Sebastian Eriksson
Dwudziestosiedmioletni owoc krótkiego, aczkolwiek burzliwego romansu Angielki i Duńczyka, zakończonego śmiercią mężczyzny. Kobieciarz, ponoć ma to po ojcu, którego nigdy nie miał okazji poznać. Matka nauczyła go miłości do kobiet, ale chyba nie o to jej chodziło. On ma tej miłości aż za dużo i bardzo lubi ją okazywać.
Nauczyciel historii w liceum. Nietypowy, bo uwielbia swoje uczennice, szczególnie te, które tak zabawnie czerwienią się na jego widok. Czasem wykorzystuje te rumieńce i podenerwowanie do własnych celów. Rzadko, za bardzo lubi pracę w szkole, by pozwolić sobie na tego typu wybryki.
Nie oznacza to jednak, że nie szanuje kobiet. Szybko go nudzą, to fakt, ale nigdy nie pozwala sobie na dwa związki jednocześnie. Trzeba mieć jakieś zasady, proszę państwa.
Eriksson nigdy się nie angażuje. Zakochał się w całym swoim życiu tylko raz, za czasów studiów, i żałuje tego po dziś dzień. Chętnie cofnąłby czas, gdyby tylko mógł. Jasnowłosa piękność zawróciła mu w głowie kiedy tylko zobaczył ją po raz pierwszy. Wkrótce tkwił już w tym po uszy. Ona jednak niespodziewanie i bez jakiegokolwiek wyjaśnienia wyjechała, zostawiając młodzieńca ze złamanym sercem i sporym zamieszaniem w głowie. Długo nie mógł się po tym otrząsnąć. Być może wciąż w głębi jego serca tli się uczucie do tej dziewczyny, ale dusi je w sobie, oszczędzając sobie cierpień.
Czy kiedykolwiek się ustatkuje? Może. Ma takie plany. Musiałby odnaleźć odpowiednią kobietę, na tyle silną, by była w stanie zatrzymać go u swojego boku, co nie jest proste. Najbardziej ufa swojej matce, więc ona też na pewno będzie miała duży wpływ na wybór jego przyszłej żony. Ale to jeszcze nie teraz. Jeszcze się nie wyszumiał.
Druga postać. Zapraszam do wątków. Nie gryziemy (:

[Cześć. :>]
OdpowiedzUsuń[Kultura witania na blogu jest także siemka ;]
OdpowiedzUsuńThomas
[ TOBBY! <3 no i cześć :D]
OdpowiedzUsuńRose
[ można zrobić tak, że
OdpowiedzUsuńa) przypadkowe spotkanie. Mógł ją zobaczyć jak wchodzi do sklepu z dziecięcymi akcesoriami, pójść za nią, niepewny czy to na pewno ona czy tylko mu się zdaje. Mógłby potem na nią poczekać, a potem odciągnąć w jakiejś cichsze miejsce.
b) ona mogłaby się dowiedzieć gdzie on pracuje i czekałaby dajmy na to oparta o jego samochód. Ubrana luźniej nie dostrzegłby brzucha, mógłby więc pomyśleć, że go prześladuje, bo dajmy na to wcześniej próbowała się również do niego dodzwonić.
