Joakim Mathiesen
27 lat
Podobno pisze sztuki teatralne, ale sam nie jest tego do końca pewien. Mieszka z siostrą, która jest jego bliźniaczką. Jest pedałem. Dwa lata temu chciał się zabić, ale coś nie wyszło, więc teraz wyniszcza się kroczek po kroczku. Miewa lepsze dni, naprawdę.
Boże, wybacz mi, bo zgrzeszyłem. W zeszłym tygodniu widziałem swoją siostrę nago, kiedy przez przypadek wszedłem jej do łazienki i nie czułem wstydu (łazienkę mamy wspólną już od ponad dwudziestu lat), a później dzieliłem z nią łożę (co jest naszą normą, żadne kazirodztwo, jesteśmy po prostu bliźniakami). Sprawiam problemy i dobijam ludzi. Życie to dar, ale jak chcesz, to mogę go zwrócić. Może udałoby Ci się je jakoś sensowniej spożytkować? Mam nadzieję, że odpuścisz mi też za gapienie się na tyłek sąsiada (sam powinieneś zerknąć, bo najpewniej masz taką możliwość), a także liczne fantazje, którymi się z wcześniej wspomnianą siostrą dzieliłem (nie pozostawała dłużna, uważa że tyłek sąsiada jest w porządku). Wybacz mi to, że nie cieszę się z życia i w ciągu ostatniego miesiąca zszywano mnie dwa razy. Przekraczanie prędkości samochodem, ogólna wszeteczność i umysłowy ekshibicjonizm niechaj również zostaną mi odpuszczone, bo naprawdę nie chcę smażyć się w piekle. Wolałbym znaleźć się w ciemnej, bezpiecznej próżni, jeśli można prosić. Czasami wpadam w stan upojenia alkoholowego, na to też mógłbyś przymknąć oko, podobnie jak na palenie (dwie paczki dziennie to wcale nie jest tak dużo jak uważa moja siostra). Jeśli brak poczucia humoru to grzech, to również proszę o wybaczenie.
Wiem, że lista moich przewinień jest całkiem spora i zagmatwana, ale jestem tylko człowiekiem,
Ach, przepraszam też, że jakoś nieszczególnie w Ciebie wierzę, bo nie jestem nawet katolikiem.
______________________________
Nie mam pojęcia kto jest na zdjęciu,
ale w tytule jest B. Schulz.
Siostra do przejęcia – ponownie...
Lubię wątki, szczególnie jak mam pomysł,
ale nie umiem zaczynać.
Siostra do przejęcia – ponownie...
Lubię wątki, szczególnie jak mam pomysł,
ale nie umiem zaczynać.

[Witam serdecznie :) Fajny Joakim, ładna karta, zdjęcie też niczego sobie. Razem z Freją zapraszamy do wątku, bez zbędnego przedłużania.]
OdpowiedzUsuńFreja
[ haha, ukochuje za kartę <3 i za niego <3 no i cześć :3]
OdpowiedzUsuńRosemarie
[Fantastyczna forma karty, podziwiam szczerze. Właściwie nie wiem jak można by połączyć grzesznika pisarza z grzesznicą inwestorką, ale jak będzie mi dane olśnienie to się zwrócę. A tymczasem, witam cieplutko!]
OdpowiedzUsuńSabine
[Bo nigdy nie miałam takiej postaci, ot. Dlatego eksperyment.
OdpowiedzUsuńBardzo ładna karta Ci wyszła, robimy jakiś wątek?]
Christian
[Pomysł mi się podoba, brzmi sensownie, aczkolwiek wątek zacznę trochę później, kiedy już ogarnę kilka spraw, jeśli nie masz nic przeciwko :)]
OdpowiedzUsuńFreja
[Mam pomysł. Ale nie wiem, czy przypadnie ci do gustu. Joakim - cudowny jest, cudowne imię i w ogóle - poznał Iris na jakimś forum internetowym, może nawet z trzy lata temu. Potem wymienili się mailami, potem nawet facebookiem, potem zaczęli rozmawiać na Skypie i można by rzecz, że zrodziła się między nimi jakaś tam więź. Potem biedna Iris trochę przeżywała odejście narzeczonego, ale szybko jej przeszło. I np. też Iris mogła z nim rozmawiać po nieudanej próbie samobójczej, wiesz tak jakoś go nienachalnie wspierać. No i pewnego dnia Joakim zauważyłby w Kopenhadze kogoś, kto przypominałby mu byłego narzeczonego Iris - widział zdjęcia i w ogóle. Napisał o tym dziewczynie albo powiedział, zależy w jakiej formie się kontaktują. I pewnego dnia otrzymuje smsa o tym, że Sorensen przybyła do Kopenhagi dwa dni temu i własnie się zgubiła, i nie wie, jak trafić do motelu. Czy coś. :) Pasuje?]
OdpowiedzUsuńIris S.
[Niestety nie wyłudzisz, bo teraz idę sprzątać. Czekam na rozpoczęcie! :)
OdpowiedzUsuńWiadomo, karta kiepska, to gif ratuje sytuację. Dziękuję! :D]
Iris
[Nie będę orginalna, ale musze powiedzieć, że świetna karta :). Dziękuje. Chęć na wątek jest?]
