Viktor Lundgren, trzydzieści osiem lat, poeta, chory na umyśle, pełen sprzeczności, przez rok pacjent szpitala psychiatrycznego, narkoman, przerażony, zły, odczuwający ciągły ból, wrak i samobójca.
Dzisiaj go nie ma. Dzisiaj kuli
się, kurczy w sobie i znika. Dzisiaj jest niewidzialny. To dobre uczucie.
Zasysa się w niebycie, wciąga go w siebie przez słomkę, pożera w całości. Wdycha
trujące powietrze, wdycha zło i agresję, wypuszcza z płuc produktywność, ta
ucieka z niego w zastraszającym tempie. Traci pasję, siebie samego w popłochu
wyrzuca z ciała. Znajduje się obok. Jest ich więc dwóch. On Viktor, trzydziestoośmioletni poeta, człowiek, mężczyzna zdrowy,
wypoczęty, pasjonat literatury i krówek karmelowych. I ten Viktor jest dobry,
ten Viktor wie, że żyje, że trzeba się trzymać powierzchni, wyciągać głowę do
góry i wgryzać się w chmury, gonić za marzeniami. Ten drugi on ma w sobie ból i ma cierpienie, ma
szaleństwo, ma zło, wielkie i niepojęte zło, ma blizny, ma trzy głowy pełne
przerażenia. Jest wyczerpany i chory, pęknięty, pozbawiony człowieczeństwa, wytarty,
pozszywany, wypluty, wymięty, ubogi w nadzieję. I nie potrafi podnieść się rano
z łóżka, nie może spać nocami. Wymiotuje każdego ranka, zatruwa się na wszelkie
możliwe sposoby, bo tak zdechnie szybciej, tak będzie mógł się uwolnić od
samego siebie.
Koniec wcale nie boli. Jest
spokojny i piękny, jest łatwy. Nie wymaga poświęceń, nie jest przerażający.
Koniec jest dobry. Viktor go pragnie i oddaje mu się, kiedy tylko ma okazję,
ucieka od swojego umysłu, tnie szybko wzdłuż żył, wyrywa się życiu ze szponów.
Nie pamięta, kiedy ostatnio czuł się tak wolny, tak prosty. Odchodzi i wie, że
nic nigdy nie będzie mu tak bliskie jak umieranie, że jest mu z tym lepiej niż
z metamfetaminą, crackiem, wódką czy benzyną. Dlatego właśnie ogarnia go
rozczarowanie, kiedy ma wokół siebie biel, kiedy są głosy, rurki i dźwięki,
niepożądane, znienawidzone, przeklęte. Mówią mu, że miał dużo szczęścia, że
gdyby go nie znaleziono tak szybko, skończyłby martwy. Zalecają leczenie
psychiatryczne. Viktor odmawia, wraca do mieszkania i pisze. Pisze o sobie, o
narkotykach, o samobójstwie, pisze że jest nienormalny, że musi to zakończyć, że się kurwa zajebie. Ludzie to kupują.
Kupują jego szaleństwo, dają mu nagrody, wysyłają listy, podziwiają za siłę
(jaką siłę?), wspierają i chcą, by tworzył dalej, by był z nimi. I jest. Bierze
się w garść na tyle, by zamknąć się w ośrodku. To boli. To nie przypomina
umierania, umieranie jest dobre, szpitale i ośrodki są złe. Ograniczają
wolność, umysł, są piekłem, są parszywą nadzieją. Wychodzi i pisze o tym, pisze
że nie jest wyleczony, że mu gorzej, że
się kurwa zajebie. I to też kupują. Biorą to w całości, pragną jego
dzikości i nienormalności. To nie jest zdrowe. Przesadza z narkotykami. Znów
jest biało, znów mówią o leczeniu, ale i tym razem też odmawia. Nic się nie
zmienia. Bierze, pisze, zwraca, bierze, pisze, zwraca, kończy się i zaczyna.
