piątek, 8 listopada 2013

Zwyk­le próbu­jemy dos­trzec to, cze­go nie ma...

 ...a jes­teśmy śle­pi na wiel­kie lek­cje, ja­kie życie in­sce­nizu­je przed naszy­mi oczami.

Nigdy nie spóźniasz się do pracy. Nawet w momencie, kiedy wcale nie masz ochoty wychodzić z domu, co jest niezwykłym wyjątkiem. Gdy już przychodzisz na miejsce, wszystko wygląda tak samo i nie ma żadnej różnicy. Znasz cały budynek na pamięć, jakby był twoim drugim domem, a pracownicy rodziną. Sekretarka codziennie uśmiecha się do ciebie tak samo na powitanie. Asystent przybiega na każde twoje zawołanie i robi wszystko, czego od niego wymagasz.  Na każdych spotkaniach błyszczysz, a wszystkie sprawy sądowe kończą się sukcesem. Twoja kancelaria jest jedną z najlepszych. A każdy bierze ciebie za wzór. Czy ty jednak tak naprawdę jesteś z siebie dumny? Czy podoba ci się te całe życie w bogactwie i ciągłych sukcesach? Nigdy się nad tym nie zastanawiałeś, nie miałeś na to czasu. Praktycznie, nie miałeś go na nic. Całe swoje serce i skupienie składałeś swojej pracy, bo pragnąłeś, by twoja kancelaria była jedną z najlepszych. Cały czas myślałeś o tym, coby tu zrobić, żeby zdobywać jeszcze większe sukcesy, a tym samym - więcej klientów. Powoli zaczynałeś się uzależniać. Powoli zaczynałeś zapominać o wszystkim, co działo się poza terenem Jørgensen. Byłeś ślepy na to, co działo się w twoim życiu prywatnym. I właśnie to ciebie zgubiło, bo nie zauważyłeś, kiedy wszystko powoli zaczynało się walić. Dziwiłeś się, kiedy Nanna zaczynała z tobą rozmawiać na temat tego, że za dużo czasu spędzasz w pracy. Początkowo słuchałeś, bo chciałeś znać zdanie swojej żony. Ale gdy Nanna zaczynała mówić za dużo, a jej słowa przecież wcale nie trzymały się z prawdą, przerywałeś jej i stanowczo kończyłeś dyskusje. Nie chciałeś się denerwować, nie chciałeś myśleć o Nannie jako o niewdzięcznej żonie. Na pewno szanowała twoje starania i oddanie. Zresztą, nie byłeś złym mężem, prawda? Byłeś wyrozumiały, kochający, czuły, zawsze służyłeś pomocą, ważne było dla ciebie szczęście Nanny. Więc czemu dostrzegałeś po pewnym czasie w jej oczach smutek? A twój przyjaciel? Czemu zaczął ciebie unikać? Nie odzywał się przez dłuższy czas, a gdy się już spotykaliście, to miałeś wrażenie, że jak najszybciej Vincent chce zakończyć spotkanie. Nie wiedziałeś o co chodzi. Czemu wszystko powoli zaczynało się tak diametralnie zmieniać? A może zawsze tak było, tylko ty tego nie dostrzegałeś? Kiedy zacząłeś się już tym interesować, było za późno. Vincent dziwnie odwrócił się od ciebie, jakby ukrywał coś przed tobą. A Nanna? Nanna po części wciąż była z tobą i może dzisiaj byłoby wszystko dobrze, gdyby nie Mathilde, która stanęła ci na drodze już drugi raz i skomplikowała wszystko. Świadomość tego, że jesteś ojcem, o czym nie wiedziałeś przez ostatnie sześć lat przerastała ciebie, jak i również Nannę. Ty jakoś dawałeś sobie radę, bo odkąd pamiętasz, zawsze byłeś silny i gotowy zmierzyć się z wyzwaniami. Jednak nie Nanna... Ją wszystko powoli zaczynało męczyć. Poddała się. A ty ją tym samym straciłeś. Nie obwiniałeś jej jednak o to. Jedynie siebie.
Teraz chcesz wszystko doprowadzić do porządku. Chcesz, by Nanna wróciła do ciebie, do domu. Chcesz, by ci wybaczyła, dała jeszcze jedną szansę. Chcesz wszystko naprawić. ale wiesz, że nie jest to łatwe. Dopiero teraz uświadomiłeś sobie, jak życie jest skomplikowane i trudne. Ale jest chyba za późno, Niels, prawda?
http://25.media.tumblr.com/09e9f120fac83fa8afa76665b46bcfb8/tumblr_mp6b9q6Vc01rkfanfo1_500.jpg
Niels Jørgensen
30 lat (21 października 1983, Kopenhaga). Adwokat i właściciel kancelarii adwokackiej. Zamieszkuje apartament w centrum miasta. Ojciec Duńczyk, matka Angielka. Niedawno dowiedział się, że jest ojcem sześcioletniego Nikolaia. Od pewnego czasu pracoholik. Przez ostatnie wydarzenia jego życie powoli zaczyna się walić. W trakcie rozwodu.

