież patrzyła, gdy on myślał, że nie patrzy i mimo tego, że zwykle pojawiał się jedynie na chwilę, to zawsze udawało jej się to zauważyć) przy "jej" stoliku, to zaczesała za ucho krótsze, wycieniowane kosmyki włosów i pokręciła przecząco głową.
    - Chyba ani jedno, ani drugie. Co pan poleca? Jakiś specjał dzisiejszy? Coś, co pan lubi? - zapytała, chcąc zdać się na jego opinię, bo w końcu kto będzie lepiej wiedział, czego powinna tym razem spróbować. Skoro już zrywała ze schematami, to przynajmniej mogła to zrobić dobrze, żeby później przypadkiem nie żałować.
    Rozpięła swój płaszcz i zdjęła go z siebie zanim w ogóle usiadła przy stoliku i spojrzała na mężczyznę. Nie czuła się szczególnie komfortowo, bo prawdę mówiąc wolała go widzieć, ale nie być dostrzegana. Tak było prościej w jej sytuacji, gdy pozwolenie sobie na cokolwiek było aż tak ryzykowne. Bastian się spierał, Bastian wpychał ją w ręce kumpli, ale ze każdym razem kończyło się to tak samo: bez stałych rezultatów.

    [a gdzie bym ci tam drugi raz kazała zaczynać ;)]
    Aina

    OdpowiedzUsuń
  13. ["Od małego zabierałeś dzieciakom zabawki.", bardzo lubię to zdanie. Zdjęcie również jest urzekające.]/Viktor

    OdpowiedzUsuń
  14. [Do głowy przychodzi mi coś takiego: Viktor w końcu wychodzi z domu. Zdarza się to dość rzadko, ale i on potrzebuje świeżego powietrza, a co ważniejsze (?), jedzenia. Jako że kiepski z niego kucharz, poza tym chęci do wszystkiego też mu brak, postanawia iść na pizzę - no bo kto nie lubi pizzy. I teraz są dwie możliwości, Finn może rozpoznać w nim znanego poetę i chcieć porozmawiać, bo przecież jego wiersze mówią o tym życiu spędzonym na bardzo dokładnym wyniszczaniu siebie. Może też być tak, że Viktor będzie naćpany i to dość ostro, a to nie umknie jego uwadze, więc będzie go chciał wyprosić, ewentualnie porozmawiać. Coś z tego wyjść może. Co Ty na to?]/Viktor

    OdpowiedzUsuń
  15. Coralie nigdy nie miała ojcu za złe, że postanowił ożenić się po raz drugi. Minęły już ponad cztery lata, odkąd zmarła jej matka, dziewczyna uważała, że mężczyzna miał niezaprzeczalne prawo do ułożenia sobie życia na nowo. Miał dwójkę prawie dorosłych dzieci, które niebawem zapewne wyfruną wreszcie z rodzinnego gniazda i wpadać będą jedynie na niedzielne obiadki. Pan Hanssveen zdecydowanie więc potrzebował kogoś, kto umili mu paskudny, jesienny wieczór, ugotuje ciepłą zupę w tygodniu, poda kapcie i będzie wiedział, gdzie zostawił kluczyki do auta. Hanssveen to rozumiała i doceniała, że wreszcie udało mu się pogodzić ze śmiercią ukochanej żony i ponownie odnaleźć szczęście u boku innej kobiety. Nie rozumiała jedynie, dlaczego spośród setek tysięcy innych musiał wybrać akurat panią Heimirsson.
    Byli zgraną rodziną. Nawet z niesfornym piętnastolatkiem wciąż przeżywającym śmierć matki i nie do końca rozumiejącą całą tę pokrętną sytuację dziesięciolatką byli zgraną rodziną. Jak Pan Bóg przykazał regularnie zasiadali razem do stołu i chętnie spędzali wspólnie czas. Pani Heimirsson była złotą kobietą, która bez problemu akceptowała swoje przybrane pociechy i bynajmniej nie traktowała ich gorzej tylko ze względu na to, że ich nie urodziła. Miała w sobie wiele ciepła i miłości, nic dziwnego, że ojciec się w niej zakochał. Ale, do jasnej cholery, dlaczego musiała być akurat matką Mikaela?
    Kiedy dwudziestotrzylatek stanął w drzwiach jej domu oznajmiając, że wprowadza się, bo remontuje własne mieszkania, miała ochotę wykopać go za drzwi. Owszem, teraz był to w równej mierze jego dom, mieszkała tu jego siostra, jego matka… mieszkali tu wszyscy. Ale jak Coralie miała przetrwać z nim w jednym domu trzy tygodnie? Wystarczająco nieswojo czuła się, kiedy przy okazji wszelkich rodzinnych zebrań musiała udawać, że nic się nie dzieje, że wszystko jest jak najbardziej w porządku, że obecność chłopaka wcale nie robi na niej najmniejszego wrażenia. A teraz będzie musiała przetrwać z nim trzy tygodnie pod jednym dachem. To przerażało. Bała się tego i wcale nie chciała o tym myśleć, jednocześnie szukając sposobu, by jak najrzadziej zostawać z nim sam na sam. Ba, by w ogóle jak najkrócej przebywać z nim w jednym domu. Ale nawet ona wiedziała, że tak po prostu się nie da. A jakby tego było komu jeszcze mało, ostatnia stłuczka kazała jej oddać auto do serwisu i zmuszona była teraz wszędzie poruszać się komunikacją miejską, której szczerze nie znosiła.
    To wcale nie był dobry tydzień. A kiedy cały tydzień był zły, Coralie miała tylko jedno wyjście. Po krótkiej wycieczce do najbliższego sklepu za rogiem, stanęła tuż przed mieszkaniem Finna. Kiedy wreszcie jej otworzył, a ona mogła przestać tłuc o drzwi obolałe kostki, uniosła lekko w górę trzymany w rękach czteropak.
    - Mam depresję, ale mam też piwo, a pizza jest już w drodze, więc nie możesz mnie wyrzucić. – O żadnej depresji nie było mowy, była zwyczajnie zmęczona, a skoro nie mogła odpocząć we własnych czterech ścianach, to gdzie jej będzie lepiej, jak u Finna? Zresztą, musiała mu przecież powiedzieć coś, żeby ją wpuścił, bo jak sądziła, nachalne dobijanie się do jego drzwi przed jedenastą wieczorem raczej nie nastrajało go optymistycznie.

    [Przepraszam za zwłokę, potem już będzie lepiej, obiecuję.]

    Coralie

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Dobry! Tak sobie myslę juz nad jakimś wątkiem, albo i powiązaniem.]

    Maeva

    OdpowiedzUsuń