THEA HULD
25 lat
Malarka
Kiedyś była. Czuła. Wierzyła.
Kiedyś, zdawałoby się było tak dawno, że już prawie nie pamięta. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, jak popiół w popielniczce. Jakby nic nie miało znaczenia, bo i tak zaraz zmarnieje w oczach i zniknie gdzieś za chmurą burej rzeczywistości. Nigdy nie czuła się artystką i nie umie, nie chce, się tym mianem określać. Artyści kojarzą jej się z ludźmi mądrymi, takimi, którzy wiedzą co mówić i kiedy mówić. Jej język zaś plączę się częściej, niż układa poprawnie i próbuje wyartykułować zdanie, którego składnia mija się z poprawną.
Mija się, tak jak ona mija się z życiem. Zamiast złapać je wreszcie za rogi zastanawia się, czy przypadkiem to ten róg nie wbił jej się w serce, czy to nie on znalazł się pod jej żebrami.
Dzieciństwo, zdawać by się mogło, nie miało na nią większego wpływu. W końcu w bezpiecznym państwie duńskim dzieci dorastają szczęśliwie, bez zbędnych stresów czy wymagań ze strony rodziców. Przecież babcia nie może zrobić krzywdy swojej wnuczce, a to, że czasami powie w jej stronę niemiłego jest całkowicie zrozumiałe. Które kobieta chciałaby zajmować się kimś w czasie, gdy to nią powinno się zajmować? Thea postanowiła, że nie będzie mieć dzieci, bo chyba najgorszą rzeczą na świecie jest posiadanie nieodpowiedzialnego rodzica. Takiego, który opuszcza je, gdy to ma trzy latka i przyjeżdża na święta, w które musi się koniecznie upić. Upić do tego stopnia, by wypominać dziecku, jak bardzo to skrzywdziło jego życie swoimi narodzinami. Albo być takim, co to nawet kartki z życzeniami z okazji ukończenia pełnoletności nie wyśle. Niestety, nie ma tu tragedii. Niestety, bo wówczas swoją nieudolność w życiu mogłaby tłumaczyć głupotą dorosłych wśród których dorastała.
Wróciła pięć miesięcy temu z Paryża, do którego wyjechała bez słowa, szukając we Francji swojego miejsca. Mieszka w małym mieszkaniu w którym tylko jej pracownia wygląda na zamieszkałą. Nie dzieli jej z nikim, kto mógłby odpowiedzieć na jej błagalne prośby o lepsze jutro, lub rychły koniec. W końcu w Kopenhadze pająki nie mają serca.
Pali za dużo, śpi za mało i lubi włóczyć się po nocach. Pracuje w galerii sztuki z bolesną świadomością, że nigdy nie będzie jej stać na kupno któreś z perełek, które tam wiszą. Wie też, że jej dzieło nigdy tam nie zawiśnie, dlatego zadowala się sprzedawaniem obrazów na ulicy, zarabiając raczej mdłym uśmiechem i tym, że jest młoda. Jeszcze.
[Dobry wieczór. ]

[Ale tu pusto, no. Witam serdecznie na blogu i życzę miłej zabawy! :)
OdpowiedzUsuńLubię artystów, bo zazwyczaj są pozytywnie zakręceni i oderwani od rzeczywistości. Widzą świat w innych barwach, niż zwykli śmiertelnicy. Ale mam wrażenie, że twoja Thea jest bardzo smutna, a smutne postaci to coś, za czym tygryski takie jak ja przepadają najbardziej. Było w karcie kilka perełek, które zapamiętam - na przykład z rogiem pod żebrami albo z pająkami bez serca. Coś w tym jest.]
Saskia Nørgaard
[Hahah.. DOBRY WIECZÓR :D Lubie tą panią tam na górze, jednak zawsze zapominam co to za modelka (?) A może zwiększ trochę zdjęcie? Wtedy będzie estetyczniej :))]
OdpowiedzUsuńMalin Nørgaard
[ dzień dobry :D całkiem przyjemna postać :3]
OdpowiedzUsuńJosephine
[O już wiem kim jest pani ze zdjęcia. Zawsze zapominam c: Teresa Oman <33 No to można zrobić że Malin przyjdzie do galerii sztuki, gdzie będą prace Thei, i będzie chciała kupić dla ojca jakiś obraz na urodziny i kupi jej obraz, ale będzie chciała poznać autora, więc Thea przyjdzie i umówią się na kawę, ok?]
OdpowiedzUsuńMalin
[Nie ma za co przepraszać, przecież zasłoniłaś, odczekawszy odpowiedni czas, no i odpowiednia ilość komentarzy także była, więc wszystko zgodnie z regulaminem.
OdpowiedzUsuńMoże wbijać, nie ma sprawy, dobrze przekimać się pod dachem. Powiedz mi tylko, czy mają się znać, kojarzyć chociażby, czy Aage ma próbować wejść do domu obcej osoby.]
~ Aage Gjellerup
[ rzeczywiście świat jest mały :D będę zła jak poproszę o zaczęcie? ja jak zwykle będę się do tego zbierała przez ruski miesiąc, ale jeśli to problem, to nic]
OdpowiedzUsuńJosephine
[A okej. Nie no to spoko, można wtedy zrobić, że Malin zobaczy jak Thea gdzieś coś tam maluje i będzie chciała jej obraz, okej?]
