poniedziałek, 11 listopada 2013

Zawsze patrz ponad

 Muzykoterapia
„Spędzasz całe swoje życie w labiryncie, zastanawiając się, jak któregoś dnia z niego uciekniesz i jakie niesamowite to będzie uczucie, wmawiając sobie, że przyszłość pomaga ci przetrwać, ale nigdy tego nie robisz. Wykorzystujesz przyszłość, aby uciec od teraźniejszości.”
- John Green

Każdy popełniał błędy. Te większe, spędzające sen z powiek i te całkiem malutkie, z których nie sposób nie śmiać się, kiedy upłynie już wystarczająco dużo czasu i wody w małym, kuchennym zlewie. Błędy były wplątane w ludzkie życiorysy tak trwale i często, że ich brak uznać można było niemal za anomalię. Dwadzieścia trzy lata temu, kiedy nieświadoma Salem pojawiła się w życiu niepełnoletniej pracownicy kwiaciarni i nudnego bibliotekarza, nikt nie zastanawiał się nad tym, jak kiedyś będzie wyglądało jej dalsze życie. Jakiś czas później, kiedy jej matka dojrzała w końcu do swej roli i zaczęła dokładać wszelkich starań, by oszczędzić córce rozczarowań, okazało się, że Salem doskonale potrafiła radzić sobie sama. Nim ktokolwiek zdążył się zorientować, ruszyła na poszukiwania Wielkiej Niewiadomej. Sama obrała dla siebie odpowiednią drogę, najeżoną jej osobistymi, małymi błędami. Za pieniądze rodziców wynajmuje małe mieszkanie w starej kamienicy, śpiewa pod prysznicem, zapisuje cytaty na ścianach, jej lodówka psuje się średnio dwa razy w tygodniu. Poranną kawę  pija z brudnych kubków, bo szkoda jej czasu na zmywanie. Nie używa parasola, ogląda trochę za dużo seriali i czasem zapomina, że w tym wieku powinna być już odrobinę bardziej poważna. Pracuje w małej kawiarni za nędzą pensję, ale przynajmniej lubi swojego szefa. Studiuje niezbyt przyszłościową historię sztuki, spędza godziny na szkicowaniu, często gości na targach staroci, ostatnio uśmiecha się częściej niż zwykle i postawiła wszystko na jedną kartę, wdając się w romans ze starszym mężczyzną. Ale czuje się szczęśliwa, a to podobno najważniejsze, prawda?
***
 S a l e m   N i e l s e n

dwudziestotrzyletnia studentka historii sztuki
weekendowa  pracownica  w  małej  kawiarni  w  centrum
romansuje z mężczyzną, który mógłby być jej ojcem. I niczego nie żałuje


bawmy się

Nielsen

7 komentarzy:

  1. [Uwielbiam to zdjęcie. Cześć. :)]

    Rowie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dzień dobry! :)
    Kocham piegi, więc zdjęcie przyciągnęło moją uwagę. Przyznam, że nietypowe imię dla dziewczyny, kojarzy mi się oczywiście z czarownicami z Salem. Przyjemna ta twoja postać, też śpiewam pod prysznicem i mam sentyment do starych kamienic. Miłej zabawy na blogu życzę!]

    Saskia Nørgaard

    OdpowiedzUsuń
  3. [ śliczne zdjęcie, to raz. a dwa to bardzo ciekawa postać. zazdroszczę jej tego pisania po ścianie, ja nawet plakatu jako mały szczyl nie mogłam powiesić ._.]
    Josephine

    OdpowiedzUsuń
  4. [O, no to mile mnie zaskoczyłaś! Byłam pewna, że sama wymyśliłaś to imię :D W takim razie Salem musi zapadać ludziom w pamięć chociażby ze względu na ten oryginalny zlepek kilku liter.
    Dziękuję, powiem nieskromnie, że zdjęcie piegowatej pani też mi się podoba i idealnie pasuje do Saskii - w jej błękitnych ślepiach czai się takie trochę szaleństwo, prawda? A myślimy nad wątkiem? Będzie trudno zważywszy na sporą różnicę wieku, ale może masz coś ciekawego w zanadrzu? Salem jest tak uroczą osóbką, że mimo wszystko chcę jakoś obie panie poznać.]

    Saskia Nørgaard

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jest po prostu cudowna. Zacznijmy wątek od chwili, w której on do niej przyjeżdża z kwiatami. Powiedzmy, że ich romans trwa od wiosny, a dopiero teraz rozwiódł się z żoną, prosto z hotelu jedzie do Salem. Jak ona zareaguje na mężczyznę z bukietem pod drzwiami jej mieszkania, to się zobaczy :D]

    Cohen

    OdpowiedzUsuń
  6. [To może jakiś wątek? A tak w ogóle, to skąd pomysł na imię Salem? Ciekawe takie... :D]

    Rowie

    OdpowiedzUsuń