niedziela, 10 listopada 2013

When life leaves us blind, love keeps us kind.

Memories are bullets. Some whiz by and only spook you. Others tear you open and leave you in piece
Kiedyś miałeś marzenia. Chciałeś ratować ludzi i sprawić, że świat stanie się lepszym. Kreśliłeś w swojej głowie wielkie plany, z których teraz nie zostało już nic. Cholerne studenckie życie i wyfrunięcie z rodzinnego gniazda sprawiły, że przez zawalenie kilku egzaminów musiał zmodyfikować swoje plany na przyszłość. Teraz jedyne co możesz to powstrzymanie pijanych ludzi do wsiadania za kółko. Jesteś barmanem. I choć niektórzy porównują ten zawód do psychologa, ty doskonale wiesz, że ta praca kończy się na nalewaniu piwa i nie ma w niej nic głębszego. I choć możliwości do rozwoju jest wiele, ty trzymasz się jej kurczowo bo boisz się zmian.
Kiedyś miałeś narzeczoną. Piękną, inteligentną, która pomogła wkupić ci się znów w łaski rodziny. Kochałeś ją całym swoim sercem i planowałeś ślub. Miała być matką twoich dzieci i odziedziczyć twoje nazwisko. Jednak znów coś poszło nie tak. Tym razem winne były przedstawicielki płci pięknej, które same pchały się w twoje ręce. Zadymiony klub nie jest idealnym miejscem dla niewiernych mężczyzn. Kobieta, która mieszka nadal w twoim sercu, odeszła z twojego życia raz na zawsze, gdy po raz kolejny przyłapała cię na zdradzie.
Zostałeś sam. Jesteś samotny. Udajesz, że nie widzisz jak smutnym człowiekiem jesteś i, że wlewasz w siebie stanowczo za dużo alkoholu. Wciąż powtarzasz sobie uparcie, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Patrzysz na siebie w lustrze i starasz się wyprzeć z siebie uczucie zniesmaczenia i rozczarowania. Jesteś niczyj i nikomu niepotrzebny. Jesteś sam na tym świecie. 

Lucas Nissen 
27 lat
Niedoszły doktorek 
Obecnie barman
Obecnie samotny
Obecnie nieudacznik


17 komentarzy:

  1. [ cześć, wymyślmy coś razem, co?]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  2. [Obecnie go lubię ;D witaaam]
    Aina . Mikael

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ooo, fajny, fajny :D
    Wątek? ;) Pomysły na powiązanie i/lub okoliczności?]

    Laurien

    OdpowiedzUsuń
  4. Freja od pewnego czasu grała twardą sztukę, bo nie chciała pokazać ludziom, że w rzeczywistości z wielką rozkoszą schowałaby się pod kołdrę i nie wyściubiała z niej nosa przez następne dziesięć lat. Nie powinna była przejmować się przeszłością. Nie powinna, a jednak teraz, kiedy myślami zdarzało jej się powracać do Lucasa - zdecydowanie zbyt często, i kiedy nienawidziła go jeszcze bardziej za to, co jej zrobił, przejmowała się nią cholernie, napędzając całą tę złość i frustracje. Czuła się, tak jakby znowu chodziła do szkoły i nie mogła wybaczyć małej rudej Silke podkradania owocowych przekąsek. Prawdę powiedziawszy kradzież serca i zniszczenie go bezpowrotnie było znacznie poważniejszym przewinieniem niż zjedzenie cudzych ciastek, ale co tam!
    Każdy dzień, który spędzała na uczelni przez ostatnie kilka miesięcy wyglądał mniej więcej tak samo: od dziewiątej do siedemnastej zajęcia, później jakieś zakupy z naciskiem na słodycze i wreszcie święty spokój w domowym zaciszu zapadającej się rudery, gdzie emerytowani sąsiedzi notorycznie zalewali Twój sufit, zapominając o zakręceniu kranu z wodą. Jeszcze czasem zdarzały się wyjścia ze znajomymi, jakaś mała imprezka na mieście albo dobra kawa w przytulnym lokalu. Rzadziej zaś obiadki z pokręconą rodzinką, podczas których siostra wytykała ci, że jesteś zerem, a brat próbował naprowadzić cię na ścieżkę dobra, zapominając, że w gruncie rzeczy sam również tego potrzebuje.
    Choć minęło prawie pół roku, Freja nadal unikała Lucasa, niczym diabeł święconej wody, a było to trudne, ponieważ mieszkali niedaleko siebie i każdym wyjściem z domu ryzykowała stanięcie z nim twarzą w twarz. Wiedziała nawet, gdzie były narzeczony pracuje! W barze niedaleko jej weekendowej knajpy. Czasami zastanawiała się czy mężczyzna nie robi tego specjalnie, ale do tej pory nie mogła mu niczego złego zarzucić oprócz tych wszystkich okropnych zdrad, przez które wszystko się popsuło, i przez które nie byli teraz małżeństwem, więc w sumie nie rozmyślała o tym zbytnio. Im bardziej oddalali się od siebie, tym pewniejsza była, że wkrótce o nim zapomni i kto wie, może ułoży sobie życie na nowo z kimś innym? Naprawdę, chciała w to wierzyć. Rany były jednak zbyt świeże, a tęsknota za rozbrajającą bliskością Lucasa zbyt silna, aby chciała pakować się w nowy związek. On chyba nadal zajmował ważne miejsce w jej sercu.
    Freja stała skupiona na czytaniu gazety w sklepie na rogu dwóch ulic. Znowu jakieś wojny, znowu politycy, znowu nowe place zabaw... Z głośnym westchnięciem zamierzała właśnie przewrócić kartkę na drugą stronę, kiedy tknięta dziwnym przeczuciem czy też raczej mrowieniem na karku, odwróciła się i ujrzała znajomą postać, stojącą do niej tyłem. Przywitać się czy się nie przywitać?
    Potrząsnęła lekko głową - Cześć, Lucas - blady uśmiech przypominający grymas utwierdzał tylko w przekonaniu jak niezręcznie się czuła.