Chłopcze, gdzie jest Twoja siła? Chłopcze, Ty byłeś kiedyś wielki, byłeś ponad
wszystkim i Tobą się chciało być, Tobie się oddawało siebie. Tak bardzo jest
przykro patrzeć na Twoją szarą twarz i widzieć cień, w Twoje brązowe oczy i
widzieć pustkę. Jeżeli więc są zwierciadłem duszy, Ty jesteś w środku całkiem
pusty, całkiem sam, nie masz w sobie siły, nie masz nic. Przerażasz mnie i boję
się Ciebie, boję się że się kurwa
zajebiesz.
Niech twarz Viktora będzie dla was niewiadomą.
Chyba mi odwaliło.
W tytule Bukowski, bo lubię.

[Słów mi zabrakło.]
OdpowiedzUsuń[Mnie przeraża fakt, że po przeczytaniu karty mam ochotę przestać pisać, położyć się na ziemi i zacząć płakać.]
OdpowiedzUsuń[Jest coś w tym ukrywaniu twarzy.
OdpowiedzUsuńCzuję się pusta w środku, bo chciałabym taką kartę, a nigdy nie będę mieć]
Aina
[Jest nagi, nie ma twarzy, ale kaloryfer wszystko wynagradza, mówię Ci.
OdpowiedzUsuńA tak serio to takie mru fchój za kartę.
Kocham Cię za niego i za to, że jest taki dla Joakima ♥]
Joakim
[ Moja Mistrzyni!]
OdpowiedzUsuń[Niech ci nie będzie przykro, bo to by było głupie. Musiałoby być ci przykro, że napisałaś tak dobrą kartę, a to kompletnie by sensu przecież nie miało.]
OdpowiedzUsuńAina
[Głupiaś. Masz się cieszyć, że Cię chwalą.]
OdpowiedzUsuń[Chęć mamy obie, bo bym sobie nie odpuściła, ale pomysły to później lub jutro, ale bardziej chyba jutro, bo obecnie jest raczej na etapie, że mam jeszcze wątki do zaczęcia, a w sumie i tak już prawie śpię. Postaram się jednak coś podrzucić ;)]
OdpowiedzUsuńAina
Nie podobał mu się pomysł Rakel, która powiedziała, że skoro ona nie może zanieść swojemu byłemu cholernej zupy, to on może to zrobić za nią. Nie było kłótni, sprzeciwów, bo jego bliźniaczka po prostu uciekła zanim zdążył powiedzieć cokolwiek.
OdpowiedzUsuńRównie dobrze mogła mu wpuścić do pokoju rój rozwścieczonych os, cieszyłby się z tego powodu równie mocno jak na myśl o ruszeniu się gdziekolwiek z przytulnego, bezpiecznego mieszkania, po którym mógł bezkarnie chodzić w luźnych ubraniach i z całkowitym nieogarnięciem na twarzy.
Musiał przygotować się na wyjście do ludzi, więc samo szczotkowanie zębów zajęło mu jakieś dziesięć minut. Starał się odciągać wyjście jak tylko mógł, więc w efekcie na pewno zaburzył jakieś chore rytuały Rakel i cholernego Viktora.
Cholerny Viktor był byłym jego kochanej bliźniaczki. Swego czasu tworzyli bardzo dziwny związek, w który najbardziej angażowała się dziewczyna. Chciała pomóc za wszelką cenę, więc nie zauważała nawet, że oddalała się przez to od brata. Jeśli miałby wymienić chłopaka swojej siostry, za którym najbardziej nie przepadał byłby to Viktor, a najgorsze było to, że czuł się przy nim jakby mieli coś wspólnego.
Zapukał do drzwi mieszkania mężczyzny, ale nikt przez dłuższą chwilę nie otwierał. Nacisnął więc klamkę, która ustąpiła i pozwoliła mu na wejście do jednego z pomieszczeń. Nawet jeśli tak by się nie stało to miał klucz, który w rzeczywistości należał do Rakel.