Pierwszy raz powiem szczerze, że karta mi się
nie podoba, co jest dziwne, bo lubię pisać karty
i przeważnie mi się podobają ;o No cóż, w
między czasie poprawię, o!
Wątki oczywiście tak, po to tu jestem :) Zaczynam, wymyślam.
Bez ograniczeń :D Lubię długie wątki, lanie wody mi nie przeszkadza,
bo zdarza się każdemu. Nie lubię krótkich wątków.
Odpisuje nie po kolei, ale regularnie. Zazwyczaj kiedy mam
natchnienie, dużą wenę.
W słowach wyjaśnień - Niels, to pracoholik. Jest to mężczyzna
cichy, nietowarzyski za bardzo. Ale jednak sympatyczny i życzliwy.
Nanna (żona) i Vincent (przyjaciel)
do wzięcia :) W tytule Paulo Coelho.

10 komentarzy:

  1. [skoro juz wie, ze zostal tatusiem to moze jakiś "rodzinny" wypad czy cos takiego i oczywiscie kłótnia rodziców, bo "jak moglas byc tak samolubna, ze ukrywalas to przez 6 lat, teraz sie zjawiasz i rozpieprzasz mi malzenstwo" co ty na to?;D]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Marudzisz, karta jest świetna, postać zresztą również, więc czego chcieć więcej od życia? <3 Tylko boru, nie wiem jak ich powiązać, naprawdę. Dzisiaj jestem totalnie wyprana z pomysłów, a wątek tak czy siak by się przydał, bo Ci go raczej nie popuszczę w najbliższej przyszłości, no :)]

    Freja

    OdpowiedzUsuń
  3. [Lubimy pracoholików, oj tak. Właściwie są do siebie trochę podobni, choć Sabine nigdy nie założyła rodziny, więc uniknęła komplikacji z tym związanych. Może będzie z nią stale współpracował w związku z jej inwestycjami i będą musieli wywalczyć dla niej odszkodowanie za upadek firmy, czy coś takiego?]

    Sabine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [No i witamy oczywiście również cieplutko :)]

      Sabine

      Usuń
  4. [ uwielbiam za zdjęcie. Imię żony przypomina mi o grze, którą kochałam jako 7 latka, ale nigdy nie potrafiłam przejść drugiej planszy ._. najgorzej. W ogóle lubię go.]
    Rosemarie