OdpowiedzUsuńFinn
[Jest orginalna i świetnie napisana to się nie dziw, że się zachwycają :3. To może chodzili razem do szkoły średniej i się nawet lubili. Po szkole mogą utrzymywać kontakt i właśnie J. mógłby raz na jakiś czas wpadać do jego pizzeri i próbować jakoś do niego dotrzeć. Eh nie wiem, pasuje? ]
OdpowiedzUsuńFinn
[A mogłayś/mógłbyś ty? Siedze i siedze i sensownego początku wymyślić nie mogę]
OdpowiedzUsuńFinn
[I kto powiedział, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną nie może istnieć? <3 Ta dwójka będzie idealnym przykładem na to, że jednak może, prawda? :D]
OdpowiedzUsuńVillemo
[W sumie nie zauważyłam tego braku (aż się go naszukałam nawet, bo mi nie pasowało gdzie mogłam dać tą gafę), więc dziękuję ;>]
OdpowiedzUsuńAina
[Dobrze jest. przepraszam za długość i jakość poprzedni odpis mi się skasował, a szlag mnie trafia jak mam coś pisać dwa razy to samo]
OdpowiedzUsuńOn za to, mógłby spokojnie pobić rekord w użalaniu się nad sobą. Nie chodziło to o typowe "omg moje życie nie ma sensu, omg omg co mam robić, omg nikt mnie nie kocha", tu chodziło o...sam nie wiedział jak to ubrać w słowa. Często myślał, że jakby był kimś innym, to byłoby lepiej. Że zamiast godzinami niepotrzebnie siedząc w pracy, nic nie robiąc, by zaraz po wyznaczonej godzinie gnał na złamanie karku do domu do osoby której potrzebował. Ale tak nie było, głównie z jego winy (no właśnie on przynajmniej umiał to przed sobą przyznać, a nie marudzić, że nikt go nie chce bo tak). Trzeba było z tym żyć i tyle. Może będzie kiedyś lepiej, może pozna tą jedyną, może założy rodzinę. A może i nie.
Najchętniej by spędził noc w tej ciasnej klitce, zwinięty na fotelu, otoczony segregatorami i ulotkami informacyjnymi. Tu przynajmniej mógł w spokoju pomyśleć, bez niepotrzebnego przeczucia, że wie co robią w danej chwili wszyscy jego sąsiedzi. Ale nie mógł. Musiał się zwlec, pożegnać się z Else, która obiecała zamknąć i iść do mieszkania. Przymknął na chwilę oczy opierając głowę o oparcie fotela. Tak. Gdyby był inny wszystko byłoby lepiej.
Słysząc krzyk Else w którym mimowolnie odszukał matczyny ton, który mówił, że miał się stawić już teraz i natychmiast, mimowolnie na jego twarzy pojawił się uśmiech. Spodziewał się niemal każdego. Niektórzy przychodzili tu by się pochwalić zdjęciem nowonarodzonego dziecka, albo bo przechodzili obok. Zawsze wpadali, ale prawie nigdy nikt z jego znajomych nie zostawał tu na dłużej. W końcu obowiązki wzywają.
Widząc Joakima znowu się uśmiechnął. Tak po prostu, dla zrobienia czegokolwiek. Chociaż w sumie uśmiech do niego, do tej sytuacji nie pasował.
-Cześć-poprawił opadający na twarz kosmyk włosów, powoli podchodząc do chłopaka. Właściwie to on jak i większość rzadko tu bywał. A jak już był to prawie zawsze było tak samo. Picie. Procenty, poranne bóle głowy i dłuższy od jakiegoś czasu pobyt w domu. Ale Finn to lubił. Po alkoholu wszystko było inaczej.-Chcesz coś zjeść, czy coś?
Finn
Freja należała do osób, które kończą zajęcia o piątej popołudniu, zabierają wszystkie swoje rzeczy, uprzątają biurko i pędzą minutę po piątej do samochodu, bez względu na to, czy jej wykładowcom się to podoba, czy też nie. Nigdy nie mieszała życia prywatnego z nauką, nigdy nie zadręczała się myślami, jaką przyszłość ma po tych studiach, prawdę powiedziawszy, nie dbała o to, i tak często dzwoniła w poniedziałkowe poranki, usprawiedliwiając się, że jest chora, jak to tylko możliwe, nie narażając się na ryzyko wyrzucenia z uczelni. Ale nie oszukujmy się, nie zawsze wszystko tak wyglądało. Przynajmniej do czasu, kiedy jej były facet, narzeczony z bożej łaski nie ujawnił się ze swoimi niecnymi zdradami, funkcjonowała jak w miarę przyzwoita studentka, tylko z lekkim defektem mózgu. Teraz coraz bardziej zaczynała mieć różne sprawy w głębokim poważaniu, bo i co? Nie wolno? Jedynym jej ratunkiem zawsze okazywała się Rakel, jakby instynktownie wyczuwająca kwaśny nastrój koleżanki, dzwoniła i proponowała zrobienie czegoś szalonego.
OdpowiedzUsuń- JEST PIĄTEK! - wrzeszczała - JEST WEEKEND! Kiedy ostatni raz gdzieś wyszłaś? Zostaw naukę i spróbuj się wyluzować. Przestań zachowywać się jak jakaś BABCIA!
Freja nie umiała odmówić komuś, kto miał zazwyczaj racje. Chcąc czy nie chcąc zaraz po zajęciach umówiła się z Rakel w mieszkaniu jej i jej brata. Nie przewidziała tylko jednego: że dziewczyny jeszcze w nim nie będzie i zamiast niej stanie w oko w oko z młodym mężczyzną znanym tylko z przelotnych spotkań.
- A więc? Ile mam czekać? - spytała uprzejmie, trochę zmęczona, przestępując przez próg domu - Rakel nic nie mówiła o spóźnieniu. Niech sobie nie myśli, że jej puszczę to płazem - uśmiechnęła się do męskiej kopii koleżanki.
Freja
[Ostatnio słucham samych smętów, to i smęty wychodzą. ;_;
OdpowiedzUsuńA skąd Joakim się z Iris zna? Bo generalnie to Christian jak na razie przed nią ucieka, więc nie wiem, jak mam to widzieć. XD]
Christian
[A dziękuję bardzo. U Ciebie natomiast ciekawa forma karty i dobrze napisana, ceni się.]