Ściągnął buty i płaszcz, kiedy wszedł do salonu zastał tego samego Viktora, drzemiącego spokojnie na kanapie. Chciał go najpierw obudzić, najlepiej zrzucając na podłogę, ale uznał, że byłoby to zbyt dziecinne i postanowił pójść porządzić się trochę w kuchni i odgrzać tę cholerną zupę, która znajdowała się obecnie w hermetycznym pojemniku.
Odgrzewanie wszelakich potraw miał opanowane, nie sprawiał więc zbyt dużego zagrożenia nawet w obcej kuchni. Gorzej by było, gdyby miał coś ugotować…
Joakim
[Świetna postać, zazdroszcze no :__:. A dziękuję :). Bym wątek zaproponowała, ale z mojej strony pomysłów brak, a wielka szkoda bo Victor jest genialny. Chyba, że ty coś podsuniesz toto zaczne]
OdpowiedzUsuńFinn
[Siedzę i siedzę, przespałam się z tym nawet, ale nadal nic sensownego wymyślić nie mogę. Oprócz jakże banalnego spotkania na jakimś moście i rozmowy, która powstrzyma Viktora od ewentualnego skoku, a ją przekona, że jednak jej życie to coś więcej niż tylko bank krwi dla siostry, to mam jeszcze mocno naciągane odnalezienie jego adresu i pójście z tomem wierszy, żeby uświadomić mu, że jego teksty mogą wprowadzać innych w depresję i prowadzić do czyjegoś samobójstwa, że w jakiś sposób ma on przez nie wpływ na społeczeństwo i że cytują go ludzie, którzy nie rozumieją tego i nie wierzą w jego problemy, które przecież nie są zmyślone na potrzebę wierszy. I żeby powiedzieć, że rozumie, bo przecież sama ma dość bycia "tylko dla krwi/szpiku/wątroby", jej też nie jest lekko. Ewentualnie mogłaby go też zawsze zaczepić na przystanku czy wszystko z nim w porządku, a widząc, że raczej nie, to pojechałaby z nim do jego mieszkania i upewniła się, że sobie poradzi sam, ale dziwnie by się zachowywał, więc ostatecznie złamałaby zasadę "nie narażać się" i została do rana, aby nie mieć żadnych wyrzutów sumienia.
OdpowiedzUsuńNo i to chyba tyle ode mnie.]
Aina
[O, dziękuję bardzo. Nie wiem czy karta napisana z klasą, raczej z automatu i na chybcika - zawodowo i na zamówienie tworzę charakterystyki tych wszystkich świrów, dupków i innych wypaczonych bohaterów.
OdpowiedzUsuńViktor jest dobry. Wzbudził we mnie jakieś instynkty opiekuńcze, chce się go ratować. I przypomina mi Wojaczka, który też poeta i też cierpiał w podobny sposób.
Propsuję.]
Thomas
[ tak bardzo boli, że ja tak nie umiem. Dziękuję tylko za możliwość przeczytania naprawdę dobrej karty. ]
OdpowiedzUsuńRose
[Wygląda całkiem dobrze i ma sens, więc możemy tak zrobić]
OdpowiedzUsuńAina
[W sumie racja :D pomyślę, ale nie dziś, bo pęka mi głowa. więcej nie mieszam. ]
OdpowiedzUsuńRose
[Postać mam wiecznie tę samą, tylko nadaję nową buzię i ubieram w inne słowa. Pozazdrościć stylu, pozazdrościć pomysłowości. I odczuwam wszystko to, co napisali ludzie powyżej. Nawet się nie rwę na wątek, bo wiem, że nie podołam męsko-męskiemu między naszymi panami, ale cholera, nie zmarnuj tego, co masz .__.]