c) nie mam pojęcia, bo nie umiem wymyślać, wolę zaczynać :C]
Josephine
Josephine nie należała do tego rodzaju dziewczyn, które nie potrafią przeboleć tego, że ktoś je zostawił, które wydzwaniają, piszą, jęczą, błagają o jeszcze jedną szansę. Davis potrafiła zrozumieć kiedy ma się wycofać, choć nie udawajmy, że nie zabolało ją, gdy tak po prostu bez słowa wyjechał. Jak każda doszukiwała się przyczyn w sobie, zastanawiała się co zrobiła źle i choć serce (jak jej się zdawało) nie biło już w tym samym rytmie, jakby uszkodzone, jakby pęknięte, a żal i tęsknota wygodnie rozgościli się w jej życiu, wreszcie dała temu spokój. I prawdopodobnie dziś już jedynie miło wspominałaby tę krótką chwilę spędzoną razem, gdyby nie dwie kreski, które ujrzała miesiąc później, a potem dźwięk rytmicznie bijącego serduszka, które pojawiło się wraz z uśmiechem nieco starszej już pani doktor. Pierw przerażenie, łzy bezsilności, pytanie czy aby na pewno gotowa jest urodzić, a potem myśl, że nie może jej, jego, maleństwa skrzywdzić, a także to, że prawdopodobnie nie poradzi sobie sama. Dla wyższego dobra musiała stać się jedną z tych dziewczyn, które wydzwaniają, nagrywają się, a gdy nie dostają odpowiedzi, pakują się i opuszczają swą bezpieczną przystań, w nadziei, że osiągną wyznaczony cel.
OdpowiedzUsuńDziecko nie powinno wychowywać się bez ojca. Gdy jednak zabraknie go w jego życiu, musi wiedzieć, że matka zrobiła wszystko by było inaczej. Dlatego właśnie zdecydowała się na przyjazd do zupełnie obcego miasta, zdecydowała się na postąpienie na przekór zranionej dumie tym razem nie przejmując się sobą. Nie łatwo było go znaleźć. To miasto jakby go pochłonęło, jakby zapadł się pod ziemię, lecz wreszcie osiągnęła sukces. Zapewne łatwiej by było gdyby raczył odebrać, gdyby chociaż oddzwonił, zapewne wówczas ona nie musiałaby aż tak się stresować, chodząc tam i z powrotem pod szkołą, w której jak myślała uczy. Dość spory brzuszek, ukryty pod obszernym płaszczem sprawiał, że niemal nikt nie zwracał na nią uwagi, sprawiał, że nie rzucała się w oczy. Zaczynały boleć ją nogi, zaczynała marznąć i wątpić w powodzenie całego przedsięwzięcia, gdy wreszcie usłyszała kroki. Raptownie, energicznie odwróciła się w tamtą stronę, a z jej piersi ulotniło się westchnienie ulgi, choć zaraz potem pojawił się niepokój. Co o niej pomyśli? Jak zareaguje? Wreszcie biorąc głęboko oddech zaciska drobne dłonie w pięści i rusza, powoli, nieśpiesznie, jakby jeszcze chciała się rozmyślić i uciec.
- Gdybyś choć raz odebrał ten pieprzony telefon.- żadnego "cześć", żadnego "dzień dobry", jak zawsze bezpośrednia.- Musimy porozmawiać. I nie mów proszę, że nie masz czasu, że Ci się śpieszy, bo ta sprawa nie może dłużej czekać, proszę...- nie uśmiecha się promiennie jak wtedy, w jej oczach nie tańczą radosne iskierki, coś się w niej zmieniło, coś pękło.
Była problemem. Pojawiła się nagle i zaczęła się narzucać, jak jedne z tych, które nie potrafią odpuścić. Była problemem, którego zechce jak najszybciej się pozbyć. Nie zamierzała jednak się poddać. Lekkie kopnięcia przypominały jej przecież, że nie chodzi tu o nią, że musi zrobić wszystko by jej maleństwo, jej dziecko miało ojca. Wiedziała jednak, że nie przyjmie tego najlepiej, że nie będzie chciał jej wierzyć. Sebastian wciąż był dużym dzieckiem, wieczny Piotruś Pan, który boi się dorosnąć, boi się odpowiedzialności związanej z tym okresem.
OdpowiedzUsuńŹle się czuła stojąc tu przed nim, jakby naprawdę odczuwała, że jest zbędnym balastem. Wmawiała sobie, że to jednak nie jej wina, że przecież mógł odebrać telefon, a wówczas nie musiałaby go nachodzić niczym nachalna, zakochana nastolatka. Nie musiałaby teraz przenosić niecierpliwie ciężaru ciała z nogi na nogę, ani patrzeć na niego tymi wielkimi oczami, w nadziei, że nie odgoni jej niczym bezdomnego psa. Niezręczną sytuacje potęgują jego uczennice uśmiechające się do niego słodko i życzące mu miłego dnia, a przy tym obrzucające ją nieprzychylnym spojrzeniem, bo przecież jak ktoś taki jak ona może go nachodzić i zawracać mu głowę, podczas gdy otacza go stado młodych i pięknych ciał?
