FREJA EMMA LARSEN
Dwudziestotrzyletnia studentka Królewskiej Duńskiej Akademii Sztuk na wydziale grafiki o specjalności filmów animowanych. Czystej krwi Dunka; najmłodsza z trójki rodzeństwa, od chwili narodzin mieszka w Kopenhadze i raczej nie wyściubia nosa poza granice swojego ukochanego miasta. Wynajmuje mieszkanie w nieciekawej dzielnicy; zupełnie nie wzrusza jej perspektywa zostania kolejną ofiarą jakiegoś seryjnego gwałciciela i mordercy, dopóki wie, że sumę pieniędzy, która spokojnie wystarczyłaby na zamieszkanie w przytulniejszym przybytku, może wydać na ubrania i słodycze. Udaje niezależną, aby ludzie w końcu zaczęli traktować ją poważnie, lecz dla nikogo nie jest tajemnicą tendencja Freji do ładowania się we wszelkiego rodzaju kłopoty. Weekendami pracuje w knajpie swojego znajomego na złość ojcu i starszej siostrze, bo tak trzeba. Młoda kobieta o pierwszym wrażeniu rozkapryszonej księżniczki, która przy bliższym poznaniu zyskuje sobie dzięki wrodzonemu poczuciu humoru oraz naturalności w nawiązywaniu nowych kontaktów. Królowa beztroskiego uśmiechu, posiadająca wielu znajomych i niewielu przyjaciół, nie angażująca się zbytnio w zacieśnianie więzi między ludzkich z powodu absurdalnej obawy przez zranieniem. Nie pozbawiona wyobraźni, od dziecka tworzy historyjki rysunkowe oraz fikcyjnych bohaterów żyjących w wyimaginowanym świecie. Freja marzy o zrobieniu kariery, założeniu rodziny, a przede wszystkim o wycieczce dookoła świata i zaszyciu się w odległym buszu. Może kiedyś.
ET TO TRE
dzieńdobry.
zakładki w budowie!
zakładki w budowie!

[Fajna Freja, śliczna Freja i Freja ma bardzo ładne imię :) Cześć!]
OdpowiedzUsuńMattias
[ to ja dziękuję za powitanie :3 zawsze się człowiekowi milej robi jak go ludzie witają :D to co? wącimy? jakieś pomysły?]
OdpowiedzUsuńRose
[Ja nie marudzę, ja stwierdzam fakty. Najgorsza z moich kart. co nie tyczy się oczywiście postaci ;> A ja wiem jak ich powiązać, ha! Niels może być adwokatem jej rodziców i tak mogli się poznać, o!]
OdpowiedzUsuńNiels
[Freja, świetne imię :3]
OdpowiedzUsuńMathilde
[Udało się? To super, bo bardzo mi na tym zależało, bardzo, bardzo. Robimy jakąś awanturkę przy rodzinnym stole i wywleczenie na wierzch jakichś żalów, czy Sabine ma wpaść, wysłana przez ojca do miejsca pracy młodszej siostrzyczki by wywołać tam tajfun pod tytułem: Co ty robisz? Gdzie ty pracujesz? Gdzie ty mieszkasz i w ogóle co ty robisz ze swoim życiem? Czy coś innego, bardziej zakręconego i skomplikowanego, choć na tę chwilę nie bardzo wiem co? :) No i również witam cieplutko!]
OdpowiedzUsuńSabine
[A dziękuje bardzo :) I oczywiście, że wącimy! Tyle, że ja nie mam żadnych pomysłów na wątek czy powiązanie, niestety. Może ty coś ciekawego wykombinujesz? :)]
OdpowiedzUsuńMattias
[Ojezusiejakieładnezdjęcie.
OdpowiedzUsuńI tego i tamtego... Nie mam pomysłu, ale nie lubię zaczynać od podstaw znajomości, więc załóżmy, że Freja to koleżanka siostry Joakima, która czasami do nich wpada. Któregoś dnia też by mogła, ale akurat Rakel by nie było, więc posiedziałaby z Joakimem, bo wcześniej jakoś mimo wizyt nawet nie zapoznawali się jakoś bardziej?]
Joakim M.
[To ja poczekam, aż Ci mózg odpocznie, bo za to imię wątku nie odpuszczę. :D]
OdpowiedzUsuńChristian
[Dziękuje bardzo, w zasadzie także uważam Lovi za realną postać :> Freja ma cudowne imię i coś czuje, że będzie nam w przyszłości tworzyć bajki animowane dla dzieci :D]
OdpowiedzUsuńLovisa
[To jak rzuciłam pomysłem to zaczniesz siostrzyczko <3]
OdpowiedzUsuńSabine
[Grzecznie poczekam.]
OdpowiedzUsuńJoakim
[Mnie pomysł pasuje, tylko co to mogłoby być za nieporozumienie? :)]
OdpowiedzUsuńMattias
[I żeby bawiła się samochodzikami Jamesa prawie tak dobrze jak on sam! :D i rozpieszczała go słodyczami, bo Lovi sama wyjada całą czekoladę z ich domowych zapasów, a biedny James zawsze się na nią złości i uważa, że to bardzo niematczyne zachowanie, o ]
OdpowiedzUsuńLovisa
[Nie myślę, nie myślę :>. Dwadzieścia trzy lata.. Hm, obie są najmłodsze w rodzeństwie, więc już coś wspólnego mają. No i obie chcą zwiedzać świat i zaszyć się w buszu.. Dogadają się.
OdpowiedzUsuńŚwietne zdjęcie ^^]
Aina
[Villemo bardzo chętnie zostanie koleżanką Freji :) I mam pomysł na wątek! Co ty na to, aby wspólnie poszły na imprezę? Vill może trochę za dużo wypić i Freja będzie zmuszona odprowadzić ją do domu i w czasie drogi powrotnej Villemo może się delikatnie dostawiać do koleżanki, bo na trzeźwo by tego raczej nie zrobiła :D]
OdpowiedzUsuńVillemo
[Opcje a i c mi pasują, bo sama nie wiem, gdzie Chris mieszka, a właśnie tworzy się jego współlokator, nie chciałabym tworzyć nieporozumień. :D
OdpowiedzUsuńWybiorę sobie coś i zacznę niedługo.]
