JOSEPHINE DAVIS
urodzona piątego maja tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego roku w Londynie. Na papierku biotechnolog, w praktyce przyszła mama. W Kopenhadze od miesiąca, w poszukiwaniu ojca swego dziecka.
urodzona piątego maja tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego roku w Londynie. Na papierku biotechnolog, w praktyce przyszła mama. W Kopenhadze od miesiąca, w poszukiwaniu ojca swego dziecka.
Cześć Maluchu. Dzisiaj znowu tańczyłaś przez pół nocy, nie pozwalając mi na odrobinę wytchnienia. Pewnie chcesz mi dać do zrozumienia, że wcale nie będzie lepiej, zwłaszcza gdy się pojawisz. Wiem, że żyję złudzeniami naiwnie wierząc, że sobie poradzę, że dam radę, w końcu tak wiele kobiet podołało temu zadaniu przede mną. Jesteś tutaj dopiero od siedmiu miesięcy, a odnoszę wrażenie, że znasz mnie lepiej niż ja sama. Może to dlatego,że wyraźnie słyszysz w jakim tempie bije moje serce, snujące cicho historie mego życia, moich marzeń, najskrytszych pragnień? Ale wiesz, że spróbuje, prawda? Bo jakie mam wyjście? Obie musimy być silne, bo mamy tylko siebie, nikogo więcej. Pewnie za parę lat zapytasz co się stało z twoim ojcem. Niezręczne pytanie padnie przy wspólnie jedzonym śniadaniu, bo przecież wszystkie twoje koleżanki mają swoich tatusiów, a ty masz tylko mnie. Będziesz patrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami, takimi samymi jakie miał on, a ja będę milczała. Bo co będę mogła ci powiedzieć? Co zdradzić byś wiedziała, że zrobiłam już wszystko? Możliwe, że roześmieje się nerwowo, a potem przypomnę, że musimy wychodzić do przedszkola, w nadziei, że szybko zapomnisz o co pytałaś. Ale nie będę przez to złą matką, prawda? Przecież od zawsze chciałam cię chronić, przecież zawsze wiedziałam, że musisz mieć ojca. Dość jednak o tym. Niedawno odkryłam, że jesteś wielką fanką Mozarta, nie wiem po kim to masz, ale słysząc pierwsze tony melodii natychmiast się uspokajasz. Szkoda, że nie mogę słuchać muzyki w nocy, bo wówczas mogę narazić się wrednym sąsiadom, a ci i tak już dziwnie na nas patrzą, może wiesz dlaczego? Wiem również, że za kilka lat prawdopodobnie obwiesisz swój pokój plakatami ulubionych piłkarzy, tylko błagam, niech to nie będzie Ronaldo, a ja siłą będę musiała ściągać cię z boiska, bo wciąż kopiesz i kopiesz, aż czasami zastanawiam się skąd bierzesz na to tyle siły. Poza tym nie przepadasz za głosem twojej babci, która skrzeczy mi codziennie przez słuchawkę telefonu, a ja udaje, że słucham, nie mów jej tylko o tym, bardzo cię proszę. Wciąż jednak mi się nie przedstawiłaś, może liczysz na moją inwencję twórczą, ale wiesz, że jeśli chodzi o takie sprawy, to ja się do tego wybitnie nie nadaje. Mówiąc szczerze liczyłabym na odrobinę wsparcia w tej sprawie, ale brak chęci współpracy odziedziczyłaś chyba po ojcu. Słuchasz mnie jeszcze Maluchu, czy może wreszcie usunęłaś znużona moim gadaniem? Bo widzisz chodzi w tym wszystkim o to, że chcę byś wiedziała, że mamusia cię kocha, że będzie się starać, mimo wszystko.
__
zdjęcie z tumblra. cytat z piosenki The Civil Wars.
__
zdjęcie z tumblra. cytat z piosenki The Civil Wars.

[Witam, witam ;)
OdpowiedzUsuńTo ja mogę zacząć, o ile mi wymyślisz okoliczności ich spotkania, o.]
S.
[Urocza. Baw się dobrze. ;)]
OdpowiedzUsuńR. Smit
[ Niech go nazwie Amadeusz! Karta jest cudowna - uwielbiam taki format! No i witam :)]
OdpowiedzUsuńLucas
[Rowie jej zazdrości! Śliczne zdjęcie. Cześć. :)]
OdpowiedzUsuńRowie
[O, w takim razie wybieram opcję b. :D]
OdpowiedzUsuńWibracja. Nauczyciel historii wyjął z kieszeni spodni komórkę. Nieodebrane połączenie. Westchnął. Przez chwilę tępo wpatrywał się w widniejący na ekranie telefonu napis "Josie". Uznał jednak, że nie ma potrzeby oddzwaniać. Nie miał w planach powrotu do Londynu, toteż rozmowa z nią wydawała mu się być bez sensu. Czego mogłaby od niego chcieć? Nie była raczej typem dziewczyny, która się za nim uganiała i nie dawała mu przestrzeni, powietrza.
Josephine. Ilekroć ktoś wymawiał to imię, oczami wyobraźni widział uroczą blondynkę z uroczym uśmiechem i dużymi oczami, w których tańczyły radosne iskry. Była silna i delikatna jednocześnie. W człowieku wyzwalała same pozytywne uczucia.
Lubił ją, naprawdę. Mógł z nią porozmawiać na poważne tematy, zdecydowanie nie była typową blondynką. Wiedziała jak się zachować. Kiedy być poważna, a kiedy się śmiać. Uwielbiał spędzać z nią czas i momentami trochę mu jej brakowało, ale wtedy mówił sobie, że tak będzie dla niej lepiej. Nie chciał wciągać jej w swoje toksyczne życie, póki nadal zachowywał się jak duże dziecko, a nie jak dorosły mężczyzna w jego wieku.
Nienawidził poniedziałków. Zawsze miał wtedy mnóstwo roboty i musiał przesiedzieć z dzieciakami dziewięć godzin. Po pracy był tak wykończony, że jedyne, na co miał ochotę, to mocna kawa i dobry film, tym bardziej, że kolejnego dnia znowu zaczynał na ósmą. Potem było już tylko lepiej. Wystarczyło przeżyć tylko ten jeden dzień, a i tak chodził wtedy nabuzowany negatywną energią. Wkurzało go wszystko, nawet to, że druga osoba oddycha głośniej, niż powinna.
Wychodząc z gmachu szkoły, wygrzebał z bocznej kieszeni skórzanej torby kluczyki do swojego samochodu. Już miał wcisnąć odpowiedni przycisk, który zwalniał blokadę w samochodzie, kiedy kącikiem oka dostrzegł ruch. Podążył za nim spojrzeniem. Dostrzegł znajomą dziewczynę. Zamarł w sekundzie, kiedy ją rozpoznał. Nie spodziewał się jej tutaj. Powinna zostać w Londynie.
[Pewnie, że jest. Rowie jako bezpłodna, samotna kobieta, której wiele czynników uniemożliwia adopcje, zazdrości jak cholera paniom w ciąży.
OdpowiedzUsuńOjej, dziękuję. Nie sądziłam, że komuś się spodoba. :)]
Rowie
[ O widzisz to też całkiem chwytliwe. Cudowne dzieciństwo przed Eustaszkiem :D Oczywiście, że chcę! Ja zawsze chcę! Tylko czy masz jakiś pomysł jakby połączyć tą dwójkę?]
OdpowiedzUsuńLucas
Szczerze mówiąc, spodziewał się tu każdego, tylko nie jej. Nie była z tych, które osaczają swą "ofiarę", sprawiając, że ta dusi się, nie mając własnej przestrzeni. Ale tak się teraz czuł. Jej wydzwanianie go denerwowało, ale ignorował je, bo wiedział, że w końcu jej przejdzie. Każda kiedyś dawała sobie z tym spokój. Teraz jednak czuł się właśnie osaczony, nie miał żadnej drogi ucieczki. No bo co miałby zrobić? Udać, że jej nie widzi, wsiąść do auta i odjechać? Przecież jutro może zrobić to samo. I pojutrze. I jeszcze potem. A on nie był tchórzem, który ucieka przed problemami. Skoro zadała sobie tyle trudu, by tu przyjechać i go odnaleźć, wyjaśni jej dlaczego wyjechał, jeśli to takie dla niej ważne. On sam uważał, że powinna była się domyślić jaki jest. Zresztą, wyjazd do Londynu był tylko odpoczynkiem od szarej rzeczywistości. Krótkim epizodem w jego życiu. Chciał wyrwać się ze swojego świata i odkryć inne, równie fascynujące. Nigdy przed nią nie ukrywał, że nie przyjechał tam na stałe i wkrótce wyjeżdża.
OdpowiedzUsuń- Cześć - rzucił krótko, jakby ignorując to, co powiedziała. Bez słowa otworzył jej drzwi do samochodu.
Zaskoczyła go. Wyglądała, jakby miała problem, ale, na litość boską, to, że byli przez jakiś czas razem nie oznacza, że ma prawo prosić go o przysługi! Musiało to być jednak coś bardzo ważnego, skoro pofatygowała się aż do jego ojczyzny i zapewne przez jakiś czas szukała, bo w końcu Kopenhaga to nie takie małe miasto, a on sam nigdy nie wspominał jej gdzie mieszka. Podziwiał jej wytrwałość, natomiast w myślach ganił się za swoją głupotę, że napomknął jej, iż pochodzi z Danii. Teraz nie miałby kłopotu.
Kiedy uważnie przyjrzał się stojącej przed nim młodej kobiecie, zauważył jak bardzo się zmieniła. Nie uśmiechała się, jej twarz wyglądała na zmęczoną, nie sposób było doszukać się w jej oczu dawnych iskierek, które tak polubił i które tak go oczarowały. Rzeczywiście miała problem, i to wielki. Josephine nie należała do tych, co to przejmują się drobnostkami. Zakasała rękawy i przechodziła do działań, naprawiając co się da. Nigdy się nie poddawała, a przynajmniej on nigdy nie był tego świadkiem. Zdecydował, że może ją wysłuchać, w końcu to nic takiego. Jeśli uzna, że to, o co go prosi przewyższa jego umiejętności, kompetencje i/lub zasób czasu, to przeprosi ją ładnie i powie, że niestety, oczywiście niezmiernie mu przykro, ale będzie musiała wrócić do Londynu.
S.
[Zdjęcie jest absolutnie cudowne, ja tak kocham kobiety w ciąży! <3 Sama miałam stworzyć brzuchatą, ale stwierdziłam, że chcę nowości i tak oto powstała Saskia.
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa, cieszę się, że postać przypadła do gustu, ale twoja Josephine również jest wspaniała. Nic nie poradzę, że mam sentyment do takich bohaterek i do smutnych historii samotnych matek. Nie mam zielonego pojęcia, jak je połączyć, ale jestem pewna, że Saskia zaopiekowałaby się młodszą koleżanką, a jeszcze bardziej Maluchem, który za dwa miesiące ma przyjść na świat. Zawsze marzyła o dziecku, choć słowem się do tego nie przyzna, bo to zamknięta w sobie istotka jest :)]
Saskia Nørgaard
[ W sumie gdyby zabłądziła do jego baru on jako, że jest głupi i ma uraz do kobiet, mógłby jej zrobić awanturę bo myślałby, że woda w szklance to drin, a ona chleje w ciąży. A potem w ramach zadośćuczynienia odprowadzić właśnie do mieszkania. A potem się zobaczy. Grunt to mieć jakiś punkt zaczepienia!]
OdpowiedzUsuńLucas
[Pomysł mi jak najbardziej odpowiada, bardzo prawdopodobne jest, że Saskia ulitowałaby się nad płaczącą ciężarną - do tego taką młodziutką. Do siebie wziąć też by ją mogła, ma dość duże mieszkanie, w którym zieje pustkami, bo właścicielki wiecznie nie ma w domu; praca lekarza jednak do najłatwiejszych nie należy. Saskia postawiłaby dziewczynie ultimatum - może zostać na jak długo chce, tylko niech dba o jej koty, które są trochę osamotnione, w końcu Saskia wraca do mieszkania późnym wieczorem. Podlewanie kwiatów też by się przydało i może ugotowanie obiadu? Ona ma do tego dwie lewe ręce, kompletnie nie potrafi nic przyrządzić. Nie wiem czy Josephine by się zgodziła być taką kurą domową trochę, ale myślę, że jak na darmowe mieszkanie to Saskia naprawdę niewiele wymaga ;) Z czasem pewnie zaczęłaby traktować Josie jak młodszą siostrę, przywiązała się do niej. Pasuje ci taki układ?
OdpowiedzUsuńZacznę wieczorem, obiecuję. Jakie długości lubisz?]
Saskia Nørgaard
[Wnosi czy nie, zawsze miło przeczytać pochlebną opinię. Chyba że źle interpretuję ten komentarz i wcale to przyjemne być nie miało.]
OdpowiedzUsuń~ Aage G.
[To super, mamy gotowy wątek, teraz tylko muszę się zabrać za przyzwoite zaczęcie :D Ja wolę długie komentarze, zazwyczaj rozpisuję się na dwa posty, ale to nie moja wina, tak już mam. Ludzie co prawda nie przepadają za tasiemcami, ja za to nie przepadam za odpowiedziami na trzy zdania - to brak szacunku dla autora, który się rozpisał. Nie mówię o laniu wody, tylko o długim, konkretnym odpisie. Ale skoro ty też wolisz te drugie to myślę, że się dogadamy :) Wieczorem powinno się coś pojawić.
OdpowiedzUsuńNie mogę się napatrzeć na twoje zdjęcie <3. Uroczy brzuszek.]
Saskia Nørgaard
[Nie ma za co dziękować, naprawdę (; Kryzys wieku średnio jest tak popularny, że w końcu trzeba było go komuś zrobić w blogosferze, no.]
OdpowiedzUsuńCohen
Milczał. Po części to, co mówiła było prawdą. Kiedy do niego wydzwaniała irytował się, że nie może pogodzić się z ich rozstaniem i zostawić go w spokoju. Coś mu tu jednak nie pasowało. Wiedział, że jest zbyt dumna na to, by poniżyć się w ten sposób. Poza tym, mężczyzna uważał, że jeśli z jego strony nie było żadnych deklaracji, to może sobie w każdej chwili odejść. Wmawiał tak sobie wielokrotnie, żeby usprawiedliwiać swoje zachowanie, choć wiedział, że to nie do końca prawda. Powinien być szczery z jego partnerkami, a zamiast tego często zostawiał je bez słowa, tchórząc, bojąc się ich gwałtownych reakcji.
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony coś w twarzy dziewczyny mówiło, że nie chodzi o błahostkę. Nie wyjechałaby z Londynu, gdyby chodziło tylko o to, by wyjaśnić z nim dlaczego wyjechał. Zresztą, dla niego było to jasne, w końcu Josephine od początku wiedziała, że kiedyś wyjedzie. Dla niego był to wyjątkowo krótki związek, nietrwały epizod w jego życiu, który, ku jego niezadowoleniu, zostawił w jego umyśle trwały ślad w postaci miłych wspomnień, które co jakiś czas go napadały, zalewały.
Zadecydował, że zawiezie ją do swojego mieszkania. Nie było sensu dalej wszystkiego ukrywać, nie był we końcu żadnym zbiegiem. Poza tym, gdyby chciała, z łatwością uzyskałaby jego adres. Zresztą, miał nadzieję, że dzisiaj załatwi całą tę sytuację i będzie miał z głowy słodką Josie już do końca życia. Nie była odpowiednią dla niego dziewczyną. A raczej to on nie był właściwym mężczyzną dla niej.
Po kilku minutach byli już na miejscu. Lokalizacja miejsca jego zamieszkania była świetna, długo się zresztą nad nią zastanawiał. Potrzebował mieszkania w centrum, w pobliżu szkoły, w której uczył.
Całą drogę odbyli w milczeniu. Skoro nie chciała rozmawiać o tym w samochodzie, to on nie miał innych tematów, na które mógłby z nią dyskutować.
Po dotarciu na miejsce, sprawnie obszedł auto i otworzył drzwi przed dziewczyną. Poczekał, aż ta wyskoczy z samochodu, po czym gestem nakazał, by szła za nim. Mężczyzna mieszkał na parterze, nie musieli więc daleko iść. Włożył klucz do zamka, przekręcił go i nacisnął klamkę, otwierając drzwi przed blondynką.
[Wolisz wątki pełne akcji, czy mogą być również spokojniejsze?]
OdpowiedzUsuń~ Aage Gjellerup
[To niech Josephine pójdzie do parku, poczuje się nieco słabiej i przysiądzie na jednej z ławek. Akurat tak się złoży, że to będzie "ławka Aage'a", więc mężczyzna rzecz jasna się przysiądzie i rozpocznie jakąś rozmowę. W trakcie dodam coś dla urozmaicenia. ; >]
OdpowiedzUsuń~ Aage Gjellerup
[Dzień dobry. Przyjemna to neutralne słowo, więc przyjmę je neutralnie i grzecznie podziękuję :) Świat jest mniejszy, niżbyśmy chcieli. Ojciec dziecka Josephine jest byłym (jeśli tamta autorka się nie rozmyśliła) chłopakiem Thei. Pomysł mam jednak z nim niezwiązany. Co ty na to, by Thea naszkicowała Josephine, dała jej rysunek i od tego momentu zaczęłaby się ich znajomość? Jose mogłaby uznać T. za wariatkę, nakrzyczeć na nią, albo podziękować, albo zareagować w jeszcze inny sposób... Chociaż ten pierwszy wydaje się być zabawny. ]
OdpowiedzUsuńThea
[ Też zawsze myślałam, że same z siebie się tworzą, spadają z nieba. Albo chociaż jakieś dobre wróżki je tworzą, a nie zwyczajny człowiek, którego wena jest zależna od nastroju. Bo sobie pomyśl — zły humor i już w co drugim ciasteczku będzie przepowiednia rychłego nieszczęścia. ]
OdpowiedzUsuńIngelise
Wszedł za dziewczyną i zamknął drzwi. Pęk kluczy rzucił na niski stolik do kawy stojący między kanapą i dwoma fotelami. Następnie stanął naprzeciw niej, zdejmując kurtkę, którą przerzucił przez oparcie fotela. W mieszkaniu panował nieporządek, ale Sebastian nigdy się tym nie przejmował. Jeżeli komuś coś nie pasuje - wie, gdzie są drzwi.Taką ma pracę, że po salonie walają mu się kartki pełne wypocin uczniów.
OdpowiedzUsuńPatrzył na dziewczynę wyczekująco, chcąc to jak najszybciej załatwić i mieć z głowy. Nie zaproponował jej nic do picia, nie powiedział nawet, że może usiąść, bo nie chciał, żeby mu się tu rozgościła. Był zbyt zmęczony na pogawędki o starych, dobrych czasach, które w jego głowie wyrządziłyby dużo złego. A on nie będzie myślał o jakiejś blondyneczce z rodzinnego miasta matki, Londynu. Nie będzie. Jest za młody na zaprzątanie sobie głowy jedną kobietą, teraz był jego czas, by się wyszaleć.
Uniósł brwi, słuchając jej. Denerwował się, że coś kręci, robi jakieś niepotrzebne wstępy, zamiast po prostu powiedzieć mu w czym rzecz. To naprawdę nie był dobry dzień na denerwowanie go.
Kiedy dziewczyna wypowiedziała ostatnie zdanie, początkowo go nie rozumiał, ponieważ mówiła bardzo szybko. Dopiero po kilku sekundach zrozumiał, co powiedziała. Miał nadzieję, że się przesłyszał, ale to jedno zdanie brzmiało teraz bardzo wyraźnie. Mało tego, uparcie dźwięczało w uszach mężczyzny, doprowadzając go tym do szewskiej pasji. Nie był gotowy na takie zobowiązanie na całe życie.
Dopiero po kolejnych kilku sekundach uświadomił sobie, że to wcale nie musi być on. Może po prostu przespała się z kimś po jego wyjeździe, koleś się na nią wypiął i teraz szuka tatusia dla dziecka, bo nie ma kasy. Swoją drogą, sprytnie to sobie obmyśliła. Ale on nie jest głupi i nie da się nabrać. Miał ochotę wyrzucić ją za drzwi, ale w ostatniej chwili przypomniał się, że kobietom należy się szacunek, szczególnie tym noszącym pod sercem nowe życie, być może życie, w którego stworzeniu on również brał udział. Sebastian nie negował tego, że zostanie ojcem, po prostu chciał to sprawdzić. Jeśli to rzeczywiście prawda, to oczywiście weźmie odpowiedzialność za swoje czyny i będzie przeznaczał każdego miesiąca odpowiednią sumę na wyprawkę dla dziecka i jego wychowanie. Nic innego zaoferować nie mógł. Jakoś nie był jednym z tych mężczyzn, którzy rozczulają się na widok noworodków. Zdecydowanie wolał dorosłych. Dorosłe.
Głośno wypuścił powietrze z płuc. Wypadałoby coś powiedzieć. Cokolwiek.
- Cóż, nie skaczę z radości, jak widać - powiedział powoli, ważąc słowa. - Ale jestem człowiekiem dorosłym, który bierze odpowiedzialność za swoje czyny. Swoje, nie innych mężczyzn. Dlatego żądam potwierdzenia tej wiadomości przez test DNA.
S.
[ Walcząca i przemierzająca kraje po to by znaleźc tego, który ma ją ogólnie w nosie? To jest ciekawe, bo zazwyczaj ludzie nie chcą prowadzić postaci 'odrzuconych' ;D ]
OdpowiedzUsuńGeorge
Przed wyjazdem do Paryża uważała się za osobę silną. Taką, która nie ugnie się przed orędziem konsumpcjonizmu pozostając czystą w wyrażaniu tego, co miała wewnątrz. Okazało się jednak, że niczym nie wyróżniała się na tle innych artystów, a wręcz przeciwnie- poczuła się obrzydliwie szara i bez wyrazu. Chciała być nowym Picassem, Dalim, Opałką! Chciała znaleźć swój styl, być kimś, kogo docenia się już za życia. Albo chociaż szanuje.
OdpowiedzUsuńWstając rano miała przed sobą obraz nieudacznika, który stracił swoje życie na toksycznej miłości i błądzeniu w ciemnościach. Nieraz pluła w lustro, dopóki je jeszcze miała. Wylądowało w koszu, gdy wypiła za dużo taniego wina i wypaliła za dużo papierosów zdając sobie sprawę, że jest za dużym tchórzem by odmienić swoje życie. Że straciła to, co mogło dać jej siłę.
Od dziecka rysowała dużo i była przyzwyczajona do tego, że mówiono o niej że jest "zdolna". Nie bała się reakcji na to, co wychodziło spod jej ołówka, zwłaszcza, gdy starała się nie odbiegać od rzeczywistości. Pejzaże ją nudziły, jednakże portrety... Wbrew sobie lubiła ludzi. Lubiła na nich patrzeć, chłonąć ich naturę i przewidywać ich zachowania. Nieraz czuła się, jakby do społeczeństwa wcale nie należała a była jedynie biernym, niewidzialnym dla wszystkich obserwatorem. Przybyszem z innej planety.
Dzisiejszy dzień zapowiadał się dobrze. Nie spóźniła się do pracy nawet o minutę, szefowa pochwaliła ją za to, że wreszcie wyprasowała koszulę i wypastowała buty. Zdążyła zagrać w trzy rundy pasjansa i przeczytać dwa opowiadania, co uważała za niesamowity wyczyn. Zazwyczaj rysowała kółka w zeszycie w kratkę, bądź patrzyła się pustym wzrokiem w przestrzeń. Tak, Thea nieraz wyglądała, jakby w środku niej nic nie było. Z tym beznamiętnym spojrzeniem, bladą, prawie szarą skórą i włosami, które niegdyś oceniała jako blond. Ale teraz nawet blondynką nie mogła się nazwać.
-Przepraszam...- podeszła do kobiety, unosząc kąciki ust delikatnie do góry. Po co do niej podeszła? A! Chciała jej wręczyć kartkę papieru, po której jeszcze chwilę temu kreśliła coś bez opamiętania. Na tym zwykłym kawałku papieru widniała Josephine, jednakże nie tylko ona. Na jej brzuchu zarysowany był kształt dziecka, które (jak zgadywała Thea) właśnie wypełniało jej wnętrze. Zazdrościła mimowolnie, ale też wzdrygała się na samą myśl, że ta kobieta niedługo to dziecko urodzi. Zazdrościła - bo nie chciała być znowu sama, wzdrygała się - bo wiedziała, że sama pewnie oddałaby swoje dziecko na wychowanie Babci. Tyle tylko, że Babcia była już bardzo stara, zaś jej własna matka nie nadawała się na matkę. Co dopiero na babcię!
-Chciałam to Pani dać- wepchnęła niezgrabnie kartkę w dłonie Jose. Wyglądała nadal jak podlotek. Chuda, bez pięknych, kobiecych kształtów i z miną dobrą dla nieśmiałej nastolatki, nie dla dojrzewającej kobiety.
[Mam nadzieję, że może być ;) ]
[Rowie, tak czy siak, ma sporo zmartwień i nie wie, jak sobie poradzi. Jeśli masz jakiś pomysł na wątek, to wal. :)]
OdpowiedzUsuńRowie
[ George na co dzień nie wygląda na arystokratę. Przechadza się z synem alejkami, czasami gdzieś z szanowną Małżonką. Nie widać go w telewizji na wielkich świętach, bo stoi zawsze w tłumie innych ludzi. Więc mogą nawet na placu zabaw się spotkać ;D ]
OdpowiedzUsuńGeorge
Życie Saski było puste i monotonne - sama jednak nie wiedziała, które z tych dwóch określeń jest gorsze. Puste, bo codziennie wracała do opuszczonego domu, gdzie cisza odbijała się echem od ścian. Monotonne, bo każdego ranka lub wieczoru, w zależności od dyżuru, wychodziła do pracy i wracała dokładnie wtedy, kiedy szef wyganiał ją, by w końcu porządnie się wyspała. Nie miała żadnego innego interesującego hobby, jedynie leczenie ludzi; to medycynie poświęciła większość swojego życia i nie zamierzała zajmować się czymkolwiek innym. Na początku szkoła średnia, już wtedy wiedziała, że chce zostać lekarzem i pomagać ludziom, dawać nadzieję i starać się wypełniać ów zawód jak najlepiej. Potem studia i rezydentura, które wspomina z wielkim żalem i tęsknotą, bo właśnie wtedy miała przy sobie najwspanialszą i najdroższą jej osobę - Thomasa. Byli parą przez siedem lat, w ich związku pełno wydarzyło się cudów i dramatów, ale i wiele niezapomnianych chwil, dzięki którym Saskia nadal istniała. To Thomas i medycyna nadawali jej marnemu życiu sens, nawet jeśli ten pierwszy odszedł od niej dawno temu, bo znaczyła odrobinę za mało. Właściwie potrafiła to nawet zrozumieć, nie była nikim wyjątkowym, nie była kobietą, dla której można porzucić marzenia o byciu bogiem neurochirurgi. Była tylko Saskią; piegowatą, rudą Saskią o temperamencie tak ognistym, jak barwa jej włosów.
OdpowiedzUsuńKażdą wolną chwilę poświęcała przemyśleniom na temat pacjentów i ich skomplikowanych chorób, nie chciała zajmować się czymś tak nieistotnym, jak spotkania ze znajomymi czy polowania na ubrania w centrum handlowym. Nie lubiła myśleć o sobie i w tych dziwnych poglądach coraz bardziej zaczynała przypominać osobę, która kilka lat temu porzuciła ją bez słowa wyjaśnienia. Często jednak chodziła na spacery albo uprawiała jogging - dbała o formę, chciała, by chociaż ciało było w dobrej kondycji, skoro jej dusza pozostawiała wiele do życzenia. Potem znów wracała do domu, zatapiała się w lekturze kolejnych medycznych podręczników, zapominając o całym świecie. Bezsenne noce spędzała na zatapianiu złych myśli w alkoholu albo rozmowach przez telefon z kuzynką; jedyną osobą z rodziny, na którą jeszcze mogła liczyć. Ona jedna nie odwróciła się od Saski, gdy ta zaczęła całkowicie odizolowywać się od ludzi, ciągle wynajdując nowe wymówki, dlaczego kolejny raz nie może zjawić się na rodzinnym spotkaniu.
Wracała ze szpitala, jak każdego dnia - szła przed siebie zamyślona, z rękami w kieszeniach, z odwiecznym uśmiechem, który nie sięgał oczu. Ludzie myśleli, że Saskia jest szczęśliwą, spełnioną zawodowo, jak i prywatnie osobą, bo na wargach wciąż miała ten beztroski, pełny ciepła uśmiech, którym zauroczyła każdego, kogo tylko nim obdarzyła. Jedyne, czego nie można było odmówić tej kobiecie to właśnie urok osobisty, widoczny na każdym kroku, choć nastolatką już dawno nie była. Szła parkową alejką, wpatrując się przed siebie i nie reagując na spadające pod wpływem wiatru liście. Nie zaszła daleko, gdy ze swojej lewej strony usłyszała cichy szloch, najprawdopodobniej kobiecy, więc jakby instynktownie obróciła się w tamtym kierunku. Chyba w genach miała zapisaną chęć pomocy każdej istocie, jakakolwiek by ona nie była. Na ławce siedziała młoda dziewczyna, w istocie rozpłakana i roztrzęsiona. Pewnie chłopak ją rzucił pomyślała Saskia, kręcąc głową z politowaniem, ale zaraz potem zauważyła odstający brzuch, ledwo widoczny spod połów jesiennego płaszcza. Coś ścisnęło ją w sercu, bowiem od najmłodszych lat dzieciństwa jednym z najgorętszych marzeń Saski było posiadanie potomstwa. Czy chciała czy nie, obudził się w niej niezaprzeczalny instynkt macierzyński, którego nie umiała stłumić.
- Hej, co się stało? - Podeszła do dziewczyny, kucając obok niej, by spojrzeć w rozmazaną od płaczu twarz. Czym prędzej wyciągnęła z torebki paczkę chusteczek i podała nieznajomej. - Cokolwiek to nie jest, z każdego problemu zawsze da się jakoś wyjść obronną ręką. Może mogę jakoś pomóc?
I posłała jej ten jeden z uśmiechów, którym pomagała pacjentom nawet w najgorszych sytuacjach.
Saskia Nørgaard
[ Taaaak... Katuję się nią ostatnio. :))]
OdpowiedzUsuńMaeva