    OdpowiedzUsuń
  5. Komplikacje wszelkiej maści zawsze kojarzono z osobą Mathilde, z drobną, filigranową kobietą o niewinnym uśmiechu i uroczym spojrzeniu, której pojawienie się w życiu kogokolwiek przyrównać można było do uderzenia tornada, najpierw jej nieoczekiwane zniknięcie, później powrót, który niósł za sobą masę konsekwencji, schemat był jasny, gdzie tylko pojawiała się ona, pojawiały się również i kłopoty, a raczej cała ich masa.
    Rozumiała rozgoryczenie Nielsa, jego złość i prawdopodobnie chęć uduszenia jej gołymi rękoma, kiedy to jak gdyby nigdy nic pojawiła się w progu jego mieszkania z cudowną wiadomością, która wprost zwaliła go z nóg, miał prawo zatrzasnąć jej drzwi przed nosem, odesłać z kwitkiem, a jednak nie zrobił tego, zaakceptował Nikolaia i z całych sił starał się nadrobić wszystkie te stracone lata. Prawda była jednak taka, że kobieta nie miała zamiaru wracać do rodzinnego miasta nigdy; przez sześć lat tkwiła w przekonaniu, że poradzi sobie w roli samotnej matki, że da synkowi wszystko na co zasłużył, jednak mimo wielu usilnych starań i faktu, że matką była dobrą, nie potrafiła zastąpić mu ojca, o czym przekonała się kiedy tylko po raz pierwszy zadał jej to trudne pytanie... Pamiętała ten dzień zupełnie jakby to było wczoraj, kiedy jak zwykle odbierając go z przedszkola spostrzegła ten dziwny wyraz jego twarzy "dlaczego nie mam tatusia?" to pytanie padające z ust smutnego pięciolatka sprawiło, że Mathilde poczuła się zupełnie tak, jakby ktoś wymierzył jej siarczysty policzek.. cóż niby miała odpowiedzieć?! Bo mamusia była tak głupia, że zostawiła go kilka dni przed ślubem i po prostu uciekła? Taka odpowiedź raczej nie pokrzepiłaby małego serduszka, starała się tłumaczyć, że nie wszystkie dzieci mają oboje rodziców, z każdą jednak jej odpowiedzią w głowie małego chłopca rodziło się kolejne pytanie, na które odpowiedź coraz ciężej było znaleźć, w końcu jednak zebrała się na odwagę i wróciła i chociaż zdawała sobie sprawę z konsekwencji nie żałowała swojej decyzji w najmniejszym nawet stopniu, bo za ten uśmiech i radość w oczach dziecka gotowa była zabić. W przypływie czystego egoizmu łapała się co raz częściej na tym, że nie żałuje nawet tego, iż winna jest rozpadu jego małżeństwa, do czego nawet sama przed sobą nie potrafiła się przyznać.
    Miała wolne, więc bez wyrzutów sumienia piątkowy dzień spędzić mogła z synkiem, telefon do Nielsa wykonała instynktownie, a na jej usta wpłynął delikatny uśmiech, kiedy to bez wahania zgodził się spędzić ten dzień z nimi. Siedzieli na jednej z ławek, a Mathilde bacznie obserwowała bawiącego się z innymi dziećmi Nikolaia, oderwała od niego wzrok, gdy usłyszała głos mężczyzny siedzącego tuż obok, przeniosła nań spojrzenie jasnych tęczówek i uśmiechnęła się blado - Zachowałam się jak egoistka, wiem. - powiedziała cicho, kątem oka spoglądając w stronę placu zabaw, chcąc skontrolować, czy aby na pewno bawiący się tam jej synek jest całkowicie bezpieczny, czasami była doprawdy przewrażliwiona na jego punkcie - Nie chciałam komplikować Ci życia, wiem, że brzmi to teraz bynajmniej jak głupi dowcip, ale naprawdę chciałam, żebyś ułożył sobie życie i ułożyłeś...-westchnęła cicho, znów na niego spoglądając -... a ja znów je skomplikowałam.

    [boże święty przepraszam za jakość, ale przez godzinę jeszcze jestem skazana na telefon, a jak piszę na tej małej klawiaturce to mnie krew zalewa ;3]

    Mathilde

    OdpowiedzUsuń
  6. [Mogę dać ci pomysł, słoneczko! :*
    Załamany, po ciężkim dniu pracy Niels idzie do baru, gdzie spotka równie załamaną Iris, która nie potrafi znaleźć pracy. I sobie wspólnie piją. Jak już mówiłam, jestem bardzo kreatywna. :D]

    Iris

    OdpowiedzUsuń
  7. [To zacznij, dobra duszo, skoro rzuciłam pomysłem ;>]

    Sabine

    OdpowiedzUsuń
  8. [Mam słabość do rozwodników, więc bardzo chcę wątek! Tym bardziej, że Niels dowiedział się niedawno o swoim synu, a Lovisa to zaprawiona w bojach matka :D]

    Lovisa

    OdpowiedzUsuń