    Freja

    OdpowiedzUsuń
  5. [Normalnie tylko tupnąć nogą i powiedzieć "nie", A przynajmniej to całkowicie nieświadoma inspiracja bo nie miałam z książką do czynienia ;)]

    Aina

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hmm, a może znali się jako dzieci, bo mieszkali niedaleko siebie? Potem kontakt się urwał, bo Lucas się wyprowadził. Laurie była święcie przekonana, że Lucas skończył studia, więc jest zaskoczona, kiedy spotyka go w barze, a on pracuje jako barman, o. Może być? :) Jak nie, to pisz, coś jeszcze wymyślę, nie ma problemu (:]

    Laurien

    OdpowiedzUsuń
  7. [ myślałam bardziej o Eustachym, ale w sumie to też dobre :D Dziękuję, wiem, że karta nie powala, ale z czasem ją udoskonalę :) nie chcesz może wątku?]
    Josephine

    OdpowiedzUsuń
  8. [O, świetnie!
    Zaczniesz, proszę? :)]

    Laurien

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki Lucasowi miała o czym myśleć przez ostatnie sześć miesięcy. Czy naprawdę mu nie wystarczała, że szukał rozrywek w ramionach innych kobiet? Czy było z nią coś nie tak? Czy nie radziła sobie w sprawach łóżkowych? Dlaczego wcześniej nie powiedział? Nie kochał jej? Nie podobała mu się pod względem fizycznym? Nie wspierała go wystarczająco? Za pierwszym razem wybaczyła zdradę; wybaczyła, bo skoro tak ją zażarcie przekonywał, że to się nigdy nie powtórzy - zaufała. Ludziom przecież powinno się wybaczać, nie wolno od razu niczego skreślać, tak mówili w kościele i w szkole. Kiedy dowiedziała się po raz drugi - wyprowadziła się z ich wspólnego mieszkania do ojca, nie chciała w to wierzyć, wciąż łudziła się, że może jednak to zwykła pomyłka, żart, a kiedy do jej wiadomości dotarła kolejna informacja o wybrykach przyszłego męża, nie wytrzymała - postanowiła ostatecznie zakończyć ich związek, skoro oboje mieli się w nim męczyć, lepiej to było zrobić zawczasu niż później wypisywać papiery rozwodowe. Nie wiedziała czy żałowała swojej decyzji, dzisiaj patrzyła na to wszystko z trochę innej perspektywy, jednak nadal miała do niego żal. Żal, że tak perfidnie kłamał i składał fałszywe obietnice. Nie było na świecie nic gorszego od braku uczciwości.
    Freja nie wiedziała, co ją tknęło, że pierwsza odezwała się do Lucasa. Już od dawna ignorowała jego telefony oraz esemesy z prośbą o spotkanie - podjęła decyzje - nie chciała go w swoim życiu. A może bała się, że ostatecznie przełamie się i mu wybaczy? Tak czy siak w tym momencie popełniła błąd. Olbrzymi błąd. Nie drgnęła, patrzyła tylko lekko zszokowana, unosząc kąciki ust ku górze, kiedy chciał ją dotknąć. Przecież nie była ślepa, zauważyła. I z punktu widzenia przechodniów odgrywali właśnie niezłą szopkę.
    - Tak, ja… - uśmiechnęła się z zakłopotaniem, odkładając gazetę na miejsce. Coś jej się w sercu ścisnęło - Miałam już iść - dokończyła. Och, fizycznie wcale się nie zmienił, wyglądał niby normalnie, tak jak dawny Lucas, tylko tego błysku w oku mu brakowało, co można było zrzucić na niewyspanie albo kaca. Freja nawet nie przypuszczała, że on potrafi piec i chodzi do kościoła. Bo to nie było możliwe, prawda? - Miło było cię spotkać, wszystko u Ciebie w porządku? - starała się powstrzymać drżenie głosu.
    Spokojnie, Larsen, oddychaj, powtarzała sobie w myślach. Ale cholera! Nie mogła! Jakby coś w nią wstąpiło, nie czekając na odpowiedź wybiegła ze sklepiku…