Christian
[Już zaczynam, a proszę bardzo! Jak coś będzie nie tak to mów :D]
OdpowiedzUsuńPodobno matki są w stanie zrobić dla swoich dzieci wszystko. Oddać za nie życie, wziąć na siebie ich winy i skłamać przed sądem. Lovisa robiła naprawdę wiele. Kochała Jamesa i był on jej oczkiem w głowie, ale szafki ze słodyczami broniła przed niczym lwica. Wiedziała, że to takie nieetyczne i zbyt dziecinne, ale nikt nie poinformował jej, że bycie matką zobowiązuje do dzielenia się żelkami i czekoladowymi smakołykami. Jej pięcioletni synek został zmuszony do stworzenia łakociowej skrytki w swoim pokoju i skrzętnie chował tam wszystkie batoniki, które udało mu się przemycić przed Lo. Nie straszne były jej kalorie. Skoro i tak planowała zostać starą panną to czym było dla niej kilka kilogramów więcej? Skoro mały łamał jej papierosy i denerwował się, kiedy piła kolejny kubek kawy to co innego jej pozostało? Czekolada, moi drodzy, czekolada. Najlepsza przyjaciółka, najsłodszy kochanek i najukochańsza przekąska. Wracała z zakupami, które w dużej mierze stanowiły różnorakie słodycze, a dwa dni później już ich nie było. Całe szczęście, że w dzieciństwie oglądała programy o kobietach ważących ponad dwieście kilogramów. Perspektywa wychodzenia z własnego mieszkania przy pomocy dźwigu przerażała ją, ilekroć o tym pomyślała. Tylko to skłaniało ją pohamowania swojego nałogu.
Czasami martwiła się, że James będzie miał przez nią wypaczoną psychikę. Uzna, że jego matka to samolubna wariatka. Z pomocą przychodziła wtedy Freja. James czekał tylko, aż będzie mógł wybrać się do kina na film, który powstał z pomocą jego ukochanej cioci. Za każdym razem, kiedy się z nią widywał, przyklejał się do niej, ciągnął za rękę do swojego pokoju i przedstawiał po kolei wszystkie misie. Równym zainteresowaniem cieszyły się jego samochodziki i klocki. Najlepsze zamki powstawał zawsze z pomocą cioci Frei. Najlepiej ścigało się z ciocią Freją, a herbata znacznie lepiej smakowała w jej mieszkaniu. Lovisa bywała o to zazdrosna, ale mimo wszystko cieszyła się, że ma tak wspaniałą przyjaciółkę. Jeśli chodziło o opiekę nad Jamesem, nigdy się na niej nie zawiodła. Wiedziała, że może do niej zadzwonić i jeżeli tylko Freja będzie miała wolną chwilę, z przyjemnością odbierze małego z przedszkola. Każda zapracowana i samotna matka potrzebowała czasem chwili dla siebie, a mały nie chciał słyszeć o nikim innym. Freja była jego numerem jeden.
Kiedy tylko dowiedział się, że wybierają się z wizytą do cioci, zaczął starannie wybierać ubranka i pakować do gigantycznej torby swoje ulubione zabawki. Można by pomyśleć, że zamierzał się przeprowadzić, a przecież chodziło tylko i wyłącznie o zwykłe odwiedziny. Nie dało się go jednak przekonać do pozostawienia w domu dziesiątego samochodzika i szóstego misia. Lovisa z bólem serca zapakowała jego dobytek do auta i śpiewając z nim przedszkolne piosenki, udała się w drogę. Maluch wiercił się, podskakiwał na siedzeniu i klaskał w dłonie, nie mogąc się doczekać. Całe szczęście, że pozwolił nieść Lovi torbę, była ona większa od niego samego. Koniecznie musiał zostać podsadzony do dzwonka i wcisnąć go, czekając, aż Freja im otworzy. Lovi przewracała jedynie oczyma i uśmiechała się pod nosem, zastanawiając po kim mały taki jest.
Lovisa
[Mi też się strasznie podoba c: ale twoje jest równie piękne. Mi pasuje to że znają się ze szkoły, tylko pytanie jak dobrze mają się znać? Może kiedyś wyjechały gdzieś razem ze szkoły na jakąś wymianę i tam poznały się lepiej i polubiły. Potem stwierdziły, że kiedyś będą musiały się gdzieś razem wybrać za granicę i teraz będą to planować? Oczywiście przez cały ten czas od wyjścia ze szkoły utrzymywały kontakt :)) co ty na to?]