OdpowiedzUsuńThomas
Nie może spać. Noc go męczy, świat go męczy, życie go męczy i myśli o tym wszystkim, siedząc na dywanie i obserwując stół. Nie ma w nim nic interesującego, poza rysą pozostawiona przed laty oraz tysiącem wspomnień wciąganych stąd narkotyków. Bardzo chce zamknąć oczy i po prostu wynieść się z ciała na kilka godzin, odpocząć. Potrzebuje chwili spokoju. Przytłacza go własny umysł, uciemiężony i ciężki, dawno już przegrany. Zamiast spania dostaje mdłości. Zwraca wszystko, co zjadł w ciągu całego dnia. Jest tego niewiele, więc organizm uzupełnia to kawałkami żołądka, żółcią, krwią, paskudztwem, którego Viktor nie spodziewa się nawet w sobie posiadać. A jednak jest tym wszystkim, co z siebie wypluwa i ta świadomość tak cholernie boli, że nie może oderwać rozgrzanego policzka od sedesu. Tkwi tak przez kilka godzin, obolały, zmęczony, głodny. Podnosi się nad ranem i choć umysł wciąż się buntuje, ciało nie wytrzymuje warunków w jakich jest trzymane. Kładzie się na kanapie w niewielkim salonie, bo jest pewien, że gdyby tylko spróbował dojść do sypialni, upadłby gdzieś w połowie drogi i już się nie podniósł. Zasypia od razu. Nie jest to sen lekki ani spokojny, nie daje odpoczynku ani ukojenia. Ten sen jest koniecznością narzuconą przez prosty fakt bycia człowiekiem, udręczony przez lęk i złość, staje się męczącym obowiązkiem. Lundgren rzuca się i szarpie, marszczy brwi i zaciska dłonie w pięści, przeżywa te conocne (codzienne?) katorgi, które porównywalne są swoim okropieństwem do chwil trzeźwości. Budzi się nagle. Otwiera szeroko oczy i oddycha ciężko. Coś jest nie tak. Przez chwilę nie potrafi wskazać nieprawidłowości, ale w końcu dociera do niego, że to ten zapach jest mu tak obcy, a jednocześnie bardzo bliski. Odwraca się na bok i widzi męską sylwetkę. Spina się cały w przerażeniu, bo jakim prawem ktoś postanawia wtargnąć do jego mieszkania, jakim prawem tu jest? Nie może wykluczyć, że go wpuścił. Nie pamięta tego, ale to nie byłby pierwszy raz, kiedy nie wie, co się z nim działo. Strach wcale nie mija, wręcz przeciwnie, pogłębia się. Trwa to dopóki mężczyzna się nie odwraca. Widząc jego twarz, Viktor się uspokaja, jego serce przestaje bić jak szalone, dłonie się nie trzęsą. Siada, choć nie bez problemu.
OdpowiedzUsuń- Co Ty tutaj robisz? – pyta. Głos ma słaby, zachrypnięty, przepełniony zmęczeniem, wyżarty przez wymioty i krótki, niespokojny sen. To pytanie wydaje się odpowiednie, bo jeżeli się nie myli, stoi przed nim brat jego byłej partnerki, tej samej, która nie daje mu umrzeć, która bardzo się troszczy, by żył, nawet jeśli oznacza to szaleństwo na pełen etat. Sam nie wie czy ją nienawidzi, czy też podziwia, że wciąż stoi u jego boku jak przed laty. Tego się nie da wytłumaczyć w żaden sposób, tak samo zresztą jak obecności Joakima i tego zapachu.
/Viktor
[Dzień dobry
OdpowiedzUsuńJeżeli koleżanka przede mną nie wyrazi chęci na prowadzenie Rakel- ja ją wyrażam. Prosiłabym o kontakt na meil- oxyester@gmail.com
Pozdrawiam,
Agnus. ]
[ Ojej, to się komuś podoba <3
OdpowiedzUsuńTak, wesoły. Hm. Chwilowo. No ale, moje koncepcje powinny pozostać koncepcjami, tak na razie.
Jakiś wątek czy coś by się przydało, prawda? ]
Morten
[ Cóż, "żul" to jedna z możliwych interpretacji wyglądu zarośniętego człowieka z dredami i w dziwnych ciuchach. Ale stwierdzenie na wstępie "ćpun" jest gorsze.
OdpowiedzUsuńMniejsza z tym; co do wątku, cóż Morten teoretycznie miał być człowiekiem, któremu się zdarza wstawione osoby do hotelu odholować albo zaczepiać przypadkowe smutne osoby i pytać, czemu są smutne. Z Mortena miała być taka trochę siostra miłosierdzia. ]
[Dziękuję bardzo, przyznam szczerze, że imię zapożyczone z Wiedźmina, ale mam nadzieję, że się pan Sapkowski na mnie nie obrazi.
OdpowiedzUsuńKartę Joakima przeczytałam na długo przed dołączeniem na bloga i bardzo mi się spodobała - nie będę ukrywać, że bardzo lubię gejów. W sumie rozmawia się z nimi lepiej, niż z dziewczynami i bardzo chętnie zrobiłabym z naszych postaci przyjaciół od wspólnego picia, rozmów o wszystkim i o niczym, narzekania na ten dziwny świat. Saskia mogłaby Joakimowi próbować pomóc, skoro jest psychiatrą, choć wątpię, by nawet jej się to udało. Niedoszli samobójcy są bardzo smutni i trudno do nich dotrzeć, ale mam nadzieję, że może chociaż dasz jej spróbować. Jeśli takie powiązanie ci nie odpowiada to mów, pomyślimy wspólnie nad czymś innym.]
Saskia Nørgaard
~ Salem
OdpowiedzUsuń[Piegi są cudowne, racja, ale Twoja karta bije moje zdjęcie na głowę :D]
[Zwiała, bo ja początkowo zwiałam, ale wróciłam, bo fałszywy alarm był. ;-; Coś się wymyśli, tylko niech mi się mózg włączy.]
OdpowiedzUsuńChristian
[Stwierdziłem, że w takim układzie będzie wyglądało to najlepiej, więc cieszę się, że nie tylko ja uważam, że to niezła kompozycja.
OdpowiedzUsuńCześć, dzięki.]
Odpowiedź nie jest satysfakcjonująca, choćby dlatego, że nawet gdyby to Rakel pojawiła się w jego mieszkaniu znienacka, zapytałby o to samo. Nie rozumie tej zażyłości, która istnieje między nim, a tą kobietą, a raczej – nie rozumie zażyłości, która istnieje między tą kobietą a nim. Dawno minęły czasy, kiedy to łączyła ich romantyczna więź czy chociażby seks. Teraz pozostaje ta dziwna relacja, całkowicie poza kontrolą, opierająca się na przesadzonej, generalnie niechcianej trosce. Viktor jest niemal pewien, że bez niej zginąłby już dawno z głodu, spaliłby się w mieszkaniu, zapominając o zgaszeniu papierosa, utopił się albo zalęgł w brudzie. I wszystko to byłoby w porządku, skoro kończyłoby się śmiercią. Nie jest pewien, co do niej czuje, ale z pewnością bliżej mu do niechęci i nienawiści niż jakiegokolwiek ciepłego uczucia. Teoretycznie, wzbudza w nim ciepło i sprawia, że stara się bardziej niż zwykle. Praktycznie jednak, pokazuje mu jak nisko upadł, przypomina samym istnieniem jak wielką jest teraz porażką i o ile łatwiej byłoby to zostawić, rzucić w cholerę.