    Freja

    OdpowiedzUsuń
  10. [ tak się zastanawiam jak zrobić tutaj coś fajnego. Ona jest tu od niedawna, nie zna języka, ciągle się gubi. Jest trochę żałosna, samotna i na dodatek w ciąży. Można by to było wykorzystać, tylko nie bardzo wiem jak. Mogłaby zabłądzić w drodze do niewielkiego mieszkania, które wynajmuje i trafić do jego baru. Kurczaki, ja coś wymyślę, postaram się]
    Josephine

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dziękuję bardzo za komplementy i powitanie! :)
    I wiesz co? Twój Lucas bardzo mi się podoba - oni są tak do siebie podobni! Oboje opuszczeni przez najważniejsze osoby w swoim życiu, oboje pomagają ludziom poprzez wysłuchiwanie ich problemów, oboje piją, aby zapomnieć. Nie wiem jak ty, ale ja bym to wykorzystała do jakiejś poważnej relacji, bo po prostu za dużo ich łączy, aby nie wymyślić wątku czy powiązania :)]

    Saskia Nørgaard

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jestem za drugim pomysłem, bo pierwszy raczej z Cece by nie wypalił. Dość spokojna z niej osoba, jakby ją zatrzymał, po prostu zaczęłaby biec w miejscu.
    Pozwoliłam sobie zacząć. Nie jest to długie, ani nie jest to najwyższych lotów, ale mam nadzieję, że w miarę okej.]

    Niewiele była sobie w stanie przypomnieć. Pamiętała nagłe osłabienie, zawroty głowy, otępiony umysł, który nie mógł nadążyć za ciałem. Kończyny przestały należeć do niej, świat wokół wygłuszył się, zahamował. Zwolniła kroku, prawie się zatrzymała. Chciała mrugnąć, jedynie na chwilę przymknąć powieki. Nic więcej.
    Najpierw pojawiły się głosy. Niewyraźne dźwięki, które z sekundy na sekundę zyskiwały na ostrości. To po nich wróciła do rzeczywistości, odzyskała świadomość. Otworzyła oczy. Mglisty obraz po chwili nabrał wyrazistości. Cece, do połowy przykryta ciężką kołdrą, nie musiała odwracać głowy, aby wiedzieć, gdzie się znajduje. Wystarczyło poczuć specyficzną woń środków odkażających oraz skojarzyć ostatnie zapamiętane wydarzenia. Wiedziała, że zdążyli ją już podpiąć do kroplówki i przebrać w szpitalną piżamę. Nie pierwsze omdlenie, nie ostatnie zapewne. Zaraz pojawi się lekarz, każe pić dużo soku pomarańczowego, przyjmować dużo witaminy C. Potem uda zmartwienie, powie, że stan jest zły, że powinna coś zmienić. Ostatnim razem udało jej się wmówić, że chciałaby przytyć, bardzo, ale nie potrafi, może to dieta jest zła. Uwierzyli, kazali stawić się u dietetyka. Potem już się nie interesowali, a Cece odpuściła i wróciła do swojego normalnego trybu życia. Małe było prawdopodobieństwo, aby ta sytuacja skończyła się tak samo, jednak nadzieja matką głupich.
    Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że nie jest sama w sali. Odetchnęła, kiedy zauważyła, że mężczyzna siedzący obok nie wygląda na lekarza. Jednak nie wyglądał też znajomo. Cece nie wydawało się, aby widziała go wcześniej, a wciąż otumaniony mózg nie potrafił nawet porządnie skupić się na twarzy.
    - Która godzina? - spytała na tyle głośno, na ile pozwolił osłabiony głos. Nie wydawało jej się, aby była nieprzytomna zbyt długo. W końcu tylko zemdlała.