OdpowiedzUsuńMalin
[O, o! I skoro Twoja Pani jest graficzką to niech pomoże wymyślić jakieś aplikacje na ścianę do kącika dziecięcego, który tworzy Lianne :)]
OdpowiedzUsuńLianne
[Do Cor mam sentyment, więc Cor musiała być. Poza tym przyszywany brat ją przegłosował, więc nawet jakbym chciała, to nie miałam wyjścia. :D Freja ma za to ładne nazwisko i zdjęcie też ładne. Co do wątku tudzież powiązania. Z tego co patrzę, mają tę samą uczelnię, ten sam wydział, rok tylko inny. Pracę też mają podobną. Sporo je łączy. Są więc dwie wersje: albo się będą kochać, albo nienawidzić. Właściwie jest jeszcze trzecia, która zakłada obie poprzednie połączone w jedno. Ta jest chyba najfajniejsza. Moja Coralie kolekcjonuje sobie przyszywaną rodzinę ostatnio. :>]
OdpowiedzUsuńCoralie
[O jezu dziękuję ci <33 Ja wolę pisać wątki średniej długości, a czytać to już obojętnie. Możesz napisać nawet dwoma zdaniami, a nie będę krzyczeć c:]
OdpowiedzUsuńMalin
[Trafnie strzelasz, że to Freja będzie musiała wziąć na siebie obowiązek zapewnienia rozrywek. Właściwie trafnie strzelasz, widzę to mniej więcej podobnie, jak Ty, och, już bardzo mi się to wszystko podoba! Szczególnie urzekła mnie ta laleczka voodoo, C. lubi takie rzeczy, C. chętnie się w to pobawi. Co do podanych okoliczności spotkania, jak najbardziej mi pasuje, pewnie Coralie trochę pojęczy i postęka, że chce już do domu, bo zmęczona, ale w ostateczności da się wyciągnąć. Co żeby rozkręcić... zawsze ktoś może je napaść, ktoś może wpaść pod samochód, ktoś może przelecieć się nago po parku. Możliwości jest wiele, damy radę. :D]
OdpowiedzUsuńCoralie
Jedna sekunda, druga, trzecia i czwarta. Jedna minuta, druga trzecia i czwarta. Jedna godzina, jeden dzień, jeden miesiąc, jeden rok. Rok kiedy po raz pierwszy zdecydował się przekreślić swoje szczęście i wpadł w ramiona innej. Ludzie szczęśliwi często zapominają, że jeśli się chce za dużo, można stracić wszystko w przeciągu zaledwie kilku chwil. Miał wszystko. Miał narzeczoną, która akceptowała go w stu procentach, miał plany na przyszłość, kochał i był kochanym. Co więc skłoniło go do oddania się rozkoszy, przyjemności czysto fizycznej, która była tak krótkotrwała i powodowała zżerające wyrzuty sumienia?
OdpowiedzUsuńNie wiedział. Do tej pory nie mógł pojąć dlaczego zaczął ją zdradzać. Do tej pory nie pamiętał jak zdrada mogła stać się pewnego rodzaju nawykiem, który powtarzał się za każdym razem dokładnie tak samo. Ładna dziewczyna zamawiająca drinki, luźna konwersacja, drink na koszt firmy, konwersacja pełna dwuznaczności i wreszcie szybki, pozbawiony jakichkolwiek uczuć seks w toalecie tuż za barem.
Lucas już dawno przestał się zastanawiać nad błędami przeszłości. Pozwolił sobie na ulgę. Pozwolił sobie odetchnąć po raz kolejny pełną piersią i ruszyć na nowo. I choć myśl, że resztę życia spędzi bez niej przerażała go jak nic innego, oswajał się z nią każdego dnia, z całych sił powstrzymując się by nie paść na kolana i nie błagać o wybaczenie kolejny już raz. Jego sposobem na życie było obecnie zajmowanie głowy czym tylko się dało. I tak oto zaczął chodzić do kościoła, piec placki, którymi żywił się od kilku dobrych miesięcy i czytać gazety. Był na bieżąco z wszelkimi ploteczkami, polityką, a jego zasób ciekawostek naukowy znacznie się rozszerzył. Jego ulubionym sklepem, gdzie zwykle oddawał się lekturze kolorowej prasy, był mały kiosk na rogu dwóch ulic.
I właśnie gdy jak co dzień przeglądał jedną z gazet z zamyślenia wyrwał go głos. Jej głos . W pierwszym momencie skrzywił się nieznacznie. Wpadł w obsesję tak bardzo, że zaczyna mieć przesłyszenia. Bo przecież ona za nic w świecie nie odezwałaby się do niego ot tak po prostu.
Bardzo wolno, jakby bojąc się, że kogoś przestraszy zbyt gwałtownym ruchem odwrócił się, by ujrzeć jej twarz i poczuć jak po raz kolejny jego wnętrzności wywracają się do góry nogami.
- Freja? – zapytał tak cicho, że sam ledwie usłyszał swój słaby głosik. Jedna z jego rąk wyciągnęła się nieśmiało w jej kierunku, by zamrzeć w połowie ruchu i zawisnąć w powietrzu. Nie miał prawa jej dotykać – Ty się do mnie odezwałaś – dodał po chwili, gdy zdał sobie sprawę, że zrobiła to po raz pierwszy od niepamiętnych czasów. Ostatnimi to on dzwonił, on odwiedzał on starał się nawiązać jakąś konwersację.
Nie chciało mu się nawet dziś otwierać oczu. Podniesienie się z łóżka, w którym kilka godzin wcześniej rozmawiał ze swoją siostrą, zanim ta wyszła do pracy wydawało się być ponad jego siły. Nie miał najdrobniejszej ochoty, żeby podejść do drzwi, gdy usłyszał pukanie, ale ktoś stojący przed mieszkaniem musiał być wyjątkowo nieustępliwą istotą.
OdpowiedzUsuńMusiał wstać, narzucić na siebie bluzę z długim rękawem, żeby przypadkiem gość nie miał szans zobaczyć chociażby najdrobniejszej blizny.
– Nie wiem. Nie wiedziałem nawet, że jesteście dziś umówione, bo nic nie wspominała – oznajmił, odchodząc na bok, żeby dziewczyna weszła do środka, pomimo faktu, że nie została nawet do niego zaproszona.
Kojarzył dziewczynę, była chyba ich sąsiadką, albo kimś w tym rodzaju. I czasami wyciągała gdzieś Rakel z domu albo po prostu wpadała, żeby porozmawiać tak po babsku. Cóż… Rakel dzięki temu miała tę namiastkę normalności, którą on jej odbierał.
– Ale chyba powinna niedługo być, dziś nie pracuje do późna – oznajmił, zamykając drzwi i odruchowo kierując swoje kroki do kuchni. Skoro już wstał to musiał wypić kawę i zapalić. – Freja, tak? – wolał się upewnić, z jego pamięcią bywało różnie, szczególnie gdy nie przykładał do czegoś zbyt dużej wagi. – Chcesz się czegoś napić? – zapytał z grzeczności, bo tak był przecież wychowany.