OdpowiedzUsuń- Postanowiłeś zgodzić się z dobroci serca? – pyta, wbijając wzrok w sylwetkę mężczyzny.
Przeciera twarz obiema dłońmi, mając wrażenie że ściąga ją z siebie, gdy tylko układa ręce na swoich kolanach. Wie, że jest odsłonięty, odkryty przed każdym i jest prawie pewny, że pod opuszkami palców ma na to namacalny dowód. Tyle, że nic pod nimi nie ma, a spoglądając w bok, napotyka wzrokiem lustro i nie ma jak zaprzeczyć, że jego oczy, nos, skóra, wszystko znajduje się na miejscu. To jakiś absurd, istnieć i jednocześnie być pozbawionym człowieczeństwa, do tego stopnia, by samemu sobie odbierać godność, imię, tę twarz właśnie.
Spogląda na talerz i choć wie, że musi wlać w siebie tę zupę, nie rwie się do tego. Nie ze względu na wątpliwe umiejętności kucharskie (Rakel w końcu zawsze potrafiła przyrządzić mu coś smacznego), ale brak apetytu i mdłości towarzyszące mu od lat, gdy tylko na stole pojawiało się pożywienie. Prostuje się, wsuwając głębiej w kanapę, chcąc się w niej zakopać, wsunąć do środka, zniknąć pod poduszkami.
- Twoja siostra uważa mnie za niezdolnego do samodzielnego umycia naczyń? – Unosi brwi i choć nie jest rozbawiony, unosi kącik ust w zmęczonym uśmiechu. Chce się go stąd pozbyć i to jak najszybciej, nie może się skupić widząc obok siebie tego młodego mężczyznę. Kiedy tak myśli o swoich słowach, w głowie rodzi mu się refleksja, jako że może rzeczywiście nie należy już do ludzi, którzy to zajmują się naczyniami. To jest przykre i w jakiś sposób dotyka go do głębi, bo chciałby być prosty, łatwy, udostępnić samego siebie dla ścierki, gąbki, płynu. Chce szorować te cholerne kubki i miski, wiedząc że nie może. Nie może, bo mu nic nie wolno, wszystko kusi, wszystko może spowodować jego koniec. Bycie wrakiem wychodzi mu idealnie.
Widzi, że ten go obserwuje i sam nie wie jak się z tym faktem czuje. Nie przeszkadza mu to, bo nie jest nieprzyjemne, jednak nie wzbudza też pozytywnych emocji, bo ludzie zazwyczaj wpatrują się w niego z dwóch powodów: odnajdują w nim bohatera wierszy bądź też odgórnie zakładają, że jest szaleńcem. Obie te opcje są prawdziwe i chyba to jest właśnie tym negatywnym aspektem. Spojrzenie Joakima nie mówi mu wiele, ale wydaje się różnić od innych na tyle, że Viktor podejrzewa iż ten nie ma go za wariata. A nawet jeśli, nie traktuje jego wariactwa jako głównej miary.
- Jeszcze żyję – odpowiada, darując sobie dopowiedzenie niestety. Melodramatyzm w takich chwilach to przesada, szczególnie że wystarczającą ofiarę robi z siebie tylko będąc. Joakim nie musi wiedzieć nic więcej, dla jego dobra nawet nie powinien. – Ty, jak widzę, też.
/Viktor
[Jak ją popsuję, to już nie będzie serduszka. ;_;]
OdpowiedzUsuńRakel
[A dlaczego by nie połączyć obu tych pomysłów? Najpierw stalkuje go w łazience, a później namawia na zakupy.
OdpowiedzUsuńEch, no zaczynanie wychodzi mi średnio, ale skoro mam się wczuć...]
[No dobrze, daj mi dłuższą chwilkę, bo jeszcze muszę jedną rzecz zrobić. <3]
OdpowiedzUsuń[ A dałoby się, pewnie, że by sie dało. Ja jak zobaczyłam zdjęcie to też zakrzyknęłam CYCKI. Czyli chyba działa tak jak mialo. :D]
OdpowiedzUsuńMaeva
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Viktor nie zwróciłby uwagi na to, że Joakim przyszedł tutaj ze względu na łaskę i litość. Inni uważali to za pewnego rodzaju hańbę bądź też oznakę pogardy, ale w jego oczach przestało mieć to jakiekolwiek znaczenie. Koniec końców jest przecież tylko i wyłącznie szaleńcem. Czy to ważne, że okazuje mu się litość? Czy zmienia to kim jest? Wciąż pozostaje Viktorem Lundgrenem, nienormalnym, zwariowanym, chorym narkomanem. Tutaj jest mnóstwo miejsca na łaskę. Tutaj jest ona więc rozumiana.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, to zrozumiałe – odpowiada, przytakując przy tym. Ogarniają go wyrzuty sumienia, bo przysparzanie Rakel zmartwień to zdecydowanie jego działka. Nigdy nie chciał jej skrzywdzić, nie miał zamiaru wtargnąć do jej życia, zamieszać i odejść. Wszystko, co zdarzyło się pomiędzy nim, a siostrą Joakima jest historią skomplikowaną i on sam nie do końca ją rozumie. Fakty mówią jednak same za siebie, nieważne ile czasu nie są już razem, wciąż pozostaje dla niej ciężarem. Mijają lata, a ona potrafi wpaść tutaj w środku nocy i przesiedzieć przy nim długie godziny, byleby tylko nie stoczył się niżej niż do tej pory. Nikt nigdy nie był dla niego tak dobry jak ta kobieta, a świadomość, że nie jest w stanie w żaden sposób się odwdzięczyć wcale nie pomaga. Gdyby mógł od czasu do czasu podnieść się z tej kanapy, wyjść z mieszkania, kupić kwiaty i powiedzieć jedno słowo dziękuję, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Tyle, że nie może. I nie dlatego, że ograniczają go te cztery ściany. Ogranicza go własny umysł, bo nie jest w stanie przekroczyć progu i nie spaść na samo dno. Uwięziony przez samego siebie nie daje sobie możliwości na wydobrzenie, zupełnie jakby był skazany na porażkę. I może jest. Z tym się pogodził, z ciągłym krzywdzeniem Rakel już nie.