    Cecilie Lund

    OdpowiedzUsuń
  13. [Pomysł jest dobry i bardzo mi się podoba, choć szczerze wątpię, by Saskia zgodziła się z własnej woli na terapię. Ona to taka uparta istota, nigdy nie przyzna się, że coś z nią nie tak. No i kolejna sprawa - na razie mam tak dużo wątków na głowie, rozpoczęć, odpisów itp., że nie znalazłabym czasu na następny. Porwałam się z motyką na słońce troszkę. Obiecuję, że jak będę miała trochę więcej czasu i ogarnę wszystko to spróbuję pomyśleć nad naszym powiązaniem! Nie zapomnę, nie martw się, tylko to może trochę potrwać :< Niestety oprócz bloga mam jeszcze szkołę, ale odezwę się.]

    Saskia Nørgaard

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki Bogu, Freja jeszcze nie zwariowała od zadawania sobie tych wszystkich pytań pełnych wątpliwości. Porażki Lucasa zawsze traktowała bardzo osobiście, wspólnie z nim przeżywała wszelkie wzloty i upadki, za każdym razem starała się go pocieszać, dodawać mu otuchy. Właściwie była przy nim zawsze i wszędzie. Dlaczego więc teraz czuła się, jakby nawaliła na całej linii? Dlaczego starała się udowodnić sobie, że jest beznadziejna? Jakiś głosik w głowie szeptał jej nawet, że powinna była poświęcać mu więcej uwagi, skoro potrzebował czyjejś bliskości. Może czuł się samotny? Opuszczony? Ale czy rzeczywiście każdy objaw samotności musiał się kończyć szybkim seksem w toalecie tuż za barem? Co jeśli dorobił się dziecka? Freja nie potrafiła znieść myśli, że przez tamten cały czas dzieliła się swoim facetem z innymi kobietami. Do tej pory zresztą dziwiła się, z jaką łatwością opanował sztukę kłamania bez mrugnięcia okiem, jakim był hipokrytą.
    Freja popatrzyła z ciekawością na panią Nissen, zanim zdążyła chociażby na milimetr odsunąć się od Lucasa. W dalszym ciągu nie potrafiła opanować paniki; w środku cała się telepała, przez głowę przelatywało jej tysiące myśli - pragnęła stąd uciec. Jeżeli jeszcze łudziła się nadzieją na powrót do normalności, w tym momencie zwątpiła ostatecznie. Była zdezorientowana.
    I wtedy nagle zrozumiała: niedoszła teściowa o niczym nie miała pojęcia, nie zdawała sobie sprawy, że jej syn od kilku miesięcy posiłkował się nieprawdziwymi informacjami. Żadna ciocia Freji nie była chora, wszyscy mieli się dobrze i nie było powodu do zmartwień.
    Co powinna zrobić? Kryć mu tyłek czy doprowadzić do trzeciej wojny światowej? Larsen miała zdecydowanie zbyt miękkie serce, a raczej nie chciała robić scen na chodniku w biały dzień, bo i po co? Pani Nissan na to nie zasługiwała.
    Siłą wywołała na twarzy szeroki, serdeczny uśmiech i przysunęła się do ex-narzeczonego na tyle blisko, by nikt nie miał wątpliwości, że wciąż są razem. Nawet przytuliła policzek do jego ramienia! Czyż nie wyglądali przekonująco? Tak, dopóki Freja nie zemdleje lub nie padnie trupem.
    Serce omal nie wyskoczyło jej z klatki piersiowej.
    - U Cioci wszystko w porządku. Z… żołądkiem już dobrze, chociaż nadal ma absolutny zakaz wychodzenia z… domu - improwizowała, jąkając się nieco. Wciąż nie wiedziała, co syn jej naopowiadał, na ile może sobie pozwolić - Ładnie pani wygląda, tak kwitnąco! - dodała ze sztucznym podekscytowaniem - Właśnie wracaliśmy z Lucasem do domu - posłała mężczyźnie kątem spojrzenie w stylu: jeszcze pogadamy, ukryte pod maską bezsprzecznego uwielbienia.