Wzdycha cichutko, gdy otwiera przed nią drzwi, aż wreszcie po chwili wahania wsiada do auta, starając się by nie podkreślić przy tym niemałego już brzucha. Jednocześnie układała w głowie plan jak spokojnie i możliwie delikatnie poinformować go o tym. Nie spodziewała się przy tym wybuchu radości, w końcu sama nie zareagowała w podobny sposób, jednak naiwnie żyje nadzieją, że nie ucieknie, nie zostawi jej z tym wszystkim samej, że może jej dziecko nie będzie musiało za kilka lat pytać co się stało z tatusiem, bo przecież wszyscy wokół go mają. Chodziło o dziecko, o tę małą istotkę, która rozwija się zaraz pod jej sercem, nie o złamane serce, nie o zranioną dumę, bo przecież coś już do niego czuła, tylko o dziecko.
Nerwowo zakłada kosmyk jasnych włosów za ucho obserwując jak wsiada za kierownicę, wkłada kluczyki do stacyjki i przekręca odpalając silnik.
- Wiem co sobie musisz o mnie myśleć. Biedna, mała dziewczynka, która zakochała się w niewłaściwym facecie,która nie chce odpuścić więc postanowiła go nachodzić, bo może i on odkryje w sobie jakże silne uczucie do niej. Ale tym razem naprawdę nie chodzi o mnie. Ale nie chcę rozmawiać o tym w samochodzie.
Josephine
[Dzień dobry. :) ]
OdpowiedzUsuńThea
Josephine nigdy nie łudziła się, że mężczyzna zostanie przy niej na dłużej, chociaż mówiąc szczerze jak każda kobieta przez krótką chwilę żyła nadzieją, że może jej uda się go zmienić i zatrzymać przy sobie na dłużej. Kiedy jednak szło coś nie tak po jej myśli nie załamywała się. Była zbyt dumna by poddać się czyjejś woli, zbyt dumna by okazać swoją słabość i on doskonale o tym wiedział. I może właśnie dlatego zechciał z nią porozmawiać? Nie zignorował choć przecież mógł.
OdpowiedzUsuńNie odzywała się przez całą drogę, pustym wzrokiem obserwowała ulicę mknąca za oknem samochodu. Nerwowo pociągała za opuszki palców, a dłoń kilkakrotnie wędrowała w stronę brzucha, w ostateczności mijając go gdy przypominała sobie o tym by niczego nie zdradzić przed czasem. Milion razy zmieniała w głowie swoją przemowę, która zmusi go do podjęcia odpowiedzialnych kroków, aż wreszcie zupełnie zapomniała o czym ma mówić. Bała się, że źle ją zrozumie, że nie uwierzy, wyśmieje, że będzie musiała radzić sobie z tym wszystkim sama. Nie mogła wrócić do Londynu by tam nieustannie słuchać wywodów matki na temat jak bardzo spieprzyła sobie życie, jak bardzo ją zawiodła. Znajomi odwrócili się odkąd jej życie przestało kręcić się od jednej imprezy do drugiej, od piwa do butelki wódki wypitej przez trzy osoby. Jakby nie potrafili zrozumieć, że nagle musiała dorosnąć bo nie tylko ona się liczy, nie tylko jej potrzeby są ważne, że teraz musi dbać nie tylko o siebie. Z początku ich rozumiała, sama nie potrafiła przyzwyczaić się do tego jak będzie wyglądało jej życie, nie chciała tak nagle stać się odpowiedzialna, przestać się bawić.