- Zawsze miałem wrażenie, że jestem trochę bardziej kreatywny – mówi powoli, choć rzeczywiście analizuje pomysł wbicia w siebie kuchennego noża. Nie dlatego, że rozważa taką opcję. Chodzi raczej o przyjemność, którą sprawia ta wizja. To nieprzyzwoite i nienormalne, a jednocześnie dające nieopisaną rozkosz. W głowie umarł już tysiące razy i za każdym jest równie idealnie, bez względu na to czy w grę wchodzi nóż kuchenny, wykałaczka czy trutka dla szczurów.
Spogląda wprost na Joakima i próbuje rozgryźć o czym ten myśli, ale nie jest w stanie. Poddaje się, gdy ten ponownie się odzywa. Skupia się na tych słowach, bo są lekkie i nie wymagają od niego myślenia. Wszystko co nie wymaga myślenia jest dobre. Życie nie. Przesuwa wzrok z mężczyzny na zupę i z powrotem, by w końcu wbić go w rakelowe pożywienie. Wzdycha ciężko, prawie jakby ktoś chciał mu wepchnąć do gardła żywe ślimaki, po czym łapie za łyżkę i zaczyna jeść. Idzie mu opornie, bo każda kolejna sekunda to skręt żołądka.
- Nie zjem wszystkiego sam – uprzedza go, nie podnosząc wzroku. – Weź trochę – dodaje nieco błagalnie.
/Viktor
[Długo to trwało, ale jakoś poszło. Mam nadzieję, że jest w porządku. ;_;]
OdpowiedzUsuńDo głowy czasem przychodziło jej takie pytanie, czy opieka nad niemowlakiem nie byłaby łatwiejsza - w końcu takie maluchy tylko leżą, jedzą, robią w pieluchę i płaczą, w dowolnej kolejności. Chyba nawet nie myślą jako tako... Przynajmniej nie w sposób mogący skłaniać je do autodestrukcji.
Nie miała mu za złe, że nie może się wyspać w weekendy, bo jego pobudka zmusza ją do otworzenia oczu i pilnowania go od rana; że każe mu wysyłać esemesy co pół godziny, gdy wreszcie odważy się wyjść z kimś na miasto, a jego zostawi samego w domu. Nie nienawidziła go. Gdyby tak było, toby nie robiła tych wszystkich rzeczy, tylko dawno wyjechała z tego miasta. Czuła się trochę tak, jakby samo bycie rodzeństwem do czegoś zobowiązywało, więc jako bliźnięta tym bardziej powinni o siebie dbać.
Plan na sobotę układała sobie jeszcze w pracy, choć teoretycznie piątki należały do najbardziej ruchliwych dni tygodnia i co chwila musiała podnosić się znad notatnika, by obsłużyć klienta. Większość prosiła tylko o bilety, ewentualnie jakieś przekąski lub dopytywali o drogę, ale trafiło się kilku takich, którzy traktowali kiosk jak wystawę - wchodzili, rozglądali się i wychodzili bez słowa. To było naprawdę dziwne, więc powiadomiła właściciela, że być może ktoś planuje napad. Miała nadzieję, że tylko panikuje, ale naprawdę nie miała zamiaru dodatkowo się stresować z powodu rabusiów.
Podczas tych krótkich przerw, kiedy nie było w środku nikogo, robiła długą listę zakupów i rzeczy, które musi załatwić w ten weekend. Zastanawiała się nad odkurzeniem każdego kąta mieszkania, bo takie pobieżne sprzątanie na dłuższą metę w ogóle się nie opłacało, szczególnie przed Bożym Narodzeniem. Joakim mógł sobie wyśmiewać katolików, ona sama czasem załamywała się nad logiką Kościoła, ale Gwiazdkę traktowała raczej jako tradycję, niźli święto narodzin Chrystusa. Ot, nieco droższy obiad, podarowanie bratu drobiazgu i oglądanie po raz enty tej samej ramówki. Tak czy siak, nie chciała zostawiać porządków na ostatnią chwilę, braciszek jej, oczywiście, pomoże.
Sobota okazała się dniem dość słonecznym, ale zimnym. Nie były to mrozy z popisowego repertuaru duńskiej pogody, ale wyściubienie nosa za drzwi nagle stało się ostatnim, czego Rakel chciała. Wolałaby przeleżeć oba wolne dni pod kocem, oglądać seriale i co chwilę zerkać na Joakima. Pewnie kazałaby mu usiąść obok i zamęczała chłopinę maratonem któregoś sequela. Lecz wizja brudu czekającego ją na tydzień przed świętami wręcz wykopała kobietę z łóżka.
- Pojedziemy do sklepu, lodówka jest już niemalże pusta i wypadałoby rozejrzeć się, co trzeba kupić na święta - burknęła zaspanym głosem, jednocześnie czesząc włosy i uważnie obserwując, czy brzytwa jeżdżąca po skórze brata zbytnio nie łobuzuje. Kiedyś nawet zastanawiała się nad wydepilowaniem mu brody. Poważnie. Później jednak uznała, że ból związany z woskowaniem mógłby zacząć sprawiać Joakimowi przyjemność i osiągnęłaby efekt odwrotny od zamierzonego.
Chociaż nie, bo to brzmi tak, jakby chciała zadać mu ból.
Rakel
[O w mordę, dziękuję!]
OdpowiedzUsuń[ Och, są! Pewnie, że są, chociaż muszę przyznać, że chyba pod moją takie pustki, bo mało osób darzy sympatią tu na blogach takie wesołe charaktery(przynajmniej u facetów). Cóż, nie sądzę, że to wina samej karty, bo ta należy raczej do całkiem udanych.