OdpowiedzUsuń[Wątek, wątek. Pomysł. Właściwie to dwa, może niezbyt wbijające w fotel, ale są.
OdpowiedzUsuńa). Coralie jest wielką fanką wierszy Viktora i ma o nim wspaniałe zdanie, och, jak ona go uwielbia. A pewnego dnia widzi go zalanego/zaćpanego/czy co on tak robi i wszystkie jej wyobrażenia idą w diabły, czar pryska, dziewczyna patrzy na niego krytycznym okiem i ma wielce złamane serce, bo się okazało, że jej idol wcale nie jest taki idealny.
b). Są tam jakąś sobie dalszą rodziną, właściwie to nawet nie do końca pewne, czy nią tak naprawdę rodziną, ale tak czy siak trzymają sztamę, bo względnie się rozumieją i czasem wyskoczą razem na piwo do jakiegoś bardzo brudnego baru, gdzie nikt ich nie zna i będą sobie rozprawiać o sensach życia i innych cukierkach. Zawsze też Corali może być tą, która w imię tego domniemanego pokrewieństwa od czasu do czasu przyjmuje na siebie tę agresywną stronę Viktora.
Przepraszam, nie umiem wymyślać, jak są smutne postaci, bo od razu włącza mi się syndrom Matki Teresy. Chyba jednak nie jestem taka wyśmienita (dlaczego kojarzy mi się to z deserem?), nawet jeśli cytuję Hłaskę. To on jest wyśmienity, bo pozwala się cytować.]
Coralie Hanssveen
[Jeśli pisze tak jak Ty, to na pewno jest lepszym poetą od Jacoba. Wow, rzekłam, bo innych słów mi brak.]
OdpowiedzUsuńJacob
¬Kiedy odwrócił się w poszukiwaniu sztućców, dostrzegł, że mężczyzna już nie śpi, a nawet pokusił się o to, aby usiąść. Zaraz po tym zadał całkiem przewidywalne pytanie, więc Joakim nie wpatrywał się w niego już więcej, a losowo wybrał szufladę. Nie trafił, nie było tam łyżek.
OdpowiedzUsuń– Rakel nie mogła przyjść, więc wydelegowała mnie do ciebie – odpowiedział spokojnie, otwierając kolejną szufladą, która tym razem okazała się być tą właściwą. Odnalazł łyżkę i włożył ją do talerza pełnego parującej, pachnącej zupy, przygotowanej przez jego kochaną siostrzyczkę. Wypomni jej, że o mało nie popatrzył sobie palców, tak się poświęcał dla faceta, któremu by najchętniej doradził zniknięcie z życia bliźniaczki. Gdyby jednak dziewczyna się dowiedziała to by go chyba zabiła, ale to wcale nie wydawało mu się być taką złą opcją.
Upewnił się, że wyłączył palnik kuchenki. Jego umiejętność zapominania o tak ważnych szczegółach była prawie tak duża, jak brak talentu kucharskiego i niechęć do życia w dniu dzisiejszym zsumowane razem. Podszedł do kanapy, postawił na stoliku talerz, a sam usadowił się na drugim końcu kanapy.
– Według wytycznych mojej przeuroczej siostry mam też przypilnować, żebyś zjadł, później umyć naczynia, a następnie z tobą posiedzieć – oświadczył, powstrzymując się z trudnością od wyliczenia tego wszystkiego na palcach.
Nienawidził uczucia, które gromadziło się przy Viktorze. Nie chciał doszukiwać się pomiędzy nimi podobieństw, chociaż jednym z nich było to, że obaj potrzebowali Rakel do życia. Joakim był jednak zdania, że to on ma do dziewczyny większe prawa, bo przecież była jego siostrą. Czuł się zazdrosny, zły, zdradzony i skory do powybijania całego świata, a na końcu samego siebie. Pomimo tych wszystkich myśli wyglądał na całkowicie spokojnego. Przeciągał wzrokiem po profilu Viktora i działało to na niego niczym środek uspokajający, szczególnie mocno zwracał uwagę na brązowe oczy, ale zaraz wracał do śledzenia linii nosa.