Droga do jego mieszkania ciągnęła jej się w nieskończoność, jedna mała sekunda zdawała się być wiecznością, a myśli coraz bardziej ciążyły w głowie. Nogi drżały, gdy wysiadała z samochodu i niepewnie szła za nim do mieszkania, gdy przekraczała próg jego bezpiecznej przystani, którą dla niej do tej pory był rodzinny Londyn, a dziś i on wydawał się zupełnie obcy. Przygryza wewnętrzną stronę policzka, ciasno oplata się ramionami, wędruje wzrokiem wszędzie byleby z dala od niego. Nie jest już tak pewna siebie jak dawniej, może dlatego, że ciąży na niej zbyt wiele.
- Przez kilka miesięcy zastanawiałam się jak Ci o tym powiedzieć, albo czy w ogóle o czymkolwiek mówić. Wreszcie doszłam do wniosku, że tu nie chodzi o mnie, o moją urażoną dumę, bo zostawiłeś mnie bez słowa wyjaśnienia. Ja...Ja naprawdę nie wiem..- urywa, bierze głęboki oddech powietrza, wpatruje się w niego niepewnie.- Och, może po prostu, najprościej jak się da. Gratulacje, za dwa miesiące będziesz tatusiem.- wypaliła wreszcie najszybciej jak potrafiła, nie była pewna czy on zrozumie ten bełkot.
Josephine
Do Kopenhagi wróciła zaledwie pięć miesięcy temu. Nie wiedziała: ile razy chciała do niego zadzwonić, ile razy chciała napisać maila, ile razy napisała do niego list który wylądował w koszu. Nie wiedziała, ile razy chciała się od niego uwolnić i zapomnieć o tym, że kiedykolwiek gościł w jej życiu. Nie chodziło tu o brak miłości względem niego a o jej nadmiar. O to, że każdego dnia bała się, że to nie ona będzie tą, na którą patrzyłby z zachwytem. Bała się, że ją zostawi, bo dlaczego miałby chcieć z nią być? Nieraz rzuciła w niego talerzem, wyzwała od chama. Nieraz tłukła pięściami w jego klatkę piersiową, gdy coś jej nie wyszło, lub miała atak histerii. Zwyczajnie nie potrafiła mu zaufać, bo nie ufała samej sobie.
OdpowiedzUsuńWyjazd do Paryża był decyzją nieprzemyślaną, na tamtą chwilę słuszną i służącą ich dobru. Nie chciała go skrzywdzić, chciała dla niego jak najlepiej i chciała dać mu to, na co zasłużył. Na możliwość wyboru. Miłość nie wybiera, ale my możemy, prawda? Pragnęła, by wybrał kobietę, która uczyni go szczęśliwym, nawet bez miłości. Bolała ją myśl, że to inna kobieta będzie go budzić o poranku, że to innej kobiecie będzie kroił pomarańcze na ćwiartki i to dla innej kobiety będzie robił jajecznicę "na kaca". Jednak nie była aż tak dużą egoistką, by zatrzymać go dla siebie. By w końcu uczynić go nieszczęśliwym, ale kochającym człowiekiem.
Zobaczywszy go, miała ochotę zniknąć. Zlać się z tłem któregoś z obrazów i zamarznąć bez ruchu. Zamiast tego musiała mówić i to dużo. Do młodzieży, którą rozumiała bardziej od dorosłych, ale którą się brzydziła, bo była zbyt podobna do niej. Zagubiona, często niewidząca sensu własnej egzystencji. Może po to tyle się uczyli? Aby nie móc za dużo rozmyślać nad własnym jestestwem?
Na miłość boską! Byli dorośli! A Thea zachowywała się jak zwykła gówniara, która nie rozumiała, że jeżeli komuś nie zaufa to zgnije w samotności płacząc nad własną beznadziejnością. Głupia była do tego stopnia, że odtrąciła osobę, którą pokochała i którą, gdy tylko ją zobaczyła, byłaby zdolna całować po rękach błagając o drugą szansę. Ale ona tylko przełknęła ślinę i łamiącym się głosem opowiadała o obrazie wiszącym na ścianie, którego nawet nie rozumiała i nie lubiła. Mógł jednak uczyć w jakieś prywatnej szkole, gdzie panienki noszą buty warte jej trzy wypłaty i dla których kawałek płótna był jak ładny plakat- w dogodnej cenie.