OdpowiedzUsuńTak, czy siak spytam wprost; masz może jakiś pomysł na wątek? Ja o tej godzinie nie myślę i właściwie to zaraz idę spać, a ta dwójka jest całkowitym przeciwieństwem, więc mi pewnie trochę zajmie, zanim "wyduszę" coś znośnego i logicznego.
Dzięki w ogóle za odzew. Cisza pod moją kartą nieco mnie przeraziła, przyznam szczerze! ]
Finn Nesbitt
[hej, cudna karta i zdjecie, musze rzec z poczatku <3 bardzo chcialabym watka, ale jestem o niebo lepsza w zaczynaniu niz pomyslach, a tutaj oprocz oczywistego powiazania poprzez teatr nic nie przychodzi mi do glowy... Masz moze jakis pomysl i chec na watek, tak w ogole? :D]
OdpowiedzUsuńOvia.
[To się cieszę bardzo, podoba mi się to, że Tobie się podoba!
OdpowiedzUsuńDobry wieczór. ;)]
Tobias
I/II
OdpowiedzUsuńŻycie wcale nie było do dupy, to Saskia nie potrafiła żyć. Każdy dzień był tak samo nudny i monotonny, jak poprzednie - jedynie medycyna nadawała jej światu odrobiny kolorów, dzięki którym to wszystko nie wyglądało aż tak fatalnie. Odczuwała przyjemność w pomaganiu pacjentom, diagnozowaniu ich chorób, a potem leczeniu; miała wrażenie, że robi coś dobrego i kiedyś zostanie to wynagrodzone. Nie chodziło rzecz jasna o pieniądze, ale o zwykły ludzki szacunek i wdzięczność, by choć na chwilę mogła poczuć się potrzebna, dla kogoś ważna. Pacjenci patrzyli na nią, jakby była dla nich jedynym ratunkiem i to jej w pewien chory sposób odpowiadało, a nawet sprawiało, że chciała rano wstać, walczyć, pomagać, by pod koniec dyżuru opaść zmęczona na kanapę. Skoro nie miała nikogo bliskiego, kim można by się zaopiekować, opiekowała się tymi ludźmi, którzy jej potrzebowali, bo nie zostało im nic innego. Szpital powoli stawał się jedynym domem, a Saskia nie zdawała sobie sprawy, że sama uniemożliwia sobie szczęśliwe życie przy boku jakiegokolwiek mężczyzny. Zamykała się w swojej skorupie, nie dopuszczając nikogo, kto chciał jej pomóc - w końcu to nie ona potrzebowała pomocy, a pacjenci na oddziale, w którym pracowała. Udawała więc, że nie ma problemu, a wszelkie kłopoty zamiatała pod przysłowiowy dywan, co tylko pogarszało sytuację; złe wydarzenia się kumulowały, a Saskia po pewnym czasie musiała to jakoś odreagować.
Wybrała banalną, starą jak świat ucieczkę w alkohol. Nigdy nie paliła, bo nienawidziła zapachu dymu papierosowego, ale alkohol wydawał się dobrą opcją. Pozwalał na kilka godzin zapomnieć o całym świecie, fizyczne dolegliwości przechodziły, jak ręką odjął, by rano powrócić ze zdwojoną siłą - kacem. Ale gdy piła, nie zastanawiała się nad konsekwencjami i nad tym, co powiedzieliby rodzice, dziadkowie, kuzynka czy chociażby pacjenci; wtedy zupełnie się nie liczyli. Rzadko robiła coś tylko dla siebie, nigdy nie użalała się nad swoim żałosnym losem starej panny ani nad tym, że porzucił ją narzeczony. Tylko te parę godzin, gdy piła, poświęcała na lądowanie na samym dnie, gdzie zawsze było jej miejsce, tylko że wcześniej po prostu tego nie wiedziała. Saskia wiedziała, że podobno istnieją ludzie, którzy po porażkach otrząsają się i idą dalej, silniejsi o tamte wydarzenia, ale ona do nich nie należała. Tragedie dobijały ją, przygwożdżały do ziemi, nie dając się podnieść. Sprawiały, że nie miała siły na normalne życie, ponieważ nie potrafiła udawać, że nic się nie stało. Przeszłość miała ogromny wpływ na teraźniejszość. Problem Saskii polegał na tym, że nie umiała uczyć się na błędach, zapominać o przeszłości i żyć tym, co było dzisiaj. Ciągle wracała do chwil wstecz, gdy wiodła szczęśliwe życie u boku Thomasa z optymistyczną wizją na przyszłość - on i ona, dwójka lekarzy z marzeniami, trójka dzieci, kot i ogród wokół domu, w którym mogłaby pielęgnować kwiaty, a potem leżeć w nocy na trawie, patrząc w gwiazdy. Ale to było kiedyś. Teraz Saskia nie miała już marzeń. Wiedziała, że i tak się nie spełnią.
II/II
UsuńNie mogła powiedzieć, że nie ma bliskich znajomych, bo byłoby to najzwyklejsze kłamstwo. Przede wszystkim posiadała kuzynkę Malin, z którą często umawiała się na drinka, o ile nie miała w tym dniu urwania głowy w szpitalu. Ale był też Joakim - młody mężczyzna z depresją, o którym wiedziała, że próbował popełnić samobójstwo. Poznali się dwa lata temu na jednym ze spektakli w kopenhaskim teatrze, gdzie wystawiana była sztuka napisana przez Joakima. Zachwycona Saskia musiała przekazać autorowi scenariusza swoje wrażenia, a tak się złożyło, że mężczyzna zaprosił ją na kawę do siebie do mieszkania i od tamtej pory na taką kawę umawiali się dość często. Rozmawiali o wszystkim, ale też o niczym; pili wino, oglądali tanie romansidła, przy których Saskia okropnie się rozklejała i gadała od rzeczy. Przeklinali razem ten popieprzony świat, a potem wychodzili na dwór, by popatrzeć w gwiazdy. Oboje mieli w sobie coś z szaleńców.