– I smacznego – dodał, jakby dopiero teraz przypominając sobie o resztkach kultury.
Westchnął. Nie wiedząc czemu, nie potrafił być zły na Viktora. Nawet jeśli jego siostra bywała wcześniej przez niego smutna, to chęć obicia mu mordy przechodziła dokładnie w chwili, gdy rzeczoną mordę widział.
– Rakel wiele nie mówi jak u ciebie, głównie dlatego, że nie pytam – wypowiedział, a później wzruszył lekko ramionami. Nie wiedział czy go to wszystko obchodziło, a nawet jeśli, to chciał chociaż sprawiać wrażenie, że cała sytuacja ledwo go dotyczy. Kiedy stąd wyjdzie to zapomni, że Viktor w ogóle istnieje, a przypomni mu o tym dopiero zmęczona i zasmucona bliźniaczka. – Więc jak u ciebie? – zadał pytanie sam, z jednej strony dlatego, że wolał wiedzieć czego się spodziewać, ale po części również interesował go ten fakt.
Pytanie Viktora go nie zaskoczyło, było wręcz naturalne. Joakim wiedział jedno – nie przyszedł do niego z łaski, bo byłoby to najgorsze, co można człowiekowi zrobić. Nikt nie lubił odczuwać, że ktoś inny się nad nim lituje i to zmusza go do podjęcia jakichkolwiek działań.
OdpowiedzUsuń– Postanowiłem nie przysparzać Rakel więcej zmartwień – skorygował słowa Viktora spokojnie i był z nim przede wszystkim szczery, to było chyba ważne, szczególnie gdy w kółko należało oszukiwać wszystkich dookoła, wymuszać na sobie uniesienie kącików ust i pilnować, aby przez przypadek nie podwinąć rękawów, żeby nie zostać wziętym za świra, którym się w rzeczywistości jest. Na świecie bowiem istnieli wariaci i ludzie, którzy nie zostali jeszcze zdiagnozowani, ale to ci drugi wydawali wszelakie i najbardziej chybione osądy.
Jego rozmówca wciąż nie zaczął jeść. Przez chwilę nawet chciał go nawet do tego zachęcić, ale uznał, że ten jest przecież na tyle dorosły, żeby sam się nakarmić. Wiedział jednak, że jego siostra byłaby niezadowolona na wieść, że facet nic nie zjadł, a na dodatek wyglądał tak, jakby miał zacząć zaraz zwracać swoje wnętrzności. Co śmieszniejsze, Joakim doskonale wiedział jak wygląda taki człowiek, widywał przecież siebie w lustrze po kilkudniowym piciu, czyli zagłuszaniu alkoholem wszystkich paskudnych myśli.
– O takie rzeczy pytaj moją siostrę, a nie mnie – odpowiedział, wzruszając lekko ramionami. – Jeśli tak bardzo chcesz później pozmywać, to ci przecież nie zabronię – uznał. Czystym idiotyzmem byłoby, gdyby odebrać człowiekowi chociażby to cholerne zmywanie zastawy stołowej. – Przypilnuję tylko, żebyś nie chwycił za nóż i nie popełnił bardzo efektownego samobójstwa na środku pomieszczenia – dodał spokojnie, jakby mówienie czegoś takiego do drugiego człowieka było normą, której nikt nie był w stanie chociażby zakwestionować.