    Freja

    OdpowiedzUsuń
  15. [Zanim zacznę wymyślać to mała korekta: (...) zawalenie kilku egzaminów musiał zmodyfikować swoje plany (...) - czy tutaj nie powinno być "musiałeś" skoro cała karta w takiej formie?
    No i w sumie to nie wiem jak ich połączyć. Mogłaby go znać zcholerawieskąd i wytykać mu palcem, że to jego wina, że narzeczona mu nawiała. Albo nie tyle mu wytykać co zawsze ostatecznie w nocy podnosiłaby się z łóżka i otwierałaby mu zaspana drzwi, gdyby akurat wracał z pracy i nie chciał iść do siebie, żeby nie być sam jak palec w mieszkaniu. Zawsze można uznać, że on z Bastianem w jakiejś jednej drużynie koszykarskiej był jak byli mali i no znali się przez tego jej brata, chociaż wtedy na pewno ona mało z domu wychodziła, bo rodzice strasznie jej pilnowali, żeby przypadkiem się nie połamała, bo Sol musi mieć swój bank krwi. No i nie wiem czy takie opiekuńczo-koleżeńskie relacje pasują, ale na nic lepszego mnie nie stać. Ostatecznie można też dodać, że się trochę w nim podkochiwała jak młodsza była, nadal ma jakiś sentyment, ale rzecz jasna nic mu przecież nie powie. No.]
    Aina

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdyby Freja miała być szczera, drugi raz nie popełniłaby tego samego błędu; nie oddałaby mu swojego serca, nie wybaczyłaby znowu. Niedawno skończyła dwadzieścia trzy lata, powinna więc ciszyć się życia, korzystać z niego jak najwięcej, a nie siedzieć uczepiona przeszłości i przykrych wspomnień. Pewnie dobrze się stało, że ostatecznie do ślubu nie doszło, przynajmniej nie musieli przejmować się konsekwencjami, fakt faktem, część pieniędzy poszły w błoto i pozostawał jeszcze problem jego rodziny. Ale z drugiej strony Larson chciała mieć tę głupią obrączkę na palcu i Lusaca obok. Chciała z nim stworzyć dom i szczęśliwą rodzinę. Co z tego, że była młoda, że tak naprawdę nic nie wiedziała o niektórych sprawach. Liczyło się tylko to, że go kochała.
    Freja zamierzała z nim poważnie porozmawiać, mimo że już parę miesięcy wcześniej sobie wszystko wyjaśnili. Ile jeszcze czasu planował udawać chorobę jej ciotki? Ile jeszcze chciał kłamać własnej matce w żywe oczy? Naprawdę uważał, że ich zerwanie uda się całkowicie przemilczeć? Prędzej czy później, ktoś z ich wspólnych znajomych wszystko wypapla. To była kwestia czasu. A ona naprawdę pragnęła iść do przodu, nie oglądając się wstecz za bałaganem wywołanym przez krnąbrnego byłego narzeczonego. W pewnym sensie ochranianie mu tyłka było kolejnym przejawem głupoty blondynki; Lucas sam powinien wypić piwo, które naważył. W końcu.
    Z jednej strony Freja usprawiedliwiała swoje zachowanie dobrem niedoszłej teściowej, kobieta mogłaby dostać zawału, gdyby dowiedziała się o ich małej tajemnicy w takim miejscu, z drugiej jednak strony czuła się odpowiedzialna za mężczyznę, a raczej nie sądziła, aby wynikło z tego coś dobrego. Sam powinien zająć się swoimi sprawami, prawda?
    A może chodziło po prostu o to, że jeśli wszystko się wyda, między nimi będzie definitywny koniec?
    Dlatego właśnie nie powiedziała nic, tylko stała przytulona policzkiem do silnego męskiego ramienia z żołądkiem wywijającym nieznośne fikołki. Potrzebowała chwili wytchnienia, w dalszym ciągu lawirowała… Jego bliskość bolała.
    - Może kiedyś staniemy - powiedziała tym razem bez emocji, kontynuując - Wielka szkoda, następnym razem nie przyjmuje odmowy - uśmiechnęła się z lekkim rumieńcem na policzkach pod wpływem intensywnego spojrzenia swojego ex. Gdyby tylko jego słowa mogły być prawdą… - Do zobaczenia, pani Nissen - zwróciła się jeszcze do kobiety w celu pożegnania i kiedy ta rzeczywiście odeszła, i zniknęła za następnym budynkiem, Freja jak oparzona odskoczyła od Lucasa i posłała mu mordercze spojrzenie. Odzyskała zdolność samodzielnego myślenia. Nareszcie.
    - Co to miało być?! Co ty sobie wyobrażasz?! - wzięła głęboki oddech, nawet nie popatrzyła mu w oczy - Nie wierzę! Musimy coś zrobić… Musimy to jakoś odkręcić, rozumiesz? Ile jeszcze chcesz ją zwodzić? Miesiąc, dwa? Ciesz się, że jeszcze nie zadzwoniła do mojego ojca. On o wszystkim wie! Chcesz, żeby się dowiedziała z ust osoby trzeciej?
    A więc tu tkwił związek!
    - Powinniśmy pójść w jakieś bardziej prywatne miejsce - zauważyła zrezygnowana i dopiero teraz miała odwagę unieść zmęczone spojrzenie na wysokość jego twarzy - I sobie wszystko wyjaśnić. Naprawdę chciałabym wiedzieć, w co jeszcze nas wpakowałeś.
    Ciężko było udawać, że nic do niego nie czuje, że wcale go nie kocha. Ale on był jak dziecko - niesforne, zbuntowane. Ciągle popełniające błędy.