Tego wieczoru rudowłosa stała na progu znajomego z butelką czerwonego wina i koszykiem pełnym smakołyków, które sama przyrządziła (chociaż nie umiała gotować to sałatka warzywna nie była niczym szczególnie trudnym). Zapukała trzy razy, czekając aż otworzy, a nie doczekawszy się odzewu, po prostu otworzyła drzwi. Zaskoczona przekroczyła próg, wołając od progu:
- Joakim, ja rozumiem, że jesteś bardzo gościnnym facetem, ale mógłbyś choć raz pamiętać o zamknięciu drzwi na klucz! W końcu ktoś cię kiedyś porwie lub okradnie, a nie wiem, co gorsze!
[Bardzo przepraszam, że tyle to trwało. Wena i czas to kapryśne przyjaciółki :)]
Saskia Nørgaard
Viktor swoją wypowiedzią z pewnością nie chciał wnikać w to czy sposób śmierci jest powiązany z kreatywnością. Ważniejsza była zmiana tematu, palnięcie pierwszej głupoty, która przyjdzie mu do głowy, byleby tylko odciągnąć od siebie uwagę. Zbyt długie skupianie się na tej zepsutej głowie, zepsutym umyśle nie jest dobrą opcją, szczególnie, gdy w pokoju siedzi dwóch samobójców. To szalone, wpuszczać ich w to samo miejsce i oczekiwać, że nie zaczną rozmawiać o śmierci. W ich przypadków była ona jedynym wspólnym tematem oprócz Rakel. O niej, dla przykładu, Viktor nie jest w stanie mówić, bo rodzą się w nim wyrzuty sumienia tak wielkie, że ma ochotę sięgnąć po pierwszą lepszą używkę i zajebać się, szybko, teraz, byleby tylko nie przysporzyć tej kobiecie kolejnych zmartwień (nawet jeśli jego śmierć byłaby takowym, to przynajmniej miałby pewność, że ostatnim).
OdpowiedzUsuń- Rozumiem – przytakuje, bo nie wie czy pozostaje mu do zrobienia cokolwiek innego. Ma problem ze spoglądaniem na Rakel, natomiast patrzenie na jej brata, nie sprawia mu żadnych trudności. Mało tego, jest przyjemne. Jako że w jego życiu tak rzadko zjawia się coś, co może nazwać przyjemnym, czuje się dziwnie. Nie chce jednak usuwać tej dziwności. Jest przyjemnie. Jest przyjemnie. Jest przyjemnie. On jest przyjemny. I Viktor może na niego patrzeć. Jest dobrze. Przez krótką chwilę tylko to go wypełnia, tylko temu się oddaje, ma siebie i ma piękne oczy tego mężczyzny i nic więcej się nie liczy.
- Wiem, że robię wrażenie kompletnego idioty, ale to chyba lekka przesada – wypomina mu uwagę na temat noża i Rakel, czując się paskudnie, że coś takiego mogło w ogóle przyjść Joakimowi do głowy. Oczywiście, zasłużył na brak zaufania i wszelkie oskarżenia, ale samoświadomość, że dopuścił się tak okropnych czynów, iż teraz mają go za desperata, który korzysta z okazji (nawet jeśli ta okazja zdarza się przy jedynej osobie, która kiedykolwiek się o niego troszczyła), sprawia, że rzeczywiście trudno mu zebrać się w sobie.
Kuli się w sobie z poczucia winy i trze nerwowo palce. Wzrokiem wędrując po pomieszczeniu, bo tak jak przed chwilą przyjemnie było wpatrywać się w przystojną twarz mężczyzny, tak teraz pali go jego sylwetka, jego ciało, nie może się zmusić, żeby tu pokazać siłę. Oczekuje się od niego, że okaże trochę więcej siebie, że stanie i powie, iż może więcej, że jeszcze go na coś stać, ale przecież to jedna wielka bzdura. Nie powinno się od niego oczekiwać niczego, jedynie że zawiedzie. To smutne i krzywdzące, ale nadzwyczaj prawdziwe.
- Pal – odpowiada. Sam zresztą woli papierosy od zupy, bo każdy posiłek zbyt męczy jego schorowany żołądek. Idzie więc za przykładem Joakima i odnajduje w kieszeni paczkę papierosów. Odpala jednego i zaciąga się dymem. Siedzi przygarbiony, łokciem opierając się o kolano, wpatrując w kant kuchennego blatu, zupełnie jak gdyby miał na nim zobaczyć kreskę, kreskę za kreską, wszystkie dla niego, wszystkie to wciągnięcia. Jest chory. Jest uzależniony. I nie może dojeść tej cholernej zupy.
/Viktor
Nie rozumiała samobójców jako człowiek, ale rozumiała ich jako psychiatra. Próbowała nawet w pewien sposób usprawiedliwiać pęd ku autodestrukcji swojego przyjaciela, ale nie umiała nic poradzić na to, że cholernie się o niego bała. Martwiła się, że gdy tylko zostanie sam na kilka godzin, zrobi sobie krzywdę, bo był do tego zdolny. Wiedziała, że chodzą mu po głowie różne niebezpieczne rzeczy - igranie z ogniem, dotykanie ostrych przedmiotów czy łykanie nieodpowiednich proszków. Saskia znała Joakima na tyle, by móc przewidzieć, na co dzisiaj będzie miał chęć, gdy jego siostra bliźniaczka wyjdzie na cały wieczór z domu. Postanowiła więc dotrzymać mu towarzystwa i przy okazji trochę przypilnować, aby nie wychylał się zbytnio przez balkon czy nie bawił żyletką. Była w końcu psychiatrą i opiekowanie się ludźmi miała we krwi - choć Joakima traktowała bardziej jak przyjaciela, niż pacjenta. Wiedziała, że mężczyzna nie lubi czuć się jak pokrzywdzone dziecko, o które wszyscy się boją i nie zostawiają go samego w pokoju nawet na pięć minut.