-Teraz macie czas na siebie. Mam nadzieję, że zdołałam was zainteresować wystawą. Dziękuję- powiedziała z wymuszonym uśmiechem i zerknęła nerwowo w stronę Sebastiana.
Zmieniła się. Obcięła włosy i przestała je farbować. Jej strój też wyglądał zabawnie, jeżeli pamiętał, jak ubierała się zazwyczaj. Nie było tu luźnej sukienki, nie było wzorzystych spodni. Był szary sweter i ołówkowa, czarna spódnica. Były wysokie obcasy wyglądające nieco topornie na jej szczupłych nogach. Był smutny makijaż i smutne upięcie włosów w koka. I była ta twarz bez emocji, jakby zabrano jej wszystko co miała. Usiadła za swoim biurkiem i udając, że nie zwraca uwagi, że on wcale nie widzi jej ukradkowych spojrzeń, otworzyła pasjansa. Miał ją uratować. Od niego. Chociaż na chwilę.
Pewnie będzie oczekiwał wyjaśnień. A ona będzie musiała kłamać, mówiąc, że przestała go kochać i że miała dosyć okłamywania go. Miała jednak nadzieję, że tak jak ona- uda, że nigdy się nie znali.
[Mam nadzieję, ze może być ;) ]
Thea
[ Jak ja bym jakiś wątek chciała. W sumie są podobni- ona traktuje mężczyzn tak, jak on kobiety. To mógłby być jakiś punkt zaczepienie. :)]
OdpowiedzUsuńMaeva
[ To ja zacznę z pierwszą propozycją, ale za jakieś dwie godzinki bo teraz wpadła koleżanka. :)]
OdpowiedzUsuńMaeva
[Jasne. Tylko pozostaje pytanie, co by Tobie najbardziej odpowiadało. Bo jeśli ta jasnowłosa nie jest na blogu - można z Iny ją zrobić. A jeśli jest... No to czekam na inne pomysły. :P]
OdpowiedzUsuńIna
Wieczór, kiedy kocie ruchy pojawiają się w świetle reflektorów. Dwieście par oczu patrzy na scenę z taką ekstazą, jakiej nie są w stanie doświadczyć we własnych czterech ścianach. Tysiące marzeń, które wędrują po audytorium. Tysiące marzeń, których Ci ludzie nie będą mieli odwagi spełnić. Nigdy. I ona doskonale to wiedziała, kiedy wystarczył ruch jej bioder, by uwiodła główną postać. Uwiodła i zdeptała. Zniszczyła. Nic nowego, kolejny zwykły dzień. Bułka z masłem dla tej Pani.
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej na scenie nie była jedyną osobą na dnie. Jakie to pocieszające.
Pierwszy akt, drugi akt, przerwa. Trzeci akt, który publiczność nagrodziła brawami. Tak łaskawie. Gruby Pan w garniturze klaskał, bo wiedział, że to jego obowiązek względem kultury i społeczeństwa. Czterdziestoletnia matrona obok ukrywała łzy, cisnące się do oczu. Ona mogła grać, ale spotkała tego grubasa i skończyła na byciu jego ozdobnikiem. Tyle niespełnionych marzeń w jednym miejscu, a Maeva zeszła ze sceny szybciej niż reszta. Zresztą jak zwykle.
Już po drodze rozpięła niewygodny kostium i rozpuściła kasztanowe włosy, które swobodnie rozsypały się po jej plecach.
Wdech, wydech.
Teraz miała już spokój. Z dala od zgiełku i tych wszystkich par oczu, które lustrowały każdy centymetr jej ciała. Tylko ona, jej lustro i miękki szlafrok. Kostium opadł na ziemię, zostawiając jasną, niemal białą skórę w nikłym świetle lampki stojącej w rogu garderoby. Cielista bielizna ledwie się w tym promieniu odcinała.