    kochana nieukochana Freja

    OdpowiedzUsuń
  17. Oboje dobrze wiedzieli, że tu nie chodziło wcale o towarzystwo, w jakim obraca się Lucas. Gdyby tylko chciał, pewnie i na studiach mógłby poznać piękne panie chętne, aby umilić sobie wolny czas między wykładami w ciasnej toalecie z przystojnym mężczyzną. Tylko ślepa i pozbawiona rozumu kobieta pozostałaby kompletnie nieczuła na jego wdzięki. A on? On czuł się jak ryba w wodzie, otoczony wianuszkiem dziewcząt - gdziekolwiek był - tam miał swój własny harem. Początkowo Freja udawała, że wcale jej to nie dotyczy, że ufa mu dostatecznie, by wyzbyć się wszelkich podejrzeń, zresztą, nie oszukujmy się, tyle razy zapewniał ją o swojej wierności! Mówił, jak bardzo kocha! Ale czy miłość właśnie na tym polegała? Na zadawaniu ukochanej osobie kolejnych ran? Od dnia ich rozstania nie było ranka, kiedy po przebudzeniu nie brakowałoby jej jego obecności na miejscu obok i tych czułych pocałunków na powitanie. Czuła się taka pusta, nieszczęśliwa. Ktoś mądry powiedziałby pewnie, że skoro tęskni, powinna wybaczyć. Lecz ludzie tak prędko się nie zmieniają. Przez miesiąc, dwa, trzy, a nawet i rok pewnie byłoby dobrze. Tylko, co potem? Co jeśli wrócą do punktu wyjścia?
    Zanim dowiedziała się o zdradach, była bardzo szczęśliwa. I czasami nie wyobrażała sobie, aby mogło być inaczej. Tyle rzeczy wspólnie z Lucasem planowali. Podróże, piękne mieszkanie, cudowny ślub… Wyliczać dałoby się w nieskończoność.
    Czy żałowała? Ciężko stwierdzić.
    Spędzili ze sobą mnóstwo czasu, a w tym sporo niesamowitych momentów.
    Freja pragnęła z całych sił potrzasnąć go za ramiona, kazać mu wynosić się z jej życia. Jednak była zbyt miękka. Spojrzała w bok, mrugając oczami by uciec od niechcianych łez.
    - Na razie nic jej nie mów - poprosiła po kilku sekundach ciszy - Poczekaj. Tydzień albo dwa. Nie chcę, żeby wiedziała, że udawaliśmy. Bo udawaliśmy, prawda? Zawsze udajemy - westchnęła głośno - Możemy pójść do Ciebie. Co za różnica - kącik ust powędrował nieznacznie ku górze, wymuszając blady uśmiech - To zaledwie parę kroków ode mnie - kontynuowała - Więc dalej pracujesz w barze?


    OdpowiedzUsuń