OdpowiedzUsuńZachowywała się w stosunku do niego troskliwie, ale bez przesady, by nie zaczął się wycofywać i chować w swojej skorupie. Nie umiała jednak powstrzymać podskórnego lęku, który był w niej zawsze, gdy wchodziła do mieszkania przyjaciela. Bała się, że przyłapie go na podcinaniu sobie żył, choć nieraz w szpitalu była świadkiem podobnych zdarzeń. Joakim nie był pacjentem, darzyła go ogromną sympatią i zawsze mógł na nią liczyć. Nawet nie chciała sobie wyobrażać, jak by się czuła, gdyby on nagle zrobił sobie krzywdę. Swoim odejściem zraniłby nie tylko Rakel, ale i Saskię, od którą jeden mężczyzna już kiedyś porzucił, a ona nadal nie potrafiła się z tym pogodzić. To między innymi dlatego przychodziła do mieszkania Joakima - schować smutki na dnie kieliszka (czy, jak wolał mówić sam Joakim, filiżanki, w końcu pili t y l k o kawę).
Słysząc jego słowa, uśmiechnęła się krzywo.
- Przykro mi, że muszę cię zmartwić, ale nie jestem seryjnym mordercą. - Pozwoliła na odebranie sobie koszyka, a sama wzięła się za rozbieranie zimowego płaszcza, rękawiczek i szalika, którym była szczelnie otulona. Saskia należała do okropnych zmarzluchów, więc z domu zawsze wychodziła w co najmniej trzech warstwach; Kopenhaga to przecież zimne miasto. - Może następnym razem będziesz miał więcej szczęścia.
Już dawno skończyła próby hamowanie jego chorych popędów i pragnienia śmierci, bo zauważyła, że nic to nie daje. Skierowała się za nim do salonu, w przedpokoju zdejmując jeszcze botki. Miała na bladych policzkach rumieńce z zimna, więc nietrudno było zorientować się, że na dworze panuje okropny chłód.
- Nie bardzo się mam. Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miała - odparła jak zwykle, gdy Joakim zadawał pytanie o samopoczucie. Uwielbiała cytować Kłapouchego z książki dla dzieci, choć nie świadczyło to o zbytniej inteligencji, ale przyjaciel nie uważał ją przez to za dziwaczkę. - Joakim, kawa jest dla mięczaków, przejdźmy od razu do konkretów. W koszyku znajdziesz odpowiedni trunek, na który mam teraz ochotę.
Opadła na kanapę, przyglądając się przyjacielowi stojącemu nieopodal z nieodgadnioną miną. Doszukiwała się w nim jakichkolwiek dowodów na to, że robił sobie krzywdę, zanim weszła, ale niczego nie dostrzegła. Może nie była aż tak dobrym psychiatrą, jak mówili.
[W porządku, rozumiem. Ja nie umiem pisać krócej, też musisz mi to wybaczyć.]
Saskia Nørgaard
Sam nie wie czy to idiotyzm. Być może w jakimś stopniu rzeczywiście obaj wykazują się nadmierną skłonnością do kretynizmu i podejmowania błędnych, często krzywdzących decyzji. To owszem, można z łatwością określić tym przymiotnikiem. Jeżeli w grę jednak wchodzi sam ten smutek, wewnętrzne zgnicie to musi być coś więcej. Nieuleczalne i niezależne. Chore. Umysłu nie można zakwalifikować do miana opętanego idiotyzmem, jeżeli ten nie należy do nas, a w większości przypadków – chociażby u Viktora – wrażenie, że jego głowa nie należy do niego, a do kogoś innego, towarzyszy mu przez większość czasu. Czy to oznacza, że jest przypadkiem skazanym na porażkę? Dawno przecież sam się na nią skazał i pewien jest, że wszyscy dookoła również nie dają mu wielkiej nadziei. Do pewnych sytuacji można przywyknąć. Do smutku i bólu nie, nawet jeśli te obecne są dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie da się go oswoić i w jakiś sposób jest to piękne, bo jest jedynym co sprawia, że coś czujemy. A jeśli czujemy to żyjemy. Nawet jeżeli Viktor żyć nie chce, świadomość że to ból utrzymuje go przy życiu wydaje się być kojąca. Straszna na wszelkie możliwe sposoby, ale przecież zasługuje tylko na to.
OdpowiedzUsuńCisza mu nie ciąży. Wręcz przeciwnie, wydaje się być stworzona po to, by zastygać między nimi. W jakiś sposób Viktor potrafi się w niej odnaleźć i trafić do umysłu Joakima, niemal tak jakby porozumiewali się za pośrednictwem słów. Ich głowy są na tyle podobne, że to połączenie daje się wyczuć w powietrzu. Trudno jednak określić czy jest ono bezpieczne czy może chronione odkrytymi przewodami elektrycznymi. Na ile opłaca się iść tą drogą i sprawdzić? Teoretycznie, mężczyzna spróbowałby chociażby dlatego, że gdyby napotkał go wstrząs i tak nie odniósłby wielkich szkód, skoro jego dusza już jest w strzępach. Nie rozerwiesz tego, co już jest rozerwane. Mniejsze szczątki łatwiej będzie sprzątnąć.
Przygląda się uważnie poczynaniom Joakima, niemal odkrywając zamiary podpalenia sobie skóry. I czeka na to. Czeka, żeby go powstrzymać. Tyle, że to nie następuje i Viktor dopiero wtedy uświadamia sobie, że wszystkie jego mięśnie były napięte. Rozluźnia się na tyle, na ile to w ogóle możliwe i odprowadza go wzrokiem, kiedy ten wstaje, zabierając jego miskę. Przez chwilę chce wstać i pomóc, ale rezygnuje z kilku powodów. Po pierwsze, mężczyzna nie wygląda jak gdyby chciał od niego cokolwiek. Po drugie jedna miska i kubek stojący w zlewie to chyba zbyt mało, by dzielić się tym obowiązkiem. Po trzecie, chyba nie jest zdolny do ruszenia swojego ciała gdziekolwiek, szczególnie biorąc pod uwagę nudności, które go nawiedzają, co kilkanaście sekund.
- Dziękuję – mówi, bo nic innego nie przychodzi mu do głowy, a rzeczywiście odczuwa wdzięczność wobec Joakima, który nie ma żadnej powinności do przebywania z nim, nawet jeśli Rakel tego od niego chciała. To wiele. Dla Viktora to bardzo wiele.
/Viktor