OdpowiedzUsuńMalin Nørgaard
[Jasne. Tylko czy to była propozycja wątku, czy już pomysł na niego? ;D]
OdpowiedzUsuń[ O, hej :)
OdpowiedzUsuńTo ja podrzucę pomysł, bo jakoś nie mam weny na zaczynanie xD Proponuję, żeby Sebastian poszedł z jakąś grupą młodzieży do galerii sztuki, w której pracuje Thea. Oczywiście będzie nieźle zdziwiony, kiedy ją zobaczy, ale nie da tego po sobie poznać. Dopiero kiedy wycieczka się zakończy podejdzie do niej, żeby się upewnić, czy to nie jest może jego dawna miłość.
Może być? ;)]
S.
Związek z Theą był najważniejszym i najlepszym okresem w jego życiu. Pamiętał dzień, w którym zobaczył ją po raz pierwszy. Kątem oka dostrzegł lśniące pukle blond włosów. Odwrócił się, zainteresowany ich właścicielką. Zawsze lubił blondynki. Mówią, że mężczyzna szuka dla siebie żony, która przypomina mu matkę i chyba jego przypadek potwierdzał tę regułę. Włosy jego rodzicielki także przypominały lśniącą w słońcu pszenicę.
OdpowiedzUsuńZ charakteru bardzo się od siebie różniły. Jego matka - zawsze spokojna, nieco nadopiekuńcza, zawsze wiedział jakich zachować może się po niej spodziewać. Thea była zupełnym przeciwieństwem. Nieprzewidywalna, przebojowa, miewała dziwne, niezrozumiałe ataki, które w niej kochał. Kochał w niej wszystko tak bardzo, że wielokrotnie sprawiało mu to ból, kiedy zmieniała swoje zachowanie i nastrój w ułamku sekundy. Podobało mu się to jednak. Z nią nigdy nie mógł się nudzić. Ilekroć próbował przewidzieć jakieś jej zachowanie, ona reagowała zupełnie inaczej. Nie przestawała go dziwić. A on kochał to w niej i uwielbiał, jak wszystko zresztą. Jak blond włosy, oczy, w które potrafił wpatrywać się godzinami, zgrabny nosek, wyginające się w uśmiechu usta. Nigdy wcześniej nie spotkał nikogo takiego i wie, że już nigdy nie spotka. Była niepowtarzalna i zawładnęła jego sercem w momencie, kiedy kątem oka dostrzegł ruch. A potem dostrzegł Theę. I nie widział już nic innego.
Gdyby dziewczyna pewnego dnia wbiła mu nóż w pierś, zapewne bolałoby mniej niż jej wyjazd. Gdyby był torturowany przez wiele tygodni, byłby to o wiele bardziej znośny i krótszy ból. Nie mógł się z tym pogodzić przez kilka miesięcy. Gdyby chociaż to sobie z nim wyjaśniła, podała mu powód... Przez długi czas nie przestawał się zadręczać. Nieświadomie wypisywać jej imię na luźnych kartkach papieru. Stopniowo jednak odczuwał coraz mniej bólu. Był coraz lżejszy. Powoli przemieniał wielką miłość w jeszcze większą nienawiść. Do niej, do siebie, do wszystkich kobiet, do świata. To doświadczenie bardzo go zmieniło, ale też wzmocniło. Może to zabrzmi banalnie i wzniośle, ale przysiągł sobie, że nigdy nie da się skrzywdzić. Nikomu. I konsekwentnie się tego trzymał.
Cieszył się, że wyznaczono go jako opiekuna jednodniowej wycieczki. Lubił sztukę, a nie miał wiele czasu, by ją podziwiać. Poza tym, jeśli był sposób, żeby ominąć dzień lekcji, to on bardzo chętnie. Nawet, jeśli będzie musiał bezustannie upominać rozbrykaną młodzież.
Cierpliwie czekał, aż przyznają im kogoś do oprowadzania. W końcu usłyszał czyjeś kroki. Gestem nakazał uczniom wstać z ławeczek i odwrócił się w stronę nadchodzącej kobiety z przyklejonym uśmiechem, który zazwyczaj nosił, kiedy był w pracy.
Zastygł w miejscu, kiedy zobaczył blondynkę idącą w ich kierunku. Poczuł, jak uśmiech spływa mu z twarzy. Zamrugał kilkakrotnie oczami, zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze widzi. Niestety, wszystko wskazywało na to, że nie czeka go wizyta u okulisty. Thea wyglądała inaczej, niż ją zapamiętał, ale to była ona. Na pewno.
Musiał wziąć się w garść. Nie potrafił oderwać wzroku od dziewczyny przez całą wycieczkę. Rany, które tak długo pielęgnował otworzyły się nagle, a ból trafił w niego ze zdwojoną siłą. Zaraz potem nadeszła nienawiść, tak oszałamiająca, że nie zwracał uwagi na to, co się wokół niego dzieje. Znowu widział tylko ją.
Nawet nie zauważył, ze minął już czas przewidziany na oprowadzanie i młodzież dostała trochę czasu wolnego. Miał ochotę stąd wyjść, ale potrzebował odpowiedzi. Zada jej tylko jedno pytanie, a potem może znikać do woli. Czuł, że ta jedna odpowiedź zadecyduje czy będzie mógł jeszcze kiedykolwiek kogokolwiek pokochać. Choć trochę.
Powoli, mechanicznie podszedł do biurka, przy którym siedziała. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Nie zdążył się zastanowić nad tym, co chce powiedzieć, kiedy usłyszał słowa, które wypłynęły z jego ust.
- Dlaczego mi to zrobiłaś? - zapytał, z trudem rozpoznając własny głos.