A kiedy jakiś niemrawy cień zatańczył na podłodze, Maeva drgnęła, marszcząc ciemne brwi. Szlafrok dalej leżał miękko na krześle. Cień tańczył nerwowo.
- Coś ciekawego tu znalazłeś?- Spytała tylko nieznajomego, który wtargnął do jej malutkiej garderoby. Zdecydowany głos. Sprawiał nawet wrażenie zainteresowania, chociaż to tylko marna przykrywka.
Smukłe ciało ani drgnęło. Już dawno obcy był jej strach.
Maeva
Freja czuła się tego wieczoru niesamowicie zmęczona, ponieważ przez ostatnie dwa tygodnie musiała pracować po godzinach i naprawdę nie była w wesołym nastroju. Pragnęła jedynie pojechać do domu, wziąć długą kąpiel, wciągnąć na siebie najmniej seksowną piżamę z tych, jakie miała, i objadając się czekoladą, skulić się razem z kotem Lilo na kanapie przed telewizorem. Jednak nie było jej to dane, ponieważ na biurku w pokoju czekał stos uczelnianych materiałów do opanowania, a noc była krótka.
OdpowiedzUsuńNie zwracała najmniejszej uwagi na ludzi w lokalu; pracowała na autopilocie i mogła z ręką na sercu przysiąc, że było jej obojętne, kto zamawia piwo, i kto się na nią bezczelnie gapi dopóki ręce trzyma przy sobie, a język za zębami. Niejednokrotnie już się zdarzało, że padała ofiarą trywialnych zaczepek podejrzanych mężczyzn, najczęściej jednak wystarczyło krzywe spojrzenie kierownika zmiany, aby gość się zamknął.
Panna Larsen nie należała do tych pierwszych lepszych dziewczyn, które można sobie upatrzeć na przyszłą zdobycz; nie ją kręciły zabawy w łapać króliczka, i choć czasem rzeczywiście miała ochotę nawiązać niezobowiązującą znajomość( w szczególności od zerwania z Lucasem), to jednak dzielnie trzymała się własnych postanowień.
Kiedy w końcu z ulgą udała się do pomieszczenia dla personelu, ciesząc się, że na dziś to koniec roboty, nie przypuszczała, co zastanie w środku, a raczej - kogo. Swoją drogą, niezły żart, pijany facet oparty o ścianę mamroczący coś o odprowadzeniu do domu pod nosem. Skąd on się urwał? Z choinki? Zignorowała typa, bo wydał się niegroźny i ściągnąwszy firmowy fartuszek, narzuciła na siebie kurtkę, później ze schowka wyciągnęła resztę rzeczy, po czym to była nareszcie gotowa do wyjścia. Ostatni raz uraczyła tylko spojrzeniem intruza.
- Jak cię tu znajdzie ochrona, nie chciałabym być w Twojej skórze, Romeo - uśmiechnęła się kącikiem ust - Czas najwyższy stąd iść. Nikt na Ciebie nie czeka? Na przykład koledzy? A może to tylko część zakładu, co? Jaka stawka? - z tymi słowami ruszyła do drzwi, nie czekając na odpowiedź.
Freja
[Dobry wieczór.
OdpowiedzUsuńWidzę, że ty również jeszcze żyjesz, więc zaproponuję takie powiązanie: skoro Sebastian jest kobieciarzem i na ogół to on owija sobie kobiety wokół palca, mogłybyśmy zrobić odwrotną sytuację - z Saskią. Starsza, bardziej doświadczona, zawróciłaby chłopakowi w głowie i w pewien sposób go wykorzystywała; jako pocieszyciela po byłym narzeczonym i zabawkę na smutniejsze dni. Sebastian by się w ten romans niejako zaangażował, więc nie widziałby tego, co Saskia robi. Każdy nasz czyn prędzej czy później do nas wraca, niech chłopak ma za swoje :)]
Saskia Nørgaard