Joakim
[Dziękuję ślicznie, mile się czyta takie opinie, chociaż na początku nie byłam do końca przekonana, jak się Saskia tu przyjmie. Cieszę się, że komuś przypadła do gustu :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam imię Freja i mimo że obie dziewczyny są do siebie w ogóle niepodobne to zaryzykowałabym wątek. Skoro panienka Larsen często wpada w tarapaty to można by pokombinować coś w tym kierunku. Wraca późno w nocy do mieszkania, z ciemnego zaułka wychodzą dwa typy spod ciemnej gwiazdy, zaczepiają ją i w ogóle są dość nieprzyjemni. Obok przechodzi Saskia bo późno skończyła dyżur w szpitalu, a że ma w sobie coś takiego, co każe jej ratować ludzi z opresji i ściągać małe kotki z drzew, postanawia obronić nieznajomą. Wyciąga telefon, mówiąc, że jak nie przestaną dręczyć dziewczyny to zadzwoni na policję czy coś w tym stylu :D Co ty na to?]
Saskia Nørgaard
[dobrze jest c:]
OdpowiedzUsuńKopenhaga. Piękne miasto. Wiele osób chciałoby tutaj zamieszkać, wiele chciałoby się stąd wyrwać. Malin kochała je, ale czuła, że jednak to nie jest jej świat. Od kilku lat myślała o tym, żeby wyjechać i zamieszkać gdzie indziej, ale trzymała ją tutaj rodzina i przyjaciele, których w końcu nie miała zbyt wielu. To małe 'marzenie' dzieliła z Freją, która również chciała wyjechać. Malin nigdy sama by tego nie zrobiła. Bałaby się nowego miejsca, nie czułaby się tam dobrze samotnie. Niestety zawsze coś im przeszkadzało w wyjeździe. A to ślub, studia, praca, rodzina. Zawsze było coś. Nørgaard nie raz już myślała o tym, żeby pojechać do Norwegii gdzie znałaby przynajmniej jedną osobę, ale w końcu nic z tego nie wyszło, bo jak miało by to wyglądać? Stanęłaby przed drzwiami do mieszkania Magnusa i powiedziała 'cześć' po kilku latach nie odzywania się.
Malin krzątała się po kuchni, przygotowując obiad. Jej zdolności kulinarne nie zadowalały, ale jednak umiała coś tam upichcić. Latała w tą i z powrotem z drewnianą packą mieszając warzywa na patelni i mięso. Dzisiaj w końcu miały porozmawiać z Freją o ich podróży. Malin była cała podekscytowana, bo w końcu miała wyjechać z Kopenhagi, a to jest chyba powód do świętowania. Dochodziła siedemnasta, więc zaczęła zagęszczać ruchy, bo przyjaciółka mogła przyjść lada moment. Jedzenie było prawie skończone więc wyjęła dwa talerze i położyła na blacie. Przemieszała jeszcze raz składniki i wyłożyła wszystko na talerz. Nagle do drzwi zadzwonił dzwonek, więc blondynka podbiegła do nich i otworzyła je szeroko zapraszając gościa do środka.
[to raczej TY mnie nie bij D: lanie wody przeze mnie i tyle ;c]
Malin Nørgaard
[O, skoro Freja ma tendencję do ładowania się w kłopoty, to musi być wątek z Sebastianem, innej opcji nie ma :D
OdpowiedzUsuńTo tak: albo spotkają się w tej knajpie, w której pracuje, spodoba mu się i lekko podchmielony już zaprasza ją gdzieś. Gdziekolwiek, na spacer, na drinka, gdzie się da zaprosić. Chyba, że się nie da, to Seba coś wykombinuje, na pewno.
Albo druga opcja, w której S. będzie mógł poczuć się jak superhero. Będzie wracał z jakiejś nudnej imprezy przez tę nieciekawą dzielnicę Freji i zauważy, że coś się dzieje. A że Sebastian to dobry chłopak i zawsze obroni jak trzeba, to podbije tam i oczywiście sam, SAM uratuje sobie Freję z rąk oprycha, który ją tam maca, czy coś, nie wnikam w szczegóły i no. I zobaczymy jak F. zareaguje.
Albo jak ci się nie podoba, to coś Twojego, otwarta na wszelkie propozycje jestem, jak zawsze zresztą. No. :)]
S. M.
Nocne spacery po godzinie dwudziestej drugiej były czymś, co weszło Saski w krew. Skoro nie mogła zasnąć, a jej mieszkanie wieczorem stawało się nie do zniesienia przez martwą ciszę w każdym z pokoi, postanowiła chociaż dotleniać organizm. Za każdym razem, gdy nie mogła zmrużyć oczu, po prostu ubierała buty, cieplejsze odzienie i wychodziła na zewnątrz, by przebiec się po kilku alejkach lub siąść na ławce w parku. Nocą do jej głowy przychodziło wiele ciekawych pomysłów, które dotyczyły oczywiście pacjentów - o swoim własnym życiu starała się myśleć jak najmniej, by nie popaść w paranoję. Ale im bardziej uciekała od problemów, tym bardziej miała wrażenie, że zaczyna się z nią dziać coś niedobrego. Wkładała więc słuchawki w uszy, włączała dobrego rocka lub muzykę klasyczną i odpływała w inny świat, byleby nie myśleć o tym, że nawet nie ma po co wracać do domu, bo czekają na nią koty i kilka nieodebranych połączeń od martwiącej się kuzynki, którą kolejny raz spławiła pod pretekstem nocnego dyżuru na psychiatrii. Nie chciała znów udawać przed jedyną osobą z rodziny, która się przed nią jeszcze nie odwróciła, że wszystko jest w porządku. Dlatego uciekała, już nawet nie dbając o oryginalne wymówki.