Nie oceniał go. Nie lubił tego, wręcz nie znosił. Mógł ocenić jego nos, bo był prosty i nie wyglądał jak skocznia narciarska, a więc mu się podobał, czego poczuł nagłą potrzebę wypowiedzenia. W ostatniej chwili ugryzł się w język, a zrobił to dosłownie, ponieważ poczuł lekki ból w jamie ustnej. Nie byli jeszcze na etapie znajomości, w którym mógłby skomplementować jego cholerny nos – tak właśnie pomyślał. Nie miał go jednakże za desperata poszukującego śmierci za wszelką cenę ani nie doszukiwał się w nim udręczonego poety. Był Viktorem, którego obecność w jakiś niewyjaśniony sposób działała uspokajająco. Miał wrażenie, że jeśli miałby spać spokojnie, to właśnie przy nim i nieważne czy dzieliłaby ich ściana, czy kołdra.
– Że żyjesz akurat widzę – odparł wręcz odruchowo, odrywając się od swoich myśli, które niebezpiecznie zaczęły krążyć zbyt blisko faceta, który również w jednej chwili wydawał się chyba przysunąć. Dopiero po chwili ocenił, że Viktor nie zmienił swojej pozycji praktycznie w ogóle. – Owszem, żyję . – Wydawał się być jednak niezbyt zadowolony z tego niefortunnie zaistniałego faktu.
Obaj żyli jeszcze i zasadniczo nie musieliby nawet tego dodawać. Wyglądali na takich, co to tylko czekają na odpowiedni, w ich mniemaniu, moment. To było wieczne czuwanie i wystarczyłby zapalnik, żeby wszystko runęło.
– Viktor, zjedz – wypowiedział a miarę uprzejmie. – Może wtedy pomogę ci nawet pozmywać te naczynia. Zjedz – zakończył swoją wypowiedź i lekko uniósł brwi, jakby w oczekiwaniu aż Viktor zabierze się za spożycie cholernej zupy.
[No cześć. Wątek jasne, a mogłabyś mi najpierw napisać kilka słów o ich obecnej relacji i powodach zakończenia związku? Autorka Joakima napisała mi o tym trochę, ale nie chciałabym w trakcie wątkowania palnąć jakiejś głupoty.]
OdpowiedzUsuńRakel
[Już wszystko jest jasne, dzięki. Pierwszy raz będę miała postać z takimi powiązaniami, więc trochę się boję, ale to wyjdzie w praniu.
OdpowiedzUsuńCo do relacji Rakel-Victor z jej strony, to myślę, że mogłaby traktować go teraz trochę jak Joakima - obaj chcieli się zabić, obaj cholernie dużo dla niej znaczą i przestałaby myśleć o nim w kategoriach partnera, a raczej kogoś, kto jej potrzebuje. Owszem, jakaś uraza by tam była, ale chyba obędzie się bez jawnej nienawiści.
I pomysł - możemy przyjąć, że Rakel jeździ z nim na jakieś wizyty kontrolne do psychiatry, wręcz truje mu tyłek, aby ich nie opuszczał? Do tego może podczas jego nieobecności (jeśli takowe będą) myszkować w poszukiwaniu prochów, coby się nimi za bardzo nie faszerował.]
Rakel
[ Ahh, jest golizna to i ja się witam!]
OdpowiedzUsuńMaeva
Był zdania, że kreatywność nie miała wpływu na sposób zabicia się. Chodziło raczej o preferencje. Jeśli ktoś nie chciał nabałaganić zazwyczaj sięgał po tabletki, ktoś, kto miał możliwość i chciał mieć pewność, że nie zostanie odratowany – sięgał po broń palną, a inni imali się różnych sposobów na unicestwienie. On na przykład wziął tabletki i pod ich wpływem wszedł do wanny, pociął się. Nie było to takie łatwe, jak przedstawiają na filmach. Nie miał na przedramionach dwóch, idealnych cięć, które ciągnęłyby się od zagięcia łokcia po nadgarstek, bo dłonie za bardzo mu się trzęsły. O ile lewa ręka nie wyglądała, jakby dopadł się do niej furiat, o tyle prawa sprawiała właśnie takie wrażenie. Nie pamiętał za to skąd były blizny na nogach, bo był przekonany, że ich nie tknął.