OdpowiedzUsuńGdyby miała psa to pewnie wychodziłaby razem z nim na spacery, wsłuchując się w jego radosne szczekanie. Może wtedy nawet ta samotność aż tak by nie bolała, ale Saskia wiedziała, że pies nie jest zabawką - potrzebuje miłości i prawie dwudziestoczterogodzinnej obecności, a ona w domu bywała od święta. Z kotami było inaczej - niezależne, przesypiające całe dnie, nawet nie zauważały, że właścicielka wraca tylko na kilka godzin. Co prawda miała wyrzuty sumienia, że męczy te niewinne zwierzęta, nie znajdując dla nich nawet chwili czasu. Cóż, przynajmniej w jesienne dni miała do kogo się przytulić albo kogo pogłaskać; dzięki nim miała pewne poczucie, że chociażby tym futrzanym stworzonkom na niej zależy. Wyrażały to mruczeniem i łaszeniem się o nogi, a Saski w zupełności to wystarczało. Nikt tak cudownie nie pokazywał miłości, jak koty właśnie.
Przechodziła obok starej kamienicy w odległości może dwóch kilometrów od miejsca, w którym sama miała swój azyl. Widziała kilkanaście metrów przed sobą idącą dziewczynę. Otulała się ramionami i szła dość pospiesznym krokiem - pewnie było jej zimno. Nic dziwnego, na dworze panował taki ziąb, że gdy Saskia wypuszczała powietrze ustami, tworzył się biały obłoczek pary. Sama czuła, jak odmarzają jej dłonie, które przez cały czas trzymała w kieszeniach płaszcza. Pewnie nawet nie zwróciłaby większej uwagi na tę blondyneczkę, gdyby nie dwójka mężczyzn, zatrzymujących się obok niej. Nieznajoma najwyraźniej nie była zachwycona z ich obecności, a oni zachowywali się namolnie, wręcz agresywnie. Saskia znała ten typ facetów, toteż gdy znalazła się obok nich, wyjęła z kieszeni komórkę i rzuciła mężczyznom wrogie spojrzenie lodowato błękitnych oczu.
- Pobawić to wy się możecie w domu, ale klockami lego, chłopcy. - Gdy chciała, potrafiła być niemiła. Zaczęła wystukiwać na klawiaturze telefonu trzycyfrowy numer. - Albo dajecie jej spokój albo dzwonię na policję za dziesięć sekund. A uprzedzam, że jednym z policjantów w Kopenhadze jest mój brat, z którym nie radzę zadzierać, bo z takimi cieniasami jak wy miał już do czynienia nie raz. Więc jak, panowie?
Nie musiała się powtarzać; dokładnie zrozumieli, co miała na myśli. Nawet grzecznie przeprosili, a chwilę potem już ich nie było. Saskia schowała telefon i zerknęła na dziewczynę.
- Co za frajerzy. Mam nadzieję, że nic ci nie zrobili oprócz tych chamskich zaczepek? - Podeszła bliżej ze zmartwioną miną, spoglądając na nieznajomą od góry do dołu. - Nie powinnaś wałęsać się tak późno wieczorem całkiem sama, jesteś idealnym łupem dla takich jak tamte przyjemniaczki. Gdybym akurat tędy nie przechodziła to mogłoby być z tobą źle, chyba że znasz jakieś chwyty z samoobrony.
Saskia Nørgaard
Problem nie leżał w niej, a w nim. To on był kretynem, który nie potrafił doceniać ludzi tak wyjątkowych jak ona. To on nie umiał uczyć się na błędach. To on był cholernym zdrajcą, który nie powinien wchodzić w bliższe kontakty z żadnym człowiekiem. Czy mu wystarczała? Najwyraźniej nie, choć prawdopodobnie wystarczyłaby każdemu innemu, normalnemu facetowi na ziemi. Czy było z nią coś nie tak? Nie. Dlaczego nie powiedział? Bo paradoksalnie bał się, że ją straci. Czy ją kochał? Kochał i dziewczyna podobała mu się jak żadna inna i wspierała go jako jedyna. To on tu był winny wszystkiemu.
OdpowiedzUsuńNie wytrzymał nawet tygodnia, po tym jak obiecał jej, że będzie wierny już do końca życia. Wystarczyła odrobina alkoholu i skąpa sukienka, by zapomniał o wszystkich obietnicach, które składał jej przez kilka dni. Zapomniał o łzach, które wylewała podczas niekończącej się kłótni, zapomniał o tym jak zapewniał, że kocha ją nad życie. Zapomniał o tym co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze. A potem? Potem kłamał jak z nut, tłumacząc zły nastrój, zmęczeniem, a ona robiła mu herbaty i głaskała po głowie. A on obiecywał sobie, że już nigdy nie spojrzy na inną tylko po to by paręnaście godzin później złamać obietnicę.
Obecnie jego największym marzeniem był powrót do normalności. I choć doskonale zdawał sobie, że raczej nie ma szans na całkowity powrót, normalne rozmowy z nią były jakąś namiastką. I otwierał już usta by podziękować za pytanie i jakoś składnie na nie odpowiedzieć ona wybiegła, deptając marzenie, które zaczęło się spełniać. Ale on był wojownikiem. I egoistą. Nie zważając na to, że pewnie powinien ją w tym momencie zostawić w spokoju, wybiegł za nią, by kilka sekund później złapać ją za nadgarstek
- Freja – zaczął cicho, głosem, który łamał się już od pierwszej głoski. Co tak właściwie miał jej teraz powiedzieć? Przeprosić po raz tysięczny? Tłumaczyć się po raz kolejny? Ciągnąć dalej rozmowę na którą dziewczyna tak naprawdę ochoty nie miała?
- Skarby moje! – z zamyślenia wyrwał go głos jego własnej matki, który rozległ się tuż za jego uchem. Lucas przeklął w myślach i rzucił eks – narzeczonej jedno krótkie, przepraszające spojrzenie. Nie powiedział matce prawdy. Nie chciał jej rozczarować po raz kolejny więc zmyślił chorobę ciotki, przez którą jego niedoszła żona przełożyła datę ślubu – Freja kochanie! Jak się miewa Twoja ciocia? – kobieta, uśmiechała się od ucha do ucha ściskając Larsen za rękę, tak jak to miała w zwyczaju.
Wieczorne piwko uważał za najlepszy sposób na odstresowanie się po trudnym, męczącym tygodniu pracy. Wbrew pozorom, mozolne poprawianie wypocin dzieciaków na kartkówkach i powtarzanie na co drugiej lekcji tego samego było męczące, i to bardzo. Nienawidził rutyny i monotonii. Pod tym względem raczej nie nadawał się na belfra, ale z drugiej strony lubił to, co robił. A jeśli dodatkowo miał dostęp do pięknych, młodziutkich dziewczyn, to tym lepiej. Owszem, jego postępowanie było dziwne i nieetyczne, ale taki już był. Poza tym, zdarzyło mu się wejść w krótki romans z uczennicą raz, może dwa razy. Był ostrożny, bo za bardzo zależało mu na tym zajęciu.
OdpowiedzUsuńStarał się wybierać różne bary, knajpki. Co tydzień bywał gdzie indziej. Jedni podróżowali po Europie, on zwiedzał miejsca, gdzie można było się napić. Za każdym razem obiecywał sobie, że wypije tylko jedno piwo, JEDNO. Nigdy jednak nie dotrzymał danej sobie obietnicy. Zawsze znalazł się jakiś znajomy, który namówił go na wypicie kolejnych dwóch, argumentując to starym jak świat "Ze mną się nie napijesz?". A Sebastian się zgadzał. Z każdym by się napił. Nigdy jednak nie przesadzał z alkoholem, bo wiedział, że na pewno znajdzie jakąś dziewczynę, która go zainteresuje. Nie miał nic przeciwko przygodom na jedną noc.
Ten piątkowy wieczór spędzał w knajpce, w której bywał ze znajomymi już wiele razy. Rozglądał się za znajomą twarzą, powoli sącząc złoty trunek. Westchnął, kiedy nikogo nie napotkał spojrzeniem. Najwyraźniej będzie musiał zmienić lokalizację.
Już miał wstawać od stolika, kiedy dostrzegł całkiem obiecującą dziewczynę, zapewne pracownicę lokalu. Uśmiechnął się na samą myśl o nowej zdobyczy. Postanowił, że na nią poczeka, nawet jeśli miałby przesiedzieć tu pół nocy. Miał tylko nadzieję, że nikt po nią nie przyjdzie, za bardzo się na dziewczynę nakręcił.
W czasie, gdy czekał na dziewczynę, zdążył wypić jeszcze dwa piwa. Nigdy nie należał do takich, którym to kufel starcza na dwa porządne hausty. Kultura picia musi być, nie przyszedł się tu w końcu upić! Kiedy tylko młoda kobieta zniknęła mu z oczu, od razu wstał i wyszedł z knajpy, kierując się na jej tyły, gdzie znajdowało się wyjście dla personelu. Wiedział, że będzie to dziwnie wyglądało. Podchmielony mężczyzna czekający na pracownicę lokalu, z którego właśnie wyszedł. Ale w końcu miał ten swój nieodparty urok osobisty. Ponoć po ojcu.
Stał oparty o ścianę, od której natychmiast się odsunął, kiedy ujrzał wychodzącą dziewczynę.
- Cześć - rzucił, usiłując brzmieć jak najbardziej swobodnie i możliwie przyjaźnie. - Może Cię odprowadzić? - dopiero po chwili zdał sobie sprawę jak dziwnie musiało to zabrzmieć, więc dodał szybko. - Obiecuję, że nie jestem żadnym zboczeńcem. Po prostu dżentelmenem, który uważa za swój obowiązek odprowadzenie pięknej damy.
S, joł.
[Ej no! Byłam pewna.. Nie, nadal jestem pewna, że ci odpisałam! Ugh, kochany blogspot.
OdpowiedzUsuńNo nic, ja jestem jak najbardziej na tak w sprawie tego powiązania z przyjaźnią w tle, aczkolwiek chyba się wpakowałam właśnie w coś, bo.. Czy Freja jest byłą Lucasa? Bo jeśli tak to wygląda na to, że Aina będzie musiała robić za jakąś Szwajcarię pomiędzy nimi, o ile autorka Lucasa zgodzi się na zaproponowane powiązanie. ;D
Chyba, że ewentualnie wolisz wątek z Mikaelem zamiast Ainą, mi to bez różnicy xd]
Aina
Lubił zdecydowane kobiety. Najlepiej, jeśli były zdecydowane na niego, ale zabawą w kotka i myszkę też nie gardził. W końcu każdy mężczyzna woli trochę namęczyć się nad swoją zdobyczą, wtedy o wiele lepiej smakuje.
OdpowiedzUsuńDlatego też kąciki jego ust powędrowały w górę, tworząc charakterystyczny dla niego łobuzerski uśmiech. Uwielbiał wyzwania. Chociaż, ona była raczej po prostu rozsądna. W końcu nie był żadnym gwiazdorem, na którego rzucają się chordy fanek. No, może troszeczkę.
Mężczyzna szybko ruszył za nią, otwierając drzwi i przytrzymując je dla niej, by mogła swobodnie wyjść. Zawsze był dżentelmenem, co często pomagało mu zaciągać kobiety do łóżka. Wbrew pozorom, potrzeba całkiem niewiele, by je oczarować. Jak widać, malejąca wciąż liczba wychowanych mężczyzn jednak ma jakieś pozytywne skutki.
Kiedy kobieta przeszła przez drzwi, zamknął je za nimi.
- Mam na imię Sebastian - powiedział, przypominając sobie nagle, że przecież w końcu jeszcze się nie poznali. Nie dziwił się, że dziewczyna tak na niego zareagowała - nieznajomy, podchmielony facet podchodzi do niej i proponuje, że ją odprowadzi.
Jego imię dziewczyny za bardzo nie obchodziło. I tak pewnie do rana je zapomni. Owszem, podobała mu się. Bardzo. Była pewna siebie i niewątpliwie zadziorna. Lubił takie. Były o wiele ciekawsze od tych płaczek, które po rozstaniu wydzwaniały do niego, prosząc o wyjaśnienie. Ileż można się poniżać? Wiedziały przecież, że to nic nie zmieni. Dlatego też unikał takowych kobiet w trosce o swoje i, o ironio, ich zdrowie psychiczne.
Stojąca przed nim dziewczyna, która badawczo mu się przyglądała, była taka sama, jak inne, jednocześnie bardzo się od pozostałych różniąc. Intrygowała go, ale nie szalał za nią, jak to miał z wszystkimi tymi dziewczynami, z którymi wytrzymał przez dłuższy okres, aniżeli jedną noc. Była pełna sprzeczności.
[ Hmm... Tak sobie myślę, że może Finn byłby jakąś inspiracją do wymyślonej/stworzonej przez Freję postaci? Mogliby się znać już od młodszych lat albo dopiero od całkiem niedawna... Póki co nic lepszego w kwestii łączenia ich przyjemnym akcentem nie posiadam. Niestety, jestem słaba w wymyślaniu, zważywszy o takiej godzinie, ale mimo wszystko dzięki, że się odezwałaś! Ta cisza pod kartą nieco mnie przeraziła. ;P ]
OdpowiedzUsuńFinn Nesbitt
Bo chyba właśnie na tym polegała miłość, o której Lucas nie wiedział nic. Na wspólnym przeżywaniu rzeczy zarówno złych jak i tych dobrych. Na byciu obok o każdej porze dnia i nocy. I Freja była. Była dla niego kimś, kim on dla niej nie potrafił się stać mimo usilnych starań. Czy czuł się samotny? Nie. Przecież zawsze miał z kim porozmawiać, przecież zawsze miał kogo przytulić. Lucas był kretynem, który doceniał wszystko dopiero gdy to tracił.
OdpowiedzUsuńMłody barman nie powiedział o niczym matce bo bał się, że ujrzy znów w jej oczach po raz kolejny wielkie rozczarowanie. Takim spojrzeniem nakarmiła go gdy wywalili go ze studiów i gdy oznajmił, że znalazł nowy zawód, tak niegodny ich nazwiska. I patrzyła na niego tak, póki nie przedstawił swojej narzeczonej. Wtedy stał się kimś w ich oczach i chciał by tak zostało. Wymyślił głupią, chorą ciotkę, bo spanikował gdy ojciec zapytał go dlaczego nie przywiózł ukochanej na niedzielny obiad. Zaplątał się w swoją własną sieć kłamstw, z której ucieczki już nie było. Zmieniona data ślubu, przesunięte przygotowania i Freja, która nigdy nie ma czasu podejść do telefonu bo się uczy lub ślęczy przy łóżku chorej krewnej.
Lucas był niemalże pewien, że dziewczyna zaraz wyzna całą prawdę, a on zostanie wydziedziczony i już nigdy nie będzie mógł przekroczyć progu rodzinnego domu. Ale ona zaskoczyła go po raz kolejny. Gdy przysunęła się nieco bliżej, doskonale wiedział, że zaraz uratuje my tyłek. Czy bezinteresownie? Czy ze względu na jego matkę? Nissen wolał wierzyć, że to ze względu na niego. Wolnym ruchem, objął ją ramieniem i przyciągnął lekko jeszcze nieco bliżej, napawając się tą chwilą, która tak złudnie przypominała dawne czasy.
- Oh to cudownie. W końcu kiedyś musicie stanąć przed tym ołtarzem prawda? – kobieta zaśmiała się i obdarzyła blondynkę szczerym uśmiechem, słysząc komplement płynący z jej ust. – Nie przesadzaj Freja. Wpadłabym do was na kawę ale spieszę się, niestety. Mam nadzieje, że zobaczymy się jakoś niedługo moja droga. A ty dbaj o nią i nie wypuszczaj z rąk – matka Lucasa pogroziła mu palcem, głaszcząc kobietę po ramieniu.
- Nie martw się mamo, nie wypuszczę – powiedział Nissen wlepiając spojrzenie w swoją byłą narzeczoną.
Hanssveen lubiła swoją pracę. Knajpka, w której kelnerowała, była dosyć spokojna i przyjemna, a w dodatku goście byli wyjątkowo mili i (co ważniejsze) hojnie obdarowywali ją napiwkami. Dla studentki wciąż żerującej na ojcowskim dobru i uparcie pomieszkującej pod jego dachem, miało to jednak duże znaczenie. Dawało poczucie choćby najbardziej nikłej niezależności. A przy okazji sprawiało satysfakcję i pozwalało przynajmniej na kilka godzin oderwać się od problemu wychowywania niesfornego nastolatka. Owszem, Ola był jedną z tych przyczyn, które wciąż zatrzymywały ją w rodzinnym domu. Miał piętnaście lat, właściwie był już dużym dzieckiem i potrafiłby sobie poradzić samodzielnie, ale… Ale. Przy niemal nieustannej nieobecności ojca w domu pozostawianie nastolatka samopas nie byłoby najlepszym wyjściem. Wbrew temu, co Ola czasem usilnie próbował sobą zaprezentować, Coralie doskonale wiedziała, że w dalszym ciągu jest tylko niewinnym dzieciakiem potrzebującym uwagi. A skoro nie mógł jej dostać od nieżyjącej matki ani od ojca, który większość swojego życia spędzał w pracy ze względu na swój wymagające bezwzględnej gotowości o każdej porze zawód, powinien otrzymać ją od siostry. Od ponad czterech lat Hanssveen z dość dużym powodzeniem zastępowała mu oboje rodziców, przy czym wciąż pozostawała siostrą, a co za tym idzie, Młody miał nieco większe ulgi. Układ prawie idealny i tylko czasem Ola dawał po sobie znać, że tęskni za matką, a ojca mimo wszystko też życzyłby sobie widywać częściej. Mimo to utrzymanie w ryzach nastolatka wcale nie było prosta sprawą.
OdpowiedzUsuńDlatego właśnie Coralie potrzebowała tych kilku godzin wytchnienia, w czasie których zapominała o tym, co ją dręczyło. Musiała skupić się na zwinnym lawirowaniu między stolikami, na przyjmowaniu zamówień i roznoszeniu ich. Wbrew pozorom nie pomylenie stolików nie było taką prostą sprawą. No i ludzie. Tu byli ludzie. Blondynka, choć uparcie unikała zbyt wielu zobowiązań, lubiła uciąć sobie niezobowiązującą pogawędkę, nawet jeśli miałaby jedynie polecić klientowi któreś z dań widniejących na karcie menu. Była jedna i garstka takich, z którymi potrafiła i chciała spędzać zdecydowanie więcej czasu. Nawet jeśli potem płakała gorzkimi łzami nad własną głupotą i miała ochotę podusić swoich przyjaciół jednego po drugim. Z Freją łączyła ją szczególna więź. I chyba jedynie dlatego, że tak często kłóciły się o największe głupoty, co rusz robiąc sobie kilkudniowe przerwy w kontaktach, były jeszcze w stanie ze sobą wytrzymać. Ja dziś, na przykład. Coralie bynajmniej nie spodziewała się napadu dwudziestotrzylatki wprost w pracy. Choć wiedziała, że Freja jest zdolna do wielu rzeczy… no jasne, mogła wpaść na to wcześniej.
Popatrzyła na przyjaciółkę dosyć sceptycznie, unosząc przy tym wysoko brwi.
- I ja mam niby uwierzyć, że tak po prostu martwisz się, jak mija mi dzień, tak? – spytała spokojnie. Nie martwiła się, że szef zaraz pogoni ją do roboty, właściwie jej zmiana dobiegała już końca, mogła spokojnie zrzucić fartuszek. Miała jednak pewność, że Freja doskonale zdawała sobie sprawę i wcale nie wpadła tu bez powodu. Coralie boleśnie czuła, że chyba nie uda jej się odetchnąć jeszcze tego wieczoru.
[Poprawimy się, obiecuję.]
Coralie
[Dziękuję pięknie za pochwalenie mojej wiejącej nudą i matematyką karty.]
OdpowiedzUsuńN. Lykke
Dziecko.
OdpowiedzUsuńTo było idealne określenie dla osoby Lucasa. On był kwintesencją tego słowa. Wiecznie niezdecydowany, wiecznie chcący czegoś, czego nie umiał ubrać w słowa i podatny na wszelkie piękne słówka ( i piękne ciała) i łudzący się, że każdy błąd można naprawić skruszoną miną i słowami przeprosin. Dopiero gdy narzeczona z nim zerwała, wylało się na niego wiadro zimnej wody. Dopiero wtedy zobaczył, że świat jest nieco bardziej złożonym miejscem niż się mu wydawało i dopiero wtedy zrozumiał jak złe czasy go czekają. Czasy pełne samotności i melancholii, która przytulała go mocno do siebie każdego samotnego wieczora. Już nic nie cieszyło. Nie cieszyły kobiety stojąco po drugiej stronie baru i trzepoczące rzęsami, nie cieszyły wolne dni, nie cieszyły leniwe poranki. Bo zabrakło tego jednego aspektu, tej jednej osoby, która sprawiała, że jego życie miało sens. Zabrakło jej
Lucasowi wiele brakowało do ideału. Gdyby ktoś miał pokazać komuś jak nie powinno się zachowywać gdy ma się narzeczoną, powinien przytoczyć jego życiorys. Jeśli jednak zobaczyć na jego życiorys przed zdradami, nie było z nim tak źle. Nie można było powiedzieć, że był złym narzeczonym. Czy Freja, póki nie dowiedziała się o zdradach była szczęśliwa? Bo jeśli tak to może nie powinno się go skreślać całkowicie? On naprawdę się starał. Starał się być idealnym, choć tak bardzo mu to nie wychodziło, zwłaszcza gdy uśmiechało się do niego tyle pięknych pań. I naprawdę próbował się otrząsnąć gdy wybaczyła mu po raz pierwszy. Może powinien był zmienić miejsce pracy? Może powinien wtedy wrócić na studia? Gdyby teraz jakimś cudem udało się mu cofnąć czas, wszystko wyglądałoby inaczej. Wywróciłby całe swoje życie do góry nogami byle tylko móc dalej z nią być.
Czekał. Czekał gdy się odsunie, gdy jej twarz z fałszywie pogodnej zmieni się na tą pełną wrogości i złości. Czekał aż powie mu jak bardzo go potępia i czekał aż zażąda by odkręcił wszystko. No i stało się. Freja wciąż była blisko ale na tyle daleko by móc tęsknić za jej dotykiem.
- Uspokój się proszę – powiedział bardzo cicho, dając jej jednak wyrzucić z siebie wszystkie słowa i spuszczając głowę, niczym żałujące dziecko, które wstydzi się swojego nieodpowiedniego zachowania – W nic Freja ja…..- co miał jej powiedzieć? Że żałuje? Że przeprasza po raz tysięczny? Przecież to nie miało sensu – Nie chciałem rozczarować kolejnej osoby…ja po prostu….nie wiem o czym myślałem ale…ja wierzyłem, że może no wiesz…chociaż po tym co zrobiłem to chyba niemożliwe. Powiem jej dziś wieczorem prawdę – wydusił w końcu, unosząc spojrzenie.
- Możemy podejść do mnie – zaproponował w końcu nieśmiało, czekając aż ta nakrzyczy na niego kolejny raz za absurdalną myśl, że chce przekroczyć próg jego mieszkania.
[Cudowne zdjęcie, naprawdę. Nie mogę się na nie napatrzyć. To pewnie przez tę subtelność i bijącą od dziewczyny niewinność. A postać sama w sobie też ciekawa. Dziękuję za komplement i również witam.]
OdpowiedzUsuń- A. Carreira