OdpowiedzUsuń– Wątpię, żeby kreatywność miała tu wiele do rzeczy, to raczej coś na miarę korzystania z okazji – wyrzucił z siebie, po czym zamilkł na dłuższą chwilę.
Zaczął zastanawiać się czy taki Viktor byłby w stanie zrobić sobie coś w jego albo Rakel obecności. Nieważne czy chodziło tu o wsunięcie lufy do ust i wystrzał, czy o chwycenie za nóż i rozcięcie sobie jamy brzusznej. Chodziło o sam akt skrzywdzenia się.
– Nie bierz się za noże przy Rakel, co? – poprosił na wszelki wypadek. Jeszcze tego by brakowało, żeby dodatkowo była świadkiem czyjegoś samobójstwa, obaj nie mogli na to pozwolić, za dużo dla nich zrobiła, aby zostawić ją z takim wspomnieniem. Joakimowi na przykład zupełnie wystarczyło, że widziała go w stanie opłakanym i z całą masą szwów, na których wydawał się ledwo trzymać. Czuł się winny, a wspomnienie siebie w z tamtych chwil napawało go dodatkowo obrzydzeniem. Rozumiał nieudolność w życiu, była ona całkowicie naturalna, przecież wielu ludzi sobie zwyczajnie nie dawało rady, ale nieudane samobójstwo było po prostu przesadą. Dlatego właśnie postanowił, że następnym razem mu się uda, nie przewidywał niepowodzeń, bo nie byłby w stanie żyć z tak wielkim upokorzeniem.
Był zadowolony, że mężczyzna go posłuchał i zaczął jeść. W innym wypadku nalegałby dalej, męczył i wiercił mu o to dziurę w brzuchu tak dużą, że jeden talerz zupy z pewnością nie wystarczyłby na jej wypełnienie.
– Nie wykręcaj się, dojesz później, ja ci nie pomogę – odpowiedział spokojnie, przesuwając dłonią po karku i rozmasowując go lekko.
Nagle poczuł się w tym miejscu całkowicie nieswojo, pomyślał bowiem, że nie powinno go tu być, a to, czy Viktor cokolwiek zje nie powinno go obchodzić. Chciałby go nie lubić na tyle, żeby przynieść mu tę zupę, oznajmić ten fakt i wyjść. Byłby pewnie teraz w domu i dopalał kolejnego papierosa, mając cholerną nadzieję, że zakrztusi się dymem bądź samym powietrzem i padnie na miejscu.
– Mogę tu palić, prawda? – zapytał, ale szczerze wątpił, żeby Viktor mu tego zabronił. Wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i papierosy, jednego z nich włożył pomiędzy wargi i podpalił. Jeszcze zanim odłożył wszystko na stolik zaciągnął się dymem. Podciągnął nogi na kanapę, krzyżując je, a następnie obrócił się tak, żeby siedzieć przodem do mężczyzny. Wypuścił szary dym z ust, uspokajając się i wyobrażając sobie, że właśnie w tej chwili umiera. Tu i teraz, właśnie przed Viktorem.
[Aż głupio, wybacz tę zwłokę, ale już się zbieram do kupy i odpisuję. Zanim to, powiedz mi jeszcze tylko, czy żyjesz, bo coś nam tu chyba przycicha ostatnio, a ja nie lubię tak na darmo.]
OdpowiedzUsuńCoralie
Wzruszył obojętnie ramionami. Słowa mężczyzny zupełnie go nie poruszyły, równie dobrze mogłyby one do niego nie dotrzeć. Nie miał zamiaru przekonywać go, że nie jest skończonym idiotą, bo obaj takowymi byli skoro do tej pory oddychali i dało się wyczuć ich puls. Nie miał zamiaru przekonywać ani siebie, ani tym bardziej Viktora, że są ludźmi po prostu smutnymi, bo byłoby to zwyczajnym kłamstwem. To już nie był smutek, a zwyczajne zepsucie i idiotyzm doszczętny, nawet gorzej – nieuleczalny.
OdpowiedzUsuńNie miał zamiaru przerywać chwilowej ciszy, która pomiędzy nimi zapadła. Powietrze tylko zaczęło mu się wydawać ciężkie i gęste niczym budyń, a takowym ciężko było oddychać, więc miał poczucie, że zaraz się zadławi. Było to niesamowicie przyjemne i chciałby, żeby trwało jak najdłużej.
Po raz kolejny wypuścił dym z ust, natarczywie przyglądając się własnym palcom, pomiędzy którymi utrzymywał papierosa. Używka powoli się żarzyła, a ilość popiołu wzrastała. W tej chwili obserwowanie tego zjawiska wydawało mu się nawet ciekawsze niż kontemplacja twarzy Viktora.
Czekał aż popiół papierosowy opadnie i dotknie jego skóry, co już po chwili nadeszło, ale nie przyniosło niczego, więc zaczął zastanawiać nad przypaleniem sobie skóry końcówką peta. Kiedyś już kilka razy zrobił coś podobnego, więc można było się doszukać na jego ciele kilka okrągłych blizn o odrobinę poszarpanych krawędziach. Dopiero po chwili myślenia o tak desperackim działaniu przypomniało mu się, że obok siedzi Viktor. Strzepał więc szarą substancję z dłoni i odnalazł wzrokiem popielniczkę, w której zdusił końcówkę używki w obawie przed spełnieniem swoich wyobrażeń.
Przy okazji spojrzał na talerz. Viktor nie skończył jeść, a on nie miał siły i ochoty go do tego namawiać. Rakel miała rację, że czasami łatwiej jest już się porozumieć z dziećmi.
– Skoro nie będziesz dalej jadł to idę pozmywać – wypowiedział nagle, czując, że jeśli się nie ruszy to coś go rozsadzi od środka.
Potrzebował zwiększyć odległość pomiędzy sobą i mężczyzną siedzącym całkiem niedaleko. Nienawidził takiego rozchwiania w sobie, a poczucie, że jego siostra byłaby zła, że część zupy się zmarnuje wcale nie pomagała. Nie dążył do rozzłoszczenia swojej siostry, to fakt, ale miał to chyba gdzieś, szczególnie że dziewczyny tu nie było. Wstał, zgarnął talerz i poszedł w stronę aneksu kuchennego. Potraktował Viktora trochę jak powietrze, jakby był niewidzialny i nawet przez chwilę nie podobało mu się to, co zrobił. Zagłuszył chęć przeprosin szumem wody, lecącej z odkręconego przed chwilą kranu.
[Słodzisz, koleżanko. Ale dziękuję. Przyznam szczerze, że mam sentyment do tej postaci, więc nie obyłoby się bez wstawienia jej gdzieś. Zdaje się, że Alex pojawił się kiedyś w Sztokholmie (nie pamiętam nazwy bloga) i zachciało mi się zagrać nim jeszcze raz, tym razem od początku tak, jak mi się to marzy. Pierwszym razem niestety nie wyszło, liczę na to, że uda mi się to teraz.
OdpowiedzUsuńOjej, Victor kojarzy mi się tylko z urodzonym dekadentem. Zawsze przerażają mnie takie postacie, ale interesują na równi. Nigdy też nie udało mi się stworzyć bohatera z takim "cieniem" na duszy, dlatego podziwiam za umiejętność wiarygodnego wykreowania Lundgrena. A jeśli mam być szczera... nie przepadam za zdjęciem. Bez obaw - tylko dlatego, że burzy mi utkany w głowie wizerunek Victora.
PS. Ale się cieszę, że przypadek prowadzi mnie akurat do tych ludzi, których blogowo już znam. A na wątek u Milesa oczywiście czekam niecierpliwie, choć nie